Jos B. - 55-letni ekspert od survivalu i bushcraftu, aresztowany kilka dni temu w Hiszpanii w związku z brutalnym gwałtem i zabójstwem dziecka sprzed 20 lat, przez kilkanaście lat współpracował z krakowskim szczepem ZHP - ustaliły dziennikarki Interii Jolanta Kamińska i Justyna Mastelarz. Jeździł na obozy i biwaki, ale nikt nie zweryfikował, czy może pracować z dziećmi. Zaufano mu "na słowo", bo sprawiał bardzo dobre wrażenie oraz imponował harcerzom wiedzą i praktycznymi umiejętnościami.

Jos B. - 55-letni ekspert od survivalu i bushcraftu, aresztowany kilka dni temu w Hiszpanii w związku z brutalnym gwałtem i zabójstwem dziecka sprzed 20 lat, przez kilkanaście lat współpracował z krakowskim szczepem ZHP - ustaliły dziennikarki Interii Jolanta Kamińska i Justyna Mastelarz. Jeździł na obozy i biwaki, ale nikt nie zweryfikował, czy może pracować z dziećmi. Zaufano mu "na słowo", bo sprawiał bardzo dobre wrażenie oraz imponował harcerzom wiedzą i praktycznymi umiejętnościami.
Jos B. (od prawej) podczas jednego z obozów harcerskich /Archiwum prywatne /INTERIA.PL

Jos B. pojawił się w Polsce na przełomie 2002-2003 roku i nawiązał kontakt z jednym z krakowskich szczepów. Mówił, że podróżuje rowerem po Europie, jest holenderskim skautem i instruktorem w zakresie technik survivalu i bushcraftu. Nie przedstawiał jednak żadnych dokumentów, które mogłyby potwierdzić jego słowa. Jak mówią w harcerskim środowisku, miał dużą wiedzę w tym zakresie, przyjazne usposobienie i mundur holenderskiego skauta. Wszystko wskazuje na to, że zaufano słowom i wrażeniu, jakie robił.

To jest największy problem w tej sprawie - słyszą dziennikarki Interii w środowisku harcerzy.

Od 2003 roku mężczyzna regularnie wyjeżdżał z zaprzyjaźnionym krakowskim szczepem na kilkutygodniowe letnie obozy harcerskie, na których - jak informuje nas centrala ZHP - "prowadził zajęcia". Średnio dwa razy do roku przyjeżdżał też na ich biwaki - krótsze weekendowe wyjazdy harcerzy. Prowadził dla nich zajęcia na zbiórkach harcerskich. Ostatni raz na obozie pojawił się w 2017 roku.

Na obozach harcerskich najczęściej przebywał w męskim podobozie, czyli chłopców z klas 4-6. Zwykle mieszkał w namiocie z kadrą, czasami rozbijał swój własny namiot.

Nie był skautem

B. przez 15 lat regularnie uczestniczył w obozach z dziećmi i młodzieżą, ale przez te wszystkie lata nikt nie skontaktował się z holenderskimi skautami, by zasięgnąć informacji na jego temat. Z informacji Interii wynika też, że krakowscy harcerze sami nie sprawdzili, z kim mają do czynienia, nie zgłosili też wtedy ani później Josa B. centrali związku, która utrzymuje kontakty z zagranicznymi organizacjami w ruchu skautowskim. Dlaczego?

Z perspektywy czasu widzimy, że gdyby te kilkanaście lat temu sprawdzono w organizacji holenderskiej status Josa B., wiedzielibyśmy, że zrezygnował z członkostwa w skautingu. Dzisiaj możemy tylko spekulować, jak ta informacja wpłynęłaby na decyzję małopolskiego szczepu o podjęciu współpracy z B. - przyznaje w rozmowie z Interią rzeczniczka ZHP Martyna Kowacka.

Jak słyszymy od krakowskich harcerzy, wszystko wskazuje na to, że raz mu zaufano i potem nikt nie próbował weryfikować jego osoby.

W tym środowisku harcerskim przez te piętnaście lat odbywała się rotacja, zmieniali się drużynowi i kadra. Jedni odchodzili, drudzy przychodzili. Nie zadziałała pamięć organizacyjna. Następcy w dobrej wierze sądzili, że Jos B. został już zweryfikowany wcześniej - przyznaje Interii rzeczniczka ZHP.

