Prokurator Wiesław Nocuń zostaje na stanowisku – powiedział minister sprawiedliwości. Jego zdaniem wydarzenia z przeszłości nie dyskwalifikują go jako prokuratora. Nocuń nadzorował śledztwo ws. zabójstwa Pyjasa.

Uważam, że jest to prokurator, który niezależnie od tych spraw, związanych z jego przeszłością, które są wyciągane, nie dyskwalifikują go jako prokuratora; jest prokuratorem znakomitym, specjalistą od prawa konstytucyjnego. A ten pion w Prokuraturze Krajowej muszę wzmocnić – tłumaczy Andrzej Kalwas.

To Nocuń w latach 90. nadzorował osobiście śledztwo w sprawie zabójstwa studenta polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego Stanisława Pyjasa w 1977 roku. Jego nazwisko pojawia się za każdym razem, kiedy dochodzi do zacierania śladów w tej sprawie.

Reporterzy RMF jako pierwsi dotarli do dokumentów z lat 70. Wynika z nich, że prokurator Nocuń umorzył śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci byłego boksera Mariana Wenclewicza, podejrzanego o śmiertelne pobicie krakowskiego studenta.

Sprawa Wiesława Nocunia to nie pierwszy przypadek awansowania zasłużonych dla PRL-u prokuratorów. Wielu skompromitowanych pracowników wymiaru sprawiedliwości doskonale radzi sobie w III RP. czytaj więcej

Oficjalnie Wenclewicz zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku; podobnie zresztą jak Stanisław Pyjas. Według informacji RMF to właśnie Nocuń podpisał się pod protokołem przekazanym mu z milicji. Najbardziej bulwersuje w tej sprawie to, że Nocuń nie podjął decyzji o wykonaniu sekcji zwłok; wtedy być może dowiedzielibyśmy się, że zabójca Pyjasa też został zamordowany.

Prokuratorzy, z którymi rozmawiał reporter RMF Marek Balawajder, są zgodni i przyznają, że w takich sprawach sekcja jest podstawą w śledztwie. W niewyjaśnionych okolicznościach akta tej sprawy zaginęły na początku lat 90. Wtedy to prokurator Nocuń jako naczelnik wydziału śledczego Prokuratury Wojewódzkiej w Krakowie nadzorował sprawę śmierci Pyjasa.

Sprawa Nocunia bulwersuje przyjaciół Pyjasa

Informacja o roli prokuratora Nocunia w sprawie Pyjasa wstrząsnęła przyjaciółmi krakowskiego studenta z lat 70. Bronisław Wildstein, z którym rozmawiał reporter RMF Roman Osica, doskonale pamięta rewizje swojego mieszkania sygnowane właśnie przez prokuratora Nocunia - rewizje na zlecenie SB, podczas których Służba Bezpieczeństwa dostawała w ręce prywatne zapiski, materiały potrzebne do inwigilowania opozycji.

Mogę powiedzieć, że mnie to bardzo nie dziwi. Jeżeli ktoś był usługowym prokuratorem w tamtych czasach, robił wszystkie tego typu działania. To był taki system - mówi Wildstein. Dlatego - zdaniem publicysty - tacy ludzie jak Nocuń powinni w tej chwili robić zupełnie co innego.