​Pedro i Onil Castro pierwszy raz w wywiadzie telewizyjnym opowiedzieli o swoim bracie - porywaczu Arielu Castro. Obaj przyznają, że chociaż nie mieli nic wspólnego z uprowadzeniem i maltretowaniem trzech kobiet, to boją się, że już zawsze będą postrzegani przez pryzmat przestępstw swojego brata. Mężczyźni nazwali go "potworem" i nie uważają go już za swojego krewnego.

Nie mam z tym nic wspólnego i nie wiem, jak mój brat mógł to robić przez tyle lat - stwierdził w udzielonym telewizji CNN wywiadzie Onil Castro. On, razem ze swoim bratem, Pedrem był podejrzewany o współudział w porwaniu i przetrzymywaniu trzech kobiet z Cleveland.

Onil opowiedział, że jego brat nie przyznał się przed nim o tym, co zrobił. Jak mówił, kiedy obu mężczyzn zatrzymała policja, Ariel nie powiedział nawet, co mogło być tego powodem. Zapytałem: co zrobiłeś, przejechałeś na czerwonym świetle? A on odpowiedział: nie, nie, nie wiem. Ponadto, jak mówił Onil Castro, kiedy sam zapytał policjantów o co chodzi, ci odpowiedzieli mu, że w grę wchodzą "poważne zarzuty".

Może brat chciał zostać złapany. Może to był czas. Może wsiąknął w to zbyt mocno. Ale jeśli chciał zostać złapany, to czemu zabrał mnie z domu matki? - zastanawiał się Onil.

Z kolei drugi brat, Pedro, mówił że spał, gdy policja przyszła go aresztować. Myślałem, że to z powodu nakazu rewizji mojego kontenera - mówił. Wszyscy trzej trafili do aresztu. Jak mówili bracia, później przebywali w osobnych celach.

Pedro miał się jednak na chwilę spotkać z bratem w areszcie. Ariel miał wtedy stwierdzić "nigdy się już nie zobaczymy. Kocham cię, bracie". Okazało się jednak, że mężczyźni widzieli się później jeszcze raz na przesłuchaniu. Wtedy oskarżony o porwanie miał powiedzieć "ty nic o tym nie wiedziałeś, przepraszam".

Porywaczowi z Cleveland grozi kara śmierci

52-letniemu Arielowi Castro oskarżonemu o uprowadzenie, uwięzienie i wielokrotne gwałcenie trzech kobiet w Cleveland grozi kara śmierci za spowodowanie u nich przymusowych poronień. Mężczyzna w czwartek po raz pierwszy pojawił się przed sądem. czytaj więcej

Pedrowi Castro zostały później pokazane zdjęcia kobiet, jednak ten ich nie rozpoznał. Kiedy dowiedział się, że to porwane 10 lat wcześniej nastolatki "serce mu się złamało". Dodał, że w domu brata nie widział niczego podejrzanego. Nie widziałem żadnych znaków - twierdzi.

Jak mówił jednak, rzadko wchodził do domu brata. Kiedy już tak się działo, to on nigdy nie pozwolił mu przechodzić w okolicach kuchni. Dodał także, że u brata w kuchni ciągle grało radio lub telewizor. Co więcej, jego zachowanie nie dziwiło go, ponieważ "brat często robił dziwne rzeczy".

Stwierdził również, że kilka razy widział swojego brata z dziewczynką w restauracji szybkiej obsługi. Zapytał go wtedy, czyje to dziecko. Ariel miał mu odpowiedzieć, że jego znajomej, a matki chwilowo nie ma, bo "ma coś do załatwienia".

Jeśli wiedziałbym o czymkolwiek, zawiadomiłbym policję. Brat nie brat. Co jest nie tak z tym gościem? -
pytał Pedro. Zgodził się z nim także Onil, który dodał, że "sam za szyję przyprowadziłby go na policję".

Mam nadzieję, ze zgnije w więzieniu. Nie chce nawet, żeby go zabili. Chcę, żeby cierpiał do ostatniego tchnienia. Nie obchodzi mnie nawet, czy będą go karmić - mówił brat porywacza. Ponownie przytaknął mu brat, który stwierdził, że “myśli w ten sam sposób".

Bracia skarżyli się również, że od czasu zatrzymania i oskarżenia ich brata ciągle są prześladowani. Nie mogę nigdzie iść, ponieważ czuję się potworem, chociaż nim nie jestem - mówił Pedro. Mężczyźni ukrywają się teraz w nieujawnionym miejscu. Wciąż otrzymują jednak pogróżki przez skrzynkę mailową.

Nie chcę być ścigany jak pies za przestępstwo, którego nie popełniłem - mówił Pedro. Nie chcę być zamknięty w domu, ponieważ ktoś mógłby mnie zranić. Chce być wolny jak wcześniej. Macie już potwora, dajcie nam wolność - apelowali.