Co najmniej jeden amerykański lotniskowiec wraz z grupą uderzeniową okrętów zmierza w kierunku Bliskiego Wschodu - podała telewizja Fox News. Ma to zwiększyć zakres możliwości ewentualnego ataku na Iran. "Wszystkie opcje nadal pozostają na stole" - takie jest stanowisko amerykańskiej administracji w sprawie wydarzeń w Iranie.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Powołując się na źródła w wojsku, Fox News podała, że w region Bliskiego Wschodu zmierza "co najmniej jeden" lotniskowiec, lecz nie jest jasne, czy jest to stacjonujący obecnie na Morzu Południowochińskim USS Abraham Lincoln, czy dwa inne lotniskowce, które wypłynęły w ostatnich dniach z baz w Norfolku na wschodnim wybrzeżu USA i San Diego – na zachodnim.
Podróż ma zająć okrętom około tygodnia. Telewizja podała, że w najbliższych dniach i tygodniach na Bliski Wschód mają zostać przerzucone kolejne amerykańskie oddziały, zarówno lotnicze, morskie, jak i lądowe. Ma to umożliwić prezydentowi Donaldowi Trumpowi podjęcie decyzji o ewentualnych atakach na Iran.
Wcześniej "Wall Street Journal" podał, że za wstrzymaniem się Trumpa od decyzji o uderzeniu na Iran stał brak pewności, że uderzenia te doprowadzą do upadku reżimu w Teheranie. Jednym z powodów była szczupłość sił obecnych na Bliskim Wschodzie. Znaczna część została w ubiegłym roku przesunięta z Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu w region Morza Karaibskiego w celu blokady Wenezueli.
Dziennik podał, że Trump nie podjął ostatecznej decyzji w sprawie ataku i zamiast tego poprosił o udostępnienie środków wojskowych na wypadek, gdyby zdecydował się na przeprowadzenie dużej operacji.
W czwartek rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt oznajmiła, że "wszystkie opcje są na stole" i że irański reżim zapłaci wysoką cenę, jeśli "będzie kontynuował zabijanie demonstrantów". Zaznaczyła zarazem, że w wyniku presji USA władze Iranu odwołały zapowiadane egzekucje 800 demonstrantów.



