Do związkowców z Solidarności wielkopolskiej oświaty wciąż spływają zgłoszenia z poszczególnych placówek gotowych na spór zbiorowy. To szkoły i przedszkola ze stolicy Wielkopolski i okolic.

Związek nie podaje jednak ostatecznej ich liczby, bo niewykluczone, że do 13 lutego zgłoszeń będzie jeszcze więcej. Do tego dnia związkowcy dali czas dyrektorom szkół na ustosunkowanie się do postulatów i zamiarów nauczycieli.

Na nieformalnej mapie tzw. "Protestu z Wykrzyknikiem", punktów, gdzie pracownicy szykują się do sporu zbiorowego przybywa z godziny na godzinę

Dyrekcjom chcemy dać jeszcze kilka dni, a ze wszystkim chcemy się wyrobić najpóźniej do kwietnia - tłumaczy Izabela Lorenc-Sikorska z NSZZ Solidarność oświaty w Wielkopolsce. Mowa o kolejnym etapie po wejściu w spór zbiorowy. Jeśli stronom nie uda się porozumieć - nauczyciele nie wykluczają strajku generalnego. Jego przeprowadzenie jest możliwe w trakcie egzaminów maturalnych. Co wtedy? Jeżeli strajk zostanie ogłoszony w trakcie matur, wtedy musi zostać wyznaczony inny termin. Maturzyści nie muszą się obawiać. Matury napiszą na pewno, możliwe jednak że w późniejszym terminie - dodaje Izabela Lorenc-Sikorska.

Wielkopolska Solidarność pracowników oświaty w kwestii wejścia w spór zbiorowy porozumiała się ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego. Władze ogólnopolskich struktur Solidarności wydały komunikat, mówiący, że szef związku nie godzi się na współpracę. Piotr Duda (...) podkreślił, że NSZZ Solidarność prowadzi własną akcję protestacyjną, według swojego harmonogramu. Dotyczy to także struktur regionalnych i poszczególnych branż. Nie ma zatem zgody "Solidarności" na zawieranie porozumień z innymi centralami związkowymi - czytamy w komunikacie "S". Związkowcy z Poznania zaprzeczają jednak, jakoby zostali wezwani na rozmowy dyscyplinujące do centrali Solidarności. Być może są członkowie związku, dla których nasze postulaty mogą wydawać się kontrowersyjne. Na żadne rozmowy nie zostaliśmy wezwani. Wszystko robimy zgodnie ze statutem - tłumaczy Lorenc-Sikorska.

Czego domagają się nauczyciele? Na stronie "Protestu z wykrzyknikiem" jasno określili swoje postulaty: "Mówimy jasno: 1000 zł netto do zasadniczego wynagrodzenia od 1.01.2019 dla wszystkich pracowników szkół i przedszkoli. Czekamy już w pół drogi na panią Minister. Mocno zniecierpliwieni. Chcemy, żeby na marcowym "pasku" stażysta zamiast 1834 zł zobaczył 2834 zł, a nauczyciel dyplomowany mógł na koncie zanotować wpływ nie 2482 zł, ale 3482 zł. To żądania godnościowe" - napisali przedstawiciele "Protestu z Wykrzyknikiem."

W komentarzach środowiska nauczycieli pojawia się też modny ostatnio tzw. hasztag #10yearschallange. Internauci wykorzystują go do zestawiania ze sobą zdjęć sprzed 10 lat ze zrobionymi w ostatnim czasie. Nauczyciele odnaleźli tymczasem wywiad z ówczesną posłanką, a dzisiejszą minister edukacji narodowej Anną Zalewską. Jeżeli my polskiej oświaty nie potraktujemy jako priorytetu, gdzie prace mają być kontynuowane bez względu na to, czy ktoś jest z jednej, czy z drugiej sceny politycznej - to nigdy nie osiągniemy sukcesu. Ja powiem panu na przykładzie Finlandii. Tam siedem lat się przygotowywano do reformy i zainwestowano w edukacje ogromne pieniądze. W tej chwili mają najlepsze wyniki, jeżeli chodzi o wszelkiego rodzaju badania europejskie - tłumaczyła w 2009 roku Anna Zalewska.

Nauczyciele przypominają też fragment rozmowy, w którym mowa o współpracy z przedstawicielami oświaty. Moim zadaniem jest współpracować z nauczycielami, to jest moje środowisko - dodawała posłanka Zalewska. W kolejnych odpowiedziach na pytania dziennikarza krytykowała też ówczesny rząd za zaniedbania w obszarze oświaty, odnosząc się do coraz mniejszej liczby nauczycieli. Likwidujemy wszystko to, co do zawodu przyciągało, jeżeli zabieramy wszystko, co atrakcyjne (...) to ten zawód też przestaje być atrakcyjny - podsumowywała wtedy dzisiejsza minister edukacji.