Komisja Europejska odrzuca odpowiedzialność za finansowe skutki wyroku Pfizer kontra Polska. "Każde państwo członkowskie mogło swobodnie zdecydować, czy zawrzeć umowę z firmą farmaceutyczną na wynegocjowanych warunkach, czy też skorzystać z możliwości rezygnacji" - przekazała dziennikarce RMF FM w Brukseli rzeczniczka KE Siobhan McGarry.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na stronę główną RMF24.pl
Chodzi o wczorajszy wyrok brukselskiego sądu nakazujący Polsce zapłatę Pfizerowi ok. 1,3 mld euro (ok. 5,6 mld zł) oraz odbiór ok. 64 mln dawek szczepionek przeciw Covid-19.
Rzeczniczka KE Siobhan McGarry w przekazanym dziennikarce RMF FM oświadczeniu zaznacza, że umowy "były negocjowane przez wspólne zespoły składające się z ekspertów Komisji Europejskiej i państw członkowskich", a więc nie były narzucane przez Brukselę.
A "po zakończeniu negocjacji wszystkie państwa członkowskie miały czas na zapoznanie się z warunkami", więc Polska miała okazję przeanalizować ryzyko.
"Każde państwo członkowskie mogło później swobodnie zdecydować, czy zawrzeć umowę z firmą farmaceutyczną na wynegocjowanych warunkach, czy też skorzystać z możliwości rezygnacji" - informuje McGarry.
Ponadto czytamy w oświadczeniu: "Unijne kraje same określały, ile szczepionek chcą kupić w ramach dostępnych limitów". Innymi słowy, polskie władze same wyliczyły zapotrzebowanie na 60 mln dawek, za które teraz trzeba zapłacić.
"Państwa członkowskie mogły również decydować o ilości zamawianych dawek (oczywiście istniały górne limity wynikające z całkowitej liczby dostępnych dawek i liczby państw członkowskich chętnych do zamówienia)". Rzeczniczka przypomniała natomiast, że "w momencie zawarcia trzeciej umowy z firmą Pfizer (maj 2021 r.) nie było widać końca pandemii".
Tym samym KE chce rozłożyć odpowiedzialności za gigantyczne zakupy, bo sama zarezerwowała dla całej UE nadmiarową liczbę 1,8 mld dawek. KE jednak całkowicie umywa ręce, oświadczając, że "ponieważ Komisja nie jest zaangażowana we wspomnianą sprawę sądową, nie będzie jej dalej komentować"
KE odrzuca jakakolwiek odpowiedzialność, ale ta polityczna na niej jednak ciąży. To Bruksela negocjowała umowy ramowe i przeszacowała liczbę szczepionek - zauważa Katarzyna Szymańska-Borginon, korespondentka RMF FM w Brukseli. Chociaż to dzięki tym wspólnym zakupom nie było walki między krajami UE o szczepionki na zasadzie "kto silniejszy i bogatszy ten pierwszy".
Gdy okazało się, że kraje mają za dużo dawek, KE pośredniczyła w rozmowach między nimi a Pfizerem. I pod koniec maja 2023 r. wynegocjowała w sprawie rozwiązania kwestii tej nadpodaży aneks do trzeciej umowy z Pfizerem. De facto uznała więc istnienie problemu, pośrednio przyznając się do błędu pierwotnego kontraktu i przeszacowania potrzeb.
Zgodnie z tymi poprawkami państwa miały wnieść opłatę za anulowanie szczepionek. Rozwiązanie to było dosyć kontrowersyjne. Kraje musiały między innymi zapłacić Pfizerowi odszkodowanie za każdą "wirtualną", a więc nieprzyjętą dawkę. Szacuje się, że było to około połowy pierwotnej ceny, ale oficjalnie konkretów nigdy nie podano.
Większość krajów UE na to przystała, jednak Polska, Rumunia i Węgry uznały to za nieakceptowalny "haracz" i nie skorzystały z tej możliwości.
Powstaje oczywiście pytanie, czy zgoda na opłatę za anulowanie szczepionek kosztowałoby o połowę mniej polskich podatników niż obecny wyrok brukselskiego sądu.
Wiarygodność Komisji obciąża jednak nie tylko kwestia nadmiarowych zakupów, ale także brak przejrzystości. Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł w lipcu 2024 r. że KE naruszyła unijne prawo, odmawiając opinii publicznej szerokiego dostępu do treści umów na zakup szczepionek przeciw Covid-19. Chodzi o to, że KE niesłusznie utajniała fragmenty umów oraz sms-ową korespondencję szefowej KE Ursuli von der Leyen z prezesem Pfizera (tzw. afera "Pfizergate").