Znika ślad "instruktora"

Nie do końca jasny jest charakter, w jakim Jos B. przebywał na wszystkich harcerskich wyjazdach.

Jeszcze kilka dni temu na stronie ZHP znajdowała się informacja z 2010 roku o seminarium z udziałem B. Mężczyzna był tam przedstawiony jako "instruktor z Holandii".

"W dniach 16-17 października w Krakowie odbyło się III Seminarium szczepowych. Wzięło w nim udział ok. 35 instruktorów z 9 chorągwi oraz instruktor z Holandii - J.B. (tu pełne imię i nazwisko - przyp. red.)" - napisano. Jako jedyny instruktor został wówczas wymieniony z imienia i nazwiska.

Być może lepiej wyglądało chwalenie się obecnością zagranicznego instruktora niż po prostu skauta - słyszymy w szeregach krakowskiego ZHP.

Gdy o sprawie zaczęły informować media polskie i holenderskie, ZHP usunęło z artykułu informację na temat Holendra oraz fotografię przedstawiającą go w towarzystwie polskich harcerzy.  

Na zdjęciu wykonanym w bliskim planie wyraźnie widoczne były także twarze innych osób. Zdjęcie zostało zablokowane, ponieważ część redakcji wykorzystywało je do ilustrowania artykułów bez zamazania twarzy innych osób, na co nie ma zgody z naszej strony - tłumaczy zdarzenie Martyna Kowacka.

Kim był: instruktorem, gościem?

Ze strony ZHP usunięto też wzmiankę, gdzie B. figurował jako "instruktor". Dlaczego w ogóle przedstawiono go w ten sposób?   

Instruktor to nie funkcja - instruktor to określenie osoby, która posiada tzw. stopień instruktorski. Jos B. był instruktorem z Holandii - jest to tożsame z określeniem skaut z Holandii - tłumaczy rzeczniczka.

Jednocześnie zapewnia, że Jos B. nie wykonywał w Polsce zadań instruktora-wychowawcy harcerskiego - nie sprawował opieki nad dziećmi.

Prowadził jednak - w towarzystwie opiekunów ZHP - zajęcia dla dzieci.

Do momentu publikacji tekstu dziennikarki Interii nie otrzymały jeszcze odpowiedzi od Małopolskiego Kuratora Oświaty, czy Jos B. znajdował się na listach uczestników wyjazdów harcerskich w latach 2003-2017.

Kiedy pytamy rodziców i harcerzy, jak przedstawiano go w środowisku, mówią, że jako "zaproszonego gościa z Holandii" i "instruktora w zakresie survivalu".

Jos, jako gość, nie musiał przedstawiać zaświadczenia o niekaralności, ani posiadanych uprawnieniach - ten obowiązek wprowadzono względem wychowawców i kierowników wypoczynku.

Nie ma ogólnej definicji statusu gościa obozu - mówią w centrali ZHP. 

Gościem obozu mógł być w zasadzie każdy?

Holenderski "gość" mordercą?  

Temat Josa B. rozpala holenderską opinię publiczną za sprawą morderstwa sprzed 20 lat.

10 sierpnia 1998 roku w Limburgii na południu Holandii 11-letni Nicky Verstappen zniknął bez śladu. Była to druga noc letniego obozu, na który wyjechał razem z 36 innymi dziećmi. Ostatni raz był widziany przez swojego kolegę z namiotu pomiędzy godz. 5 a 6 rano.

Ciało chłopca odnaleziono następnego dnia wieczorem w małym, sosnowym lesie, oddalonym o ponad kilometr od obozu. Z relacji holenderskich mediów wynika, że 11-latek był nagi od pasa w górę, a na jego ciele znajdowały się ślady napaści seksualnej.

Jednym z niewielu dowodów w sprawie było DNA odkryte na ubraniu Nicky'ego. Sprawca zbrodni to od ponad dwóch dekad jeden z najbardziej poszukiwanych przez holenderskie władze przestępców.

W ubiegłą niedzielę, 26 sierpnia, pod zarzutem dokonania zbrodni sprzed 20 lat, zatrzymano w Hiszpanii Josa B. Mężczyzna został aresztowany i czeka obecnie na ekstradycję do Holandii.

Jolanta Kamińska, Justyna Mastalerz 

Masz informacje w tej sprawie, napisz na adres:  jolanta.kaminska@firma.interia.pl