O natychmiastowe opuszczenie Iranu zaapelował do przebywających tam Polaków resort spraw zagranicznych. Ministerstwo odradza również wszelkie podróże do tego kraju, uzasadniając to tamtejszą niestabilną sytuacją wewnętrzną. W Iranie protesty wybuchły 28 grudnia i zginęły w nich dotąd co najmniej 62 osoby - przekazała agencja Associated Press, powołując się na lokalnych aktywistów.

  • MSZ apeluje o natychmiastowe opuszczenie Iranu i odradza wszelkie podróże z powodu niestabilnej sytuacji wewnętrznej.
  • Protesty w Iranie trwają od 28 grudnia, wywołane kryzysem gospodarczym i spadkiem wartości riala, zginęły już co najmniej 62 osoby, w tym dzieci.
  • Rząd Iranu nie zamierza ustąpić, a USA zwiększają obecność wojskową w regionie, co może zwiastować nową misję wojskową.
  • Cały kraj odcięto od internetu, by utrudnić koordynację protestów i przepływ informacji.
  • Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Apel o opuszczenie Iranu

"Ministerstwo Spraw Zagranicznych apeluje o natychmiastowe opuszczenie Iranu oraz odradza wszelkie podróże do tego państwa. Sytuacja wewnętrzna w Iranie jest niestabilna" - można przeczytać w komunikacie resortu na platformie X.

Zalecono również rejestrację w systemie Odyseusz - czyli kanale kontaktu placówek dyplomatycznych z obywatelami w sytuacjach kryzysowych.

"Zarejestruj się w systemie https://odyseusz.msz.gov.pl - to realnie zwiększa bezpieczeństwo i ułatwia szybkie przekazanie ważnych informacji" - podkreślił resort.

Co dzieje się w Iranie?

Protesty wybuchły 28 grudnia po gwałtownym spadku wartości riala (waluta w Iranie - przyp. red.) i w związku z ogólnie pogarszającą się sytuacją gospodarczą w kraju. Irańczycy protestują w ponad 120 miastach położonych we wszystkich 31 prowincjach - przekazała organizacja pozarządowa Iran Human Rights z siedzibą w Norwegii.

Policja m.in. strzelała do demonstrantów i używała gazu łzawiącego, by rozproszyć protesty.

Wielu manifestantów sprzeciwia się również wsparciu, jakiego Iran udziela bojownikom na Bliskim Wschodzie - twierdzi agencja Reutera.

W ciągu 13 dni krwawych protestów liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 62 - przekazała agencja AP, powołując się na lokalnych aktywistów. Z kolei Iran Human Rights twierdzi, że podczas tłumienia demonstracji zginęło co najmniej 51 osób - zastrzeżono jednak, że rzeczywisty bilans ofiar może być wyższy.

Wśród ofiar są też dzieci. Liczba zatrzymanych przekroczyła 2000 osób.

Francja, Wielka Brytania i Niemcy stanowczo potępiają zabicie protestujących w Iranie - przekazała w piątek agencja Reutera.

Ajatollah Ali Chamenei: Rząd nie ustąpi

Ajatollah Ali Chamenei - najwyższy duchowo-polityczny przywódca Iranu - w piątek miał telewizyjne wystąpienie na temat trwających w Iranie masowych protestów. Stwierdził w nim, że rząd "nie ustąpi" wobec osób, które wyszły na ulice.

Tymczasem Donald Trump powiedział w ubiegłym tygodniu, że USA "bardzo uważnie" obserwują sytuację w Iranie, ostrzegając, że jeśli dojdzie do "zabijania ludzi, tak jak miało to miejsce wcześniej", Stany Zjednoczone uderzą "bardzo mocno". Trump nawiązał tym samym do możliwego powtórzenia ataków, które USA przeprowadziły w czerwcu razem z Izraelem.

Ajatollah Ali Chamenei wezwał w piątkowym przemówieniu Donalda Trumpa, by skupił się na problemach wewnętrznych Stanów Zjednoczonych.

Wyłączono internet

W środę Reza Pahlawi - długoletni wygnaniec i syn ostatniego szacha Iranu - wezwał do zintensyfikowania ogólnokrajowych protestów, co spowodowało znaczne nasilenie niepokojów.

Następnego dnia cały Iran został odcięty od internetu. Organizacje monitorujące sytuację w kraju informowały o czasowych wyłączeniach sieci oraz blokowaniu komunikatorów i mediów społecznościowych.

Jak podkreślano, miało to utrudnić koordynację demonstracji i przepływ informacji. Agencja Reutera przekazała, że blokowanie internetu trwało również w piątek.

USA rozlokowały siły w rejonie Zatoki Perskiej

Chińska firma Mingkun Technology donosi, że w ostatnich dniach wiele amerykańskich samolotów wojskowych opuszczało bazy w na terytorium USA i Wielkiej Brytanii, kierując się w rejon Zatoki Perskiej - w bezpośrednim sąsiedztwie Iranu.

Zaobserwowane maszyny to m.in. tankowce powietrzne KC-135 Stratotanker i KC-46A Pegasus, a także ciężkie samoloty transportowe C-17 Globemaster III oraz C-5M Galaxy. Wykorzystuje się je głównie do przerzutu personelu, sprzętu wojskowego oraz jednostek specjalnych. Część amerykańskich samolotów zatrzymała się na początku stycznia w Wielkiej Brytanii, gdzie wzięła udział w ćwiczeniach na terenie baz RAF Fairford i RAF Mildenhall.

Ponadto, zwiększyła się też obecność Stanów Zjednoczonych na wodach Zatoki Perskiej. W pobliżu granic Iranu pojawiały się wielokrotnie w ostatnich dniach amerykańskie drony rozpoznawcze MQ-4C Triton, operujące z bazy w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Brytyjskie media piszą, że taka aktywność może wskazywać na przygotowania do nowej misji wojskowej na Bliskim Wschodzie.