Jedna osoba zginęła w pożarze włoskiego promu płynącego z Grecji, 290 uratowano, a 188 czeka na ewakuację - to najnowszy bilans niedzielnej katastrofy na Morzu Jońskim. Przy skrajnie złej pogodzie ewakuacja przebiega powoli i jest coraz trudniejsza.

"Nie mamy obecnie informacji, by wśród pasażerów płonącego włoskiego promu 'Norman Atlantic' byli Polacy" - taką wiadomość przekazał nam rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski. Statek z 466 osobami na pokładzie płynął na Morzu Jońskim z portu Patras w zachodniej Grecji do włoskiej Ankony.... czytaj więcej

Przyczyna pożaru nie jest znana. Jednostka znajduje się między brzegami włoskiej Apulii i Albanii.

Na pokładzie w chwili katastrofy było łącznie 478 pasażerów i członków załogi. Są to obywatele wielu krajów - oprócz Włoch i Grecji, także Rosji, Austrii, Węgier, Szwecji, Kanady, Ukrainy, Niemiec, Francji, Holandii i Belgii. Na przedstawionej liście nie ma Polaków. 

Ofiara śmiertelna to grecki pasażer, który utonął. Okoliczności jego śmierci nie są znane. Mężczyzna wskoczył w panice do morza, lub spadł ze zjeżdżalni ratunkowej. 

Fatalna pogoda utrudnia akcję. "Umieramy z zimna"

Prom "Norman Atlantic" płynął z greckiego portu Patras do włoskiej Ankony. Pożar wybuchł w niedzielę nad ranem na pokładzie samochodowym, gdzie znajdowało się między innymi 128 ciężarówek. Niektóre przewoziły olej. 

Ewakuację utrudniają wyjątkowo złe warunki pogodowe - porywisty wiatr i wysokie fale, a także ciemności. Operacja z użyciem śmigłowców i statków ratunkowych przebiega wyjątkowo powoli. Co kilkadziesiąt minut udaje się zabrać z pokładu tylko kilka osób. Służby ratunkowe podkreślają, że jest to walka z czasem.  

Włoskie i greckie media przytaczają wypowiedzi przerażonych ludzi, którzy od kilkunastu godzin przemarznięci koczują na pokładzie w oczekiwaniu na ewakuację. Mówią, że wszyscy obejmują się, żeby nie zamarznąć i nie zasnąć. Chwilami nie mają czym oddychać, gdy wiatr przynosi chmurę dymu. Pasażerowie błagają o pomoc by jak najszybciej mogli opuścić przechylony prom, na którym wciąż trwa pożar. "Umieramy z zimna"- mówią pasażerowie. 

Niektóre z już ewakuowanych osób odniosły obrażenia lub doznały wychłodzenia organizmu (hipotermii). Uratowano między innymi kilkoro półnagich dzieci, których rodzice nie zdążyli ubrać, gdy ogłoszono alarm.

Przed rejsem stwierdzono problemy

Włoskie media poinformowały, że podczas kontroli stanu technicznego promu, przeprowadzonej 19 grudnia, stwierdzono 6 problemów, które jednak nie były podstawą do zatrzymania jednostki w porcie. Wśród tych usterek, wykazanych przez międzynarodową organizację "Paris Mou", wymienia się kłopoty z drzwiami przeciwpożarowymi. Włoski armator zapewnia zaś, że wszystkie problemy zostały rozwiązane zanim prom wyszedł w morze.

Do promu podpłynął późnym popołudniem holownik, którego załoga starała się go ustabilizować by ułatwić ewakuację pasażerów. Lina holownika jednak pękła.