Kiedy warto zgłosić się na terapię par? Jak wygląda pierwsza wizyta u terapeuty i czy wspólna praca nad związkiem zawsze przynosi oczekiwane efekty? O najczęstszych problemach, z jakimi zgłaszają się pary, skuteczności terapii oraz mitach i obawach z nią związanych w rozmowie z RMF24 opowiada dr Bartosz Zalewski - psycholog i psychoterapeuta par z Uniwersytetu SWPS.

  • Terapia par jest zalecana w sytuacjach poważnych problemów w związku, takich jak niekończące się kłótnie, brak porozumienia, zdrady czy trudności związane z rodziną; nie jest formą profilaktyki, a intensywnym procesem leczenia.
  • Skuteczność terapii par wynosi około 70 procent, jednak część par przerywa terapię przed jej zakończeniem;
  • W przypadku przemocy w związku należy szukać pomocy w specjalistycznych instytucjach, takich jak Niebieska Linia (800 120 002) czy Centrum Praw Kobiet.


Dla kogo jest terapia par?

Mikołaj Wroński: Po czym poznać, że związek może potrzebować terapii?

dr Bartosz Zalewski: Fachowo zazwyczaj posługujemy się pojęciem cierpienia klinicznego. Możemy o nim mówić wtedy, gdy ludzie czują, że ono jest już w zasadzie nie do wytrzymania i poważnie utrudnia im życie. Nie chodzi o zwykły dyskomfort. Zazwyczaj to wygląda tak, że pary przychodzą i mówią: "robiliśmy wszystko, jesteście ostatnią deską ratunku". Metaforycznie mówi się, że na terapię przychodzi się, kiedy ma się już dosyć swojego życia w aktualnej wersji. Możemy też zaproponować inne oddziaływania, więc jeśli problemy się pojawiają, warto wziąć udział we wstępnych konsultacjach z terapeutą czy terapeutką.

Jakie mogą być te oddziaływania, jeżeli  cierpienie nie jest aż tak duże?

Można skorzystać z warsztatów dla par dotyczących na przykład komunikacji, życia erotycznego czy wsparcia rodzicielskiego. Czasami bardziej skuteczna może być terapia indywidualna jednej z osób lub obojga, równolegle. Niektórym parom wystarcza psychoedukacja.

A co jeśli para chce iść na terapię, żeby zapobiec potencjalnym problemom?

Jestem zwolennikiem myślenia o psychoterapii jako o formie leczenia, nie profilaktyki. Są warsztaty czy grupy rozwojowe, z których można wspólnie korzystać w celu rozwoju czy właśnie zapobiegania problemom. Pary, które przychodzą zawczasu, często mają już za sobą rozwody i boją się, że mogą popsuć ten aktualny związek. Problem polega na tym, że psychoterapia jest intensywnym i często nieprzyjemnym procesem. Kiedy w jego trakcie nie pojawia się ulga od cierpienia, trudno jest utrzymać motywację do pracy. Idąc za metaforą medyczną, niewiele osób będzie chciało przyjmować zastrzyki, jeśli choroba naprawdę im nie dokuczy.

Z jakimi problemami pary najczęściej zgłaszają się na terapię?

Mamy to dobrze przebadane. W polskim kontekście najczęściej powodem są niekończące się kłótnie. Drugi częsty problem to sytuacja, w której jedna osoba liczyła, że partner się zmieni, ale tak się nie stało albo na skutek np. terapii indywidualnej zmienił się w inną stronę, niż ta osoba by preferowała. Trzecia przyczyna to sprawy związane ze zmęczeniem samym związkiem, ale też rodzicielstwem czy rodziną. Pojawiają się również trudy związane ze zdradami, a osoby młode często mają problem z rodzinami, które zbyt mocno wtrącają się w ich relację.

Terapię par może prowadzić jeden terapeuta czy terapeutka, albo dwie osoby. Jakie są zalety obu tych podejść?

Badania nad rynkiem pokazują, że w Polsce najczęściej pracuje się pojedynczo. Natomiast ja osobiście pracuję w duecie i zawsze bardzo reklamuję taką metodę, nazywaną koterapią. Jedną z najważniejszych metod pracy jest sojusz terapeutyczny, a jeśli terapeutów jest dwoje, to tworzy się cała sieć sojuszy zamiast tylko jednego czy dwóch. W terapii często pojawiają się silne emocje, a w przypadku pracy z dwójką specjalistów łatwiej jest je omawiać. Niestety koterapia jest bardziej problematyczna pod względem ekonomicznym. Jeśli terapeuci pracują osobno, mogą w tym samym czasie przyjąć więcej osób. Terapia z jednym specjalistą jest też zwyczajnie tańsza. Terapeuci par pracujący pojedynczo mogą natomiast trochę szybciej się wypalać.

Wspomniał Pan takie pojęcie jak sojusz terapeutyczny. Czy mógłby Pan tylko wytłumaczyć, co to właściwie jest?

Od lat mówi się, że to jeden z najważniejszych czynników w terapii. Budujemy z pacjentami relację, która ma być dla nich lecząca. Tworzymy w ten sposób tzw. doświadczenie korekcyjne, stajemy się tak jakby emocjonalnymi rodzicami dla każdego z nich. Wspólnie z pacjentami krok po kroku budujemy większą świadomość tego co czują i co robią sobie nawzajem w relacji.

