Pierwszy dzień szczytu europejskiego nie przyniósł przełomu w sprawie mandatu na negocjacje nowego traktatu UE, ale unijni politycy zapewniali o woli kompromisu - relacjonowała w nocy kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Polska nie zmieniła stanowiska, nadal upiera się przy zmianie systemu głosowania w Radzie UE w stosunku do tego przyjętego w eurokonstytucji. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy poinformował, że "możliwą ścieżką" szukania porozumienia jest kompromis z Joaniny.

Sytuacja jest bardzo trudna – tak Lech Kaczyński skomentował pierwszy dzień szczytu Unii Europejskiej w Brukseli. Prezydent dodał, że będziemy rozmawiać do końca: Polska nie ma w zwyczaju cofać się tam, gdzie ma rację. czytaj więcej

Trudno powiedzieć, czy uda się osiągnąć porozumienie - powiedziała Merkel. Ale jest wola polityczna ze wszystkich stron, by się porozumieć. Nikt nie powiedział, że trzeba odłożyć porozumienie i dyskutować przez kolejny rok - dodała pytana, ze wskazaniem na Polskę i Wielką Brytanię.

Polska nie zmieniła stanowiska, ale przynajmniej chce dalej rozmawiać - powiedział dziennikarzom prezydent Francji Nicolas Sarkozy tuż po zakończeniu oficjalnej sesji pierwszego dnia szczytu. Podczas swojej konferencji prasowej Sarkozy nie ukrywał, że Polska stanowi poważny problem.

Warszawa nie chce bowiem zgodzić się na przyjęty w eurokonstytucji system głosowania podwójną większością. Przewiduje on, że decyzje w Radzie UE zapadają, jeśli popiera je 55 proc. krajów (co najmniej 15) zamieszkanych przez 65 proc. ludności UE. Mniejszość blokująca to co najmniej 4 kraje zamieszkane przez 35 proc. ludności.

Jedną z możliwych ścieżek jest kompromis z Joaniny - powiedział Sarkozy. Nie wiem, czy to będzie działać, ale to jest jedna z możliwości - dodał. Chodzi mu o "wzmocnienie" tzw. kompromisu z Joaniny (Janiny - od miejscowości w Grecji), czyli mechanizmu, który umożliwia odwlekanie w czasie przyjęcia niekorzystnej decyzji przez Radę UE, nawet jeśli nie ma wystarczającej mniejszości blokującej. Jako hamulec bezpieczeństwa mógłby być on ewentualnie dołączony do kwestionowanego przez Warszawę systemu podwójnej większości.

W negocjacjach nad eurokonstytucją ustalono, że ten hamulec można będzie uruchomić, kiedy decyzje są kwestionowane przez państwa zamieszkane przez ponad 26,25 proc. unijnej ludności (dokładnie trzy czwarte z 35 proc.). Ten mechanizm nie pozwala na torpedowanie decyzji w nieskończoność, a ponadto nie został zapisany w samej konstytucji, jak chciała Polska, ale w osobnej deklaracji politycznej. Ponadto zapisano w niej, że mechanizm

mógłby przestać obowiązywać do 2014 roku.