W Republice Południowej Afryki przeprowadzono niezwykle niebezpieczną operację odzyskania ludzkich szczątków z rzeki opanowanej przez krokodyle. Funkcjonariusz został opuszczony na linie ze śmigłowca do rzeki Komati w północno-wschodniej części kraju. Wcześniej zauważono tam gada podejrzewanego o zaatakowanie zaginionego biznesmena.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Mrożącą krew w żyłach historię opisał portal BBC.

Wspomniany biznesmen zaginął po tym, jak jego samochód utknął na moście zalanym przez powódź. Gdy służby dotarły na miejsce, auto było puste - wszystko wskazywało na to, że mężczyzna został porwany przez nurt.

W trakcie poszukiwań z użyciem dronów i śmigłowców policjanci zauważyli grupę krokodyli na małej wyspie. Jeden z nich wzbudził szczególne podejrzenia - był nienaturalnie ospały i miał wyraźnie powiększony brzuch. Zwierzę zostało zastrzelone, a następnie rozpoczęto ryzykowną operację jego zabezpieczenia.

Policjant, kapitan Johan Potgieter, został opuszczony z powietrza, by przymocować linę do ciała gada. Krokodyl - mierzący ok. 4,5 metra i ważący pół tony - został przetransportowany do pobliskiego Parku Narodowego Krugera. Tam w jego wnętrznościach znaleziono ludzkie szczątki, które teraz zostaną poddane badaniom DNA, by potwierdzić tożsamość ofiary.

Jak ujawnił Potgieter, w żołądku zwierzęcia znajdowało się także sześć różnych rodzajów butów. Może to sugerować wcześniejsze ataki, choć - jak zaznaczył funkcjonariusz - krokodyle potrafią połknąć niemal wszystko.

Odwagę mundurowego publicznie pochwaliło kierownictwo południowoafrykańskiej policji.