Kilkuset mieszkańców wsi położonych w Kotlinie Kłodzkiej wzięło udział w spotkaniu informacyjnym z przedstawicielami Misji Banku Światowego, Polskich Wód, Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu oraz minister edukacji narodowej Anną Zalewską. Apele mieszkańców okazały się skuteczne. Podczas spotkania Krzysztof Woś, wiceprezes ds. ochrony przed powodzią i suszą poinformował, że Państwowe Gospodarstwo Wodne "Wody Polskie" wstrzymują wszelkie prace nad dotychczasową analizą przeciwpowodziową.

Mieszkańcy rozpoczęli protest po tym jak zapoznali się z dokumentami przygotowanymi przez Wody Polskie "Analiza zwiększenia retencji powodziowej w Kotlinie Kłodzkiej", w której są zaproponowane dwa warianty. Ten obszar bowiem miewa problemy. Często, zwłaszcza kiedy występują duże opady deszczu, jest podtapiany.

Pierwszy zakładał powstanie 16 zbiorników retencyjnych co oznaczałoby konieczność wysiedlenia 2,5 tysiąca mieszkańców, wariant nieco bardziej optymistyczny zakładał budowę 9 zbiorników, co spowoduje wysiedlenie 1200 mieszkańców.

Zaprojektowano 16 nowych suchych zbiorników, z których do budowy zarekomendowano 9, powielanych na zasadzie "kopiuj-wklej", w odległości kilku-kilkunastu kilometrów jeden od drugiego, w najpiękniejszych krajobrazowo miejscach Ziemi Kłodzkiej oraz w centrach historycznych wsi.

Wysiedlenia oraz wyburzenia domów, często zabytkowych, miały objąć Stary Gierałtów, Radochów, Wilkanów, Gorzanów, Stary Waliszów, Pławnicę, Nagodzice, Nową Bystrzycę. Długopole Górne miałoby całkowicie zniknąć z mapy.

W okolicach Wilkanowa i Starej Morawy istnieją już zbiorniki, a mimo to zaplanowano dodatkowe. Odległość między tamą w Międzygórzu a projektowanym zbiornikiem Wilkanów wynosić miałaby 500 m w linii prostej. W miejscowości Sarny, zbiornik suchy miałyby się pojawić w miejscu pałacowego parku, z pomnikową aleją dębową. Podobny los przewidziano dla przypałacowego parku w Gorzanowie.

Zdaniem mieszkańców, budowa zbiorników oznacza nieodwracalne zmiany w krajobrazie Ziemi Kłodzkiej, często określanym jako dziewiczy. Przygotowali internetową petycję, którą zamierzają skierować do Banku Światowego - jak dotąd podpisało ją prawie trzy tysiące osób.

W petycji czytamy: Niszczone są cenne ekosystemy leśne: zboczowe lasy lipowo-jaworowe, grądy środkowoeuropejskie, łęgi nadrzeczne, olsy źródliskowe, priorytetowe dla sieci Natura 2000, będące siedliskami wielu chronionych roślin i zwierząt, w tym gatunków z Czerwonej Listy Gatunków Ginących. Wycinka przed budową zbiornika w Boboszowie pociągnęła za sobą zniszczenie siedlisk 88 gatunków chronionych zwierząt. Siedliska te nie są możliwe do sztucznego odtworzenia, zwłaszcza w warunkach suszy, pogłębionej przez głębokie wykopy. Na obszarze aktualnie budowanego zbiornika Roztoki, powstał lej depresyjny, powodujący wysychanie wody w okolicznych studniach. Mieszkańcy wsi zmuszeni są czerpać wodę z wyższych partii strumieni i wozić ją beczkowozami. Lasy glebo- i wodo-ochronne, pełniące funkcje małej retencji, zastępuje się betonowo-ziemnymi silosami. Wysokość planowanych zapór ma sięgnąć 32 metrów a ich łączna powierzchnia to, wraz ze zbiornikami budowanymi, ponad 863 ha zaplanowanej pustyni. Zbiorniki mają powstać w praktycznie każdej dolinie rzecznej, na potokach, które obecnie ledwo się sączą. Koryta górskich strumieni mają zostać zabetonowane, skarpy nadrzeczne pozbawione naturalnej pokrywy leśnej i przemodelowane lub zniwelowane. Na działania takie nie ma społecznego przyzwolenia. Świadczą o tym liczne protesty mieszkańców, których podstawę utrzymania stanowi turystyka. Katastrofalne dla Ziemi Kłodzkiej inwestycje pozbawiłyby wiele rodzin domów oraz źródeł utrzymania. Treść całej petycji możecie przeczytać tutaj. >>>

RZGW we Wrocławiu uspokaja mieszkańców i zapewnia, że dokumenty, z którymi zapoznali się mieszkańcy to wyłącznie analiza, a nie gotowa koncepcja inwestycji: Program zakłada wykonanie remontów oraz powiększenie światła przepływów w istniejących korytach rzek i potoków na Ziemi Kłodzkiej do 2023 roku, co dodatkowo zabezpieczy i ochroni przed powodzią mieszkańców regionu oraz ich mienie - czytamy w oświadczeniu.

Mieszkańcy jednak w te zapewnienia nie wierzyli, dlatego pojawili się dzisiaj z licznymi transparentami i oczekują stanowczego zapewnienia, że żaden zbiornik retencyjny nie wpłynie na ich dotychczasowe życie.

"Żadnych zbiorników nie będzie"

Protesty mieszkańców przyniosły skutek. Podczas spotkania z mieszkańcami Krzysztof Woś, wiceprezes ds. ochrony przed powodzią i suszą poinformował, że Państwowe Gospodarstwo Wodne "Wody Polskie" wstrzymują wszelkie prace nad dotychczasową analizą przeciwpowodziową.

Ta ochrona, którą będziemy proponowali, w jak najmniejszym stopniu będzie wpływała na to, że trzeba tych mieszkańców wysiedlać czy proponować - z ich punkty widzenia - drastyczne rozwiązania - mówił Woś.