Obywatele Armenii na stałe mieszkający w Rosji, którzy planują przylot do ojczyzny na zaplanowane na 7 czerwca wybory parlamentarne, mogą przeżyć spore zaskoczenie. Władze w Erywaniu zapowiedziały, że zamiast na wiece polityczne, przyjezdni mogą trafić prosto na obowiązkowe, 25-dniowe ćwiczenia wojskowe. To bezpośrednia odpowiedź rządu na doniesienia o masowej, finansowanej przez Kreml akcji zwożenia głosujących.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Reakcja rządu to odpowiedź na krążące w Armenii informacje, według których prorosyjska opozycja planuje sprowadzić z Federacji Rosyjskiej nawet 100 tysięcy obywateli, by ci wpłynęli na wynik głosowania 7 czerwca. Do sprawy w wywiadzie dla portalu Civic odniósł się minister gospodarki Armenii, Geworg Papojan.

Minister podszedł do tematu z dużą ironią, przypominając przyjezdnym o ich obowiązkach wobec ojczyzny - Bardzo się cieszę z ich przyjazdu. Po pierwsze, nasze sondaże pokazują, że większość z tych ludzi i tak zagłosuje na nas (rządzącą partię Umowa Społeczna). Po drugie, ci ludzie są nam bardzo potrzebni. Właśnie trwają ćwiczenia wojskowe i byłoby świetnie: jakieś 30-40 tysięcy z tego stutysięcznego tłumu wyślemy na poligon, a potem niech sobie wracają do Kaługi. W czym problem?

Słowa ministra nie są jedynie pustą deklaracją. Jak informuje serwis The Insider, powołując się na zbliżony do rządu kanał w aplikacji Telegram "Baghramyan 26" - od 1 czerwca służby kraju skrupulatnie weryfikują mężczyzn przybywających z Rosji. Osoby podlegające obowiązkowi obronnemu już na granicy otrzymują wezwania do natychmiastowego stawienia się w komisjach wojskowych. Oficjalny plan szkolenia rezerwistów zakłada w tym roku siedem tur ćwiczeń - obecna trwa od 31 marzo do 19 czerwca.

Darmowe bilety i śledztwo antykorupcyjne

Kulisy masowego ściągania wyborców z Rosji odsłonił armeński aktywista Arszak Makiczian. Opublikował on w mediach społecznościowych zapis rozmowy z Mikaelem Badaljanem - prorosyjskim blogerem i szefem armeńskiego oddziału fundacji "Eurazja" - organizacja powiązana jest rosyjskimi agencjami rządowymi i instytucjami propagandowymi. "Eurazja" zamieszana była m.in. w zakończone fiaskiem próby wpływu na wybory w Mołdawii i znajduje się na liście sankcyjnej USA.

Z korespondencji wynika, że powiązana z Moskwą fundacja bez problemu organizuje darmowe loty do Armenii, uzyskując dane paszportowe. Sprawą natychmiast zajął się Sąd Antykorupcyjny Armenii, który bada wątek nielegalnego finansowania kampanii i prób kupowania głosów przez fundację "Eurazja".

Rosyjski plan za 50 milionów dolarów

Skala operacji logistycznej mającej na celu zmianę układu sił w Erywaniu jest ogromna. Pod koniec maja agencja Reutera, powołując się na źródła w zachodnich wywiadach, poinformowała, że rosyjskie władze realnie rozważały plan przerzucenia do Armenii 100 tysięcy osób. Przy populacji Armenii wynoszącej niespełna 3 miliony obywateli, taka liczba głosów mogłaby całkowicie zmienić wynik wyborów.

Zachodnie służby oszacowały koszty tej operacji na 50 milionów dolarów. Reuters zastrzega jednak, że nie ma stuprocentowej pewności, czy Moskwa zdecydowała się na uruchomienie pełnego budżetu, czy realizuje plan jedynie częściowo.

Zgodnie z armeńskim Kodeksem Wyborczym, głosowanie do parlamentu może odbywać się wyłącznie na terytorium republiki. Aby oddać głos, obywatele na stałe mieszkający za granicą muszą fizycznie pojawić się w kraju i dopełnić formalności meldunkowych najpóźniej na pięć dni przed wyborami. Wygląda na to, że dla wielu z nich zamiast wizyty w lokalu wyborczym, podróż ta zakończy się na poligonie.