Rosyjscy urzędnicy coraz częściej podkreślają, że nie widzą sensu kontynuowania rozmów pokojowych z Ukrainą pod auspicjami USA, jeśli Kijów nie zgodzi się na ustępstwa terytorialne - informują źródła agencji Bloomberga zbliżone do negocjacji. Przyszłotygodniowe rozmowy mają być decydujące dla dalszego losu negocjacji. Według osób bliskich Kremlowi Rosja może wycofać się z procesu, jeśli prezydent Wołodymyr Zełenski nie zgodzi się na oddanie części terytorium.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Rosja jest gotowa podpisać projekt memorandum pokojowego, jeśli Ukraina wycofa się z wschodniego regionu Doniecka. Następnie miałoby dojść do szczytu prezydenckiego z udziałem Władimira Putina, Donalda Trumpa i Wołodymyra Zełenskiego, który potwierdziłby porozumienie i uruchomiłby wzajemne wycofanie wojsk.
Najtrudniejszą kwestią pozostaje jednak sprawa terytorialna. Zełenski podkreśla, że kontrolowane przez Ukrainę obszary Doniecka są kluczowe dla obrony kraju i nie uzna rosyjskiej okupacji żadnej części ukraińskiego terytorium.
Prezydent Zełenski zaproponował zawieszenie broni na obecnych liniach frontu oraz zobowiązanie do odzyskania terytoriów wyłącznie drogą dyplomatyczną, przy wsparciu gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA i Europy. Jednocześnie odrzuca żądania Rosji dotyczące wycofania wojsk z terenów, których Moskwa nie zdołała zająć od 2014 roku.
USA sugerowały utworzenie wolnej strefy ekonomicznej na spornych terenach, jednak Ukraina domaga się, by pozostały one pod jej jurysdykcją. Rosja z kolei chce obecności swojej Gwardii Narodowej na miejscu.
Według źródeł Bloomberga Rosja jest gotowa wycofać wojska z północno-wschodnich regionów Ukrainy - chodzi o rejon Sum, Charkowa i Dniepropietrowska - oraz nie będzie domagać się kolejnych terenów na południu (Chersoń i Zaporoże). Moskwa zgadza się także na amerykański nadzór nad rozejmem, ale nie akceptuje obecności zagranicznych wojsk na Ukrainie.
Wciąż trwają negocjacje dotyczące przyszłości okupowanej przez Rosję elektrowni jądrowej w Zaporożu. Rosja proponuje trójstronny podział produkcji energii (Rosja, USA, Ukraina), podczas gdy Kijów chce podziału 50/50 z USA, które mogłyby dzielić się energią z Moskwą.
USA, Ukraina i Rosja spotkały się w tym roku już trzykrotnie - dwukrotnie w Abu Zabi i raz w Genewie. Po ostatnich rozmowach rosyjscy wysłannicy przekazali Amerykanom, że bez ustępstw terytorialnych ze strony Ukrainy dalsze negocjacje nie mają sensu.
Według źródeł propozycja obecnie forsowana przez Rosję przypomina tę, którą przedstawił amerykański wysłannik Steve Witkoff podczas wizyty w Moskwie przed sierpniowym szczytem Putina z Trumpem na Alasce. Witkoff miał sugerować, że USA będą naciskać na Ukrainę, by oddała Donbas (Donieck i Ługańsk), jeśli Rosja zgodzi się zamrozić konflikt na obecnych liniach i zrezygnuje z roszczeń do pozostałych terenów.
Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow potwierdził w wywiadzie dla BRICS TV, że Rosja zaakceptowała amerykańską propozycję. Witkoff twierdzi, że podczas szczytu uzgodniono, iż USA zaoferują Ukrainie gwarancje bezpieczeństwa na wzór artykułu 5 NATO, choć Rosja tego nie potwierdziła.
Po ponad roku dyplomatycznych prób, przełomu wciąż nie ma. Walki utknęły w martwym punkcie, a rosyjskie ataki powietrzne niszczą ukraińską infrastrukturę energetyczną, pozbawiając miliony ludzi prądu i ogrzewania. Równocześnie rosyjska gospodarka zmaga się z rosnącym deficytem budżetowym i spowolnieniem wzrostu.
Zdaniem ekspertów, rozejm może leżeć w interesie obu stron, jednak - jak podkreśla Celeste Wallander, była urzędniczka Pentagonu - strategicznym celem Putina pozostaje podporządkowanie Ukrainy politycznie. "Z punktu widzenia Kremla to nie koniec konfliktu, a jedynie kolejny etap" - ocenia w wypowiedzi dla agencji Bloomberga.


