Fałszywe informacje rozprzestrzeniane w mediach społecznościowych doprowadziły do dramatycznych wydarzeń we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga. W regionie ogarniętym epidemią Eboli podpalono dwie placówki medyczne, a nieufność wobec lekarzy i władz osiągnęła niebezpieczne rozmiary. Eksperci alarmują - dezinformacja staje się równie groźna jak sam wirus.

  • We wschodniej Demokratycznej Republice Konga doszło do podpaleń dwóch placówek medycznych.
  • Powodem są krążące w sieci fałszywe teorie, że Ebola to wymysł władz i organizacji międzynarodowych.
  • W sieci pojawiają się fałszywe informacje, że Ebola to fikcja, a można się przed nią chronić witaminami lb suplementami diety.
  • Epidemia stała się też polem dla teorii spiskowych, np. oskarżeń o celowe "uwolnienie" wirusa w USA.
  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Według najnowszych informacji przekazanych przez ONZ, w ostatnich dniach doszło do podpaleń dwóch placówek medycznych we wschodnim Kongo. Powód? W sieci pojawiły się materiały przekonujące, że "Ebola nie istnieje", a cała epidemia to wymysł władz i międzynarodowych organizacji. Teorie spiskowe, podsycane przez fałszywe profile i zmanipulowane nagrania, szybko znalazły podatny grunt wśród mieszkańców regionu.

Ataki mają związek z kampaniami dezinformacyjnymi krążącymi w mediach społecznościowych, które znacznie spowalniają dotarcie zespołów medycznych do chorych - przekazała Maria Belizaire, dyrektorka ds. reagowania kryzysowego w WHO Africa. W praktyce oznacza to, że lekarze i ratownicy nie tylko muszą walczyć z wirusem, ale także z nieufnością i agresją ze strony lokalnych społeczności.

Ile zakażeń Ebolą?

Od początku nowej epidemii, którą władze Konga oficjalnie ogłosiły kilkanaście dni temu, zmarły już co najmniej 234 osoby w DRK oraz jedna osoba w sąsiedniej Ugandzie. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podaje, że liczba zakażonych przekroczyła 1000 przypadków, a śmiertelność obecnej odmiany wirusa Bundibugyo sięga 50 procent.

WHO ogłosiło więc stan zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym. Szef organizacji, Tedros Adhanom Ghebreyesus, podkreślił, że ryzyko rozprzestrzenienia się wirusa w regionie jest bardzo wysokie, choć na poziomie globalnym nadal oceniane jest jako niskie.

Dezinformacja

Walka z epidemią to jednak nie tylko wyścig z czasem i medycznymi wyzwaniami. To także batalia z dezinformacją, która - jak pokazują ostatnie wydarzenia - potrafi być równie groźna. W sieci krążą nagrania i posty, w których przekonuje się, że Ebola to fikcja, a przed zakażeniem można się uchronić, przyjmując witaminy lub suplementy diety. W ten sposób próbowano wykorzystać strach związany z chorobą do bezpośredniego zarabiania pieniędzy.

Eksperci z WHO i Amerykańskich Centrów Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) stanowczo dementują te informacje. Podkreślają, że obecnie nie istnieje ani lek celowany, ani szczepionka przeciwko szczepowi Bundibugyo. Jedyną skuteczną metodą walki z chorobą jest zaawansowane leczenie objawowe i wspomagające w warunkach szpitalnych.

Polityka

Epidemia Eboli stała się również pożywką dla politycznych teorii spiskowych. Jak donosi portal Politico, amerykańskie środowiska prawicowe oskarżają naukowców z federalnych agencji zdrowia o rzekome "uwolnienie wirusa" w celu wpłynięcia na wybory połówkowe w USA. Tego typu narracje, choć pozornie absurdalne, rozprzestrzeniają się błyskawicznie w mediach społecznościowych, podsycając nieufność i panikę także poza Afryką.

W Nigerii, gdzie dotąd nie odnotowano żadnego przypadku Eboli, rządowa agencja zdrowia publicznego musiała oficjalnie dementować plotki o wybuchu epidemii. W opublikowanym oświadczeniu podkreślono, że fałszywe informacje mogą doprowadzić do wybuchu powszechnej paniki społecznej.

Dlaczego społeczeństwo jest nieufne?

Jak zauważa agencja Reuters, brak zaufania do konwencjonalnej medycyny w wielu regionach Afryki ma głębokie historyczne korzenie. Epoka kolonialna, a także nieufność wobec nowych badań klinicznych prowadzonych na Zachodzie, sprawiają, że mieszkańcy niektórych rejonów są szczególnie podatni na dezinformację. Sytuację pogarsza rosnąca rola sztucznej inteligencji i mediów społecznościowych, które umożliwiają błyskawiczne rozprzestrzenianie się plotek i fałszywych teorii.

Według Afrykańskich Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom (Africa CDC), obecnie 10 krajów afrykańskich jest zagrożonych wystąpieniem epidemii Eboli. Na liście znajdują się: Sudan Południowy, Rwanda, Kenia, Tanzania, Etiopia, Kongo, Burundi, Angola, Republika Środkowoafrykańska i Zambia.

Wirus Ebola wywołuje silnie zakaźną chorobę, która rozprzestrzenia się poprzez bezpośredni kontakt z krwią, wydzielinami i wydalinami zakażonej osoby. Od momentu wykrycia wirusa w 1976 roku, Demokratyczna Republika Konga doświadczyła już siedemnastu takich epidemii - to najwięcej na świecie. Najtragiczniejsza z nich, w latach 2018-2020, pochłonęła ponad tysiąc ofiar.