52 miliardy złotych, zamiast zapowiadanych 18 miliardów. Do Kancelarii Premiera trafił projekt przyszłorocznego budżetu, budżetu z gigantyczną dziurą. Ten deficyt budżetowy pomogłaby nam sfinansować prywatyzacja, ale - jak ostrzegają ekonomiści - pieniędzy ze sprzedaży firm może nie wystarczyć.

Deficyt budżetowy w wysokości 52,5 mld zł w przyszłym roku to deficyt bezpieczny - stwierdził minister finansów Jacek Rostowski. Według niego nie zostanie przekroczony pułap 55 proc. długu publicznego w relacji do Produktu Krajowego Brutto. czytaj więcej

Problem w tym, że rząd nie ma planu awaryjnego na wypadek, gdyby sprzedaż państwowego majątku się nie powiodła. Jeśli się tak nie stanie, będzie duży kłopot - przyznaje Zbigniew Chlebowski z Platformy Obywatelskiej.

Ekonomista Rafał Antczak uważa, że jeśli kryzys potrwa trochę dłużej przychody ze sprzedaży majątku nie wystarczą i w 2011 r. trzeba będzie podnosić podatki - i VAT, i PIT. Wybór jest po prostu, mówiąc wprost, między dżumą a cholerą. Wielkiego wyjścia nie mamy - stwierdza. Posłuchaj relacji reporterki RMF FM Agnieszki Witkowicz:

Zresztą rządowi zmniejszenie tej dziury politycznie się nie opłaca, bo na to - jak podkreśla dziennikarz RMF FM Konrad Piasecki - gabinet Donalda Tuska potrzebowałby straceńczej odwagi albo politycznej zgody, najlepiej z prezydentem. Nad tą budżetową dziurą wisi bowiem cień przyszłorocznych wyborów prezydenckich i obawa, by niepopularnymi decyzjami nie pogrążyć szans swojego kandydata. Rząd więc jednym tchem mówi o gigantycznej dziurze i o tym, że nie podwyższy żadnych podatków, będzie waloryzował renty, emerytury czy płace nauczycieli. A że nielogiczne? Trudno...