Dwie osoby zginęły podczas protestów w Kenii. Demonstranci sprzeciwiają się planowanemu otwarciu w bazie wojskowej ośrodka kwarantanny dla Amerykanów zarażonych ebolą lub podejrzanych o styczność z wirusem. Na nagraniach z protestu widać płonące barykady na ulicy oraz samochody z uzbrojonymi żołnierzami, przed którymi ucieka tłum.
- W Kenii wybuchły krwawe zamieszki. Mieszkańcy protestują przeciwko planom otwarcia amerykańskiego ośrodka kwarantanny dla osób z podejrzeniem eboli.
- Policja otworzyła ogień do demonstrantów, co doprowadziło do śmierci dwóch osób.
- Prezydent Kenii William Ruto broni planu, podkreślając współpracę zdrowotną z USA.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Jak przekazał agencji Reutera jeden z organizatorów demonstracji Patrick Wahome, policja w poniedziałek otworzyła ogień do protestujących. Dwie osoby zostały zabite.
Rzecznik kenijskiej policji Michael Muchiri stwierdził, że nie ma wiedzy o ofiarach śmiertelnych.
Protest odbywał się przed wjazdem do bazy wojskowej Laikipia w mieście Nanyuki, ok. 200 km na północ od kenijskiej stolicy Nairobi. Dostępne na platformie YouTube nagrania z protestu pokazują płonące barykady na ulicy, nadjeżdżające samochody wojskowe z uzbrojonymi żołnierzami, przed którymi ucieka tłum demonstrantów, skandowanie okrzyków i transparenty z hasłami takimi jak "Nanyuki/Laikipia to nie wysypisko".


