Komisja Europejska wszczyna procedurę przeciwko Niemcom w sprawie wiz Vander Elst. To decyzja, która może mieć ogromne znaczenie dla tysięcy polskich firm i ich pracowników delegowanych za Odrę. Stawką są nie tylko swobody zapisane w traktatach Unii Europejskiej, ale także realne losy ludzi, którzy – jak wynika z relacji – byli zatrzymywani, deportowani, a nawet zostawiani w środku lasu na granicy.
- Komisja Europejska rozpoczęła formalną procedurę wobec Niemiec za wymaganie od obywateli spoza UE, którzy mają legalny pobyt w innym kraju UE, dodatkowej wizy Vander Elst.
- KE uznaje ten wymóg za naruszenie unijnego prawa, które gwarantuje swobodę świadczenia usług i delegowania pracowników bez dodatkowych barier wizowych.
- Polskie firmy co roku delegują do Niemiec tysiące pracowników, w tym wielu Ukraińców, którzy napotykają na problemy z niemieckimi przepisami.
- Te praktyki powodują duże straty finansowe dla polskich przedsiębiorstw, które czasem decydują się na ryzykowne wysyłanie pracowników bez wizy.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Pod koniec stycznia Komisja Europejska uruchomiła wobec Niemiec formalną procedurę naruszenia prawa UE. Chodzi o praktyki, które od lat budziły sprzeciw polskich przedsiębiorców. Berlin wymaga od obywateli państw spoza UE - na przykład Ukrainy - którzy już posiadają legalny pobyt lub wizę długoterminową w innym kraju członkowskim, by ubiegali się o dodatkową wizę, tzw. wizę Vander Elst. Bez niej nie mogą być delegowani do pracy w Niemczech, nawet na krótkie, 90-dniowe kontrakty.
Zdaniem Komisji Europejskiej, taki wymóg to jawne naruszenie unijnego prawa. Dodatkowy wymóg wizowy narusza unijne prawo, ogranicza bowiem zapisaną w traktatach UE swobodę świadczenia usług - podkreślają urzędnicy w Brukseli. Niemcy mają teraz dwa miesiące na odpowiedź. Jeśli nie zmienią przepisów, sprawa może trafić do Trybunału Sprawiedliwości UE.
Każdego roku polskie firmy delegują do Niemiec dziesiątki tysięcy pracowników - wśród nich wielu obywateli Ukrainy i innych krajów spoza UE, którzy legalnie pracują w Polsce. Jednak niemieckie przepisy skutecznie blokowały ich wyjazdy. Europejski Instytut Mobilności Pracy, think tank zajmujący się mobilnością pracowników, od lat alarmował o problemie.
Decyzja KE była dla nas miłym zaskoczeniem, ponieważ potwierdziła prezentowane przez nas od lat stanowisko, że wymóg uzyskania dodatkowych wiz stanowi naruszenie artykułu 56 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który gwarantuje wszystkim przedsiębiorstwom możliwość korzystania ze swobody świadczenia usług i delegowania w tym celu swoich pracowników niezależnie od ich obywatelstwa - mówi Stefan Schwarz, prezes Instytutu.
Mamy udokumentowanych wiele przypadków, w których pracownicy delegowani przez polskie przedsiębiorstwa byli zatrzymywani przez niemiecką policję federalną i odwożeni siłą do granicy z Polską, mimo że posiadali dokumenty poświadczające legalny pobyt i zatrudnienie w Polsce. Takim deportacjom często towarzyszył dwuletni zakaz ponownego wjazdu na terytorium Niemiec lub do strefy Schengen. Niektórzy byli poddawani rewizjom osobistym i przesłuchiwani na posterunkach policji, mimo że nie naruszali żadnego prawa. Czasami byli zostawiani w środku lasu przy drodze, z wyładowanymi telefonami komórkowymi. Liczymy, że decyzja KE zakończy ten proceder - relacjonuje Schwarz.
Próby legalnego uzyskania wizy Vander Elst kończyły się często fiaskiem. System rejestracji wizyt w niemieckich placówkach dyplomatycznych praktycznie nie działał - wolnych terminów brakowało, a lista wymaganych dokumentów była ogromna.
Uzyskanie tzw. wizy Vander Elst jest w praktyce niewykonalne. System informatycznych rejestracji wizyt w celu jej uzyskania na stronach niemieckich placówek dyplomatycznych praktycznie cały czas pokazuje, że nie ma wolnych slotów, żeby umówić się na spotkanie. Jeśli nawet to się uda, wymagana jest fizyczna obecność w ambasadzie Niemiec i skompletowanie ogromnej liczby dokumentów. Procedura wizowa jest tak zaprojektowana, że jednocześnie można złożyć tylko jeden wniosek - co czyni ją bezużyteczną w przypadku delegowania zespołów pracowników - tłumaczy Schwarz.
Jak wylicza dr Marcin Kiełbasa z Instytutu, polskie firmy ponosiły przez te praktyki miliardowe straty. Część przedsiębiorstw zrezygnowała z zatrudniania obcokrajowców, inne decydowały się na ryzykowny krok - wysyłały pracowników bez wymaganej wizy, licząc się z ryzykiem deportacji i zakazu wjazdu do Niemiec.
Dla polskich firm i ekspertów decyzja Komisji Europejskiej to długo oczekiwany sygnał, że nawet największe gospodarki Unii muszą przestrzegać wspólnych zasad. Decyzja Komisji jest efektem lat pracy i konsekwentnego wskazywania na to naruszenie. Zdarzało się nam usłyszeć, że nic nie da się zrobić, bo "to przecież Niemcy". A jednak się udało - podsumowuje Stefan Schwarz.
Na odpowiedź Niemiec czeka teraz cała branża delegowania pracowników. Jeśli Berlin nie zmieni przepisów, sprawa trafi do unijnego Trybunału. Jak na razie Stałe Przedstawicielstwo Niemiec przy UE nie udzieliło komentarza w tej sprawie.