A jak to się dzieje, że rozmowa o problemach w związku z jedną czy dwoma obcymi osobami może wspomagać związek?

W domu można się pokłócić, ale w gabinecie jest dodatkowa osoba, która gwarantuje, że każda strona może się w pełni wyrazić i zostać wysłuchana. My często coś parafrazujemy i dopytujemy, dzięki czemu każda strona może lepiej zrozumieć siebie, jak i drugą osobę. Mamy metody pracy, dzięki którym partnerzy w gabinecie mniej wpadają w silny stan emocjonalny albo łatwiej z niego wychodzą, dzięki czemu rozmowa między nimi jest w ogóle możliwa. Ta magia polega przede wszystkim na tym, że każda z osób w terapii może zrozumieć siebie i lepiej przekazać to, co czuje i myśli. Czasami to zrozumienie siebie wcale nie jest przyjemne, bo można dowiedzieć się na swój temat rzeczy, których wolelibyśmy nie widzieć. Kolejny krok to lepsze zrozumienie tej drugiej osoby i jej motywów. Czasami rozmawiamy np. o rodzinach pochodzenia, dzięki czemu osoby zaczynają rozumieć, dlaczego ich partnerzy myślą i zachowują się w określony sposób. Pojawiają się takie zdania jak: "teraz rozumiem, dlaczego ty cały czas musisz mnie o coś podejrzewać, po prostu nigdy nie zaznałeś pewności".

Jak wygląda skuteczność psychoterapii par?

Jest nieco niższa niż w przypadku terapii indywidualnej. Około 70% par, które ukończyły terapię, mówi, że pomogło im to. Z badań wynika, że w przypadku terapii długoterminowych pozytywne zmiany zachodzą nadal nawet kilka lat po zakończeniu terapii, chociaż oczywiście różne trudne życiowe sytuacje potrafią ten efekt osłabić. W przypadku terapii krótkoterminowych, których celem jest najczęściej rozwiązanie konkretnego problemu, zmiana zachodzi zazwyczaj w momencie zakończenia terapii. Niestety dużo par przerywa proces terapeutyczny. Około połowy z nich mimo to twierdzi jednak, że terapia w jakiś sposób pomogła. Mniej więcej 10% uważa, że terapia pogorszyła ich sytuację. Możemy więc mówić o pewnym ryzyku, natomiast ponownie wracając do metafory medycznej, nawet w przypadku leczenia o dużej skuteczności, zawsze jest ryzyko pogorszenia stanu pacjenta.

A czy zdarza się, że terapeuta pomaga parze we w miarę spokojnym, pokojowym rozstaniu?

Tak, zdarza się, że pomagamy w rozstaniach. Dość często dotyczy to partnerów, którzy mają dzieci i wiedzą, że dalej będą musieli utrzymywać ze sobą kontakt jako rodzice, więc chcą, żeby w ich rozstaniu dominował rozum, a nie impulsywność. Takie pary mogą jednak zmagać się z wizją idealnego rozstania, a ono niestety nigdy nie jest całkiem bezbolesne.

Gdzie szukać pomocy?

Czy psychoterapię par można podjąć w ramach NFZ?

Tak, jest to możliwe w ramach poradni psychologiczno-pedagogicznych, a także w wyspecjalizowanych ośrodkach zajmujących się przeciwdziałaniem przemocy w rodzinie. Praca z parami prowadzona jest również w kontekście uzależnień, a w szpitalach psychiatrycznych często zaprasza się do współpracy całe rodziny. Istnieje wiele różnych możliwości uzyskania takiej pomocy.

Ile zapłacimy za spotkanie z terapeutą, jeśli chcemy podjąć terapię prywatnie?

Koszt godzinnej sesji to najczęściej od trzystu pięćdziesięciu do czterystu pięćdziesięciu złotych. W przypadku koterapii może być nieco wyższy.

Jak długo może trwać terapia?

Czas trwania terapii par zależy przede wszystkim od skali i głębokości problemów, z jakimi zgłaszają się pacjenci. W przypadku osób, u których trudności pojawiły się stosunkowo niedawno i mają umiarkowane nasilenie, często wystarcza terapia krótkoterminowa, trwająca poniżej roku. Z kolei terapia długoterminowa, czyli przekraczająca rok, jest zalecana w sytuacjach, gdy problemy mają charakter przewlekły, długotrwały i dotyczą różnych obszarów, takich jak relacje partnerskie, rodzicielstwo czy sfera intymna. Zdarzają się również przypadki, w których trudności u jednego lub obojga partnerów są obecne niemal od zawsze, a problemy w związku stanowią jedynie jeden z wielu aspektów szerszych wyzwań życiowych. W takich sytuacjach terapia par może być jednym z etapów szerszego procesu terapeutycznego, obejmującego też terapię indywidualną lub wsparcie psychiatryczne.

Czy terapia par jest możliwa zdalnie?

Tak, terapia zdalna znosi bariery komunikacyjne i umożliwia korzystanie z terapii przez osoby mieszkające w mniejszych miejscowościach czy za granicą. Pod względem skuteczności wygląda na to, że nie różni się ona zbytnio od terapii stacjonarnej.

Wspomniał Pan wcześniej, że zdarza się, że osoby, które przychodzą na terapię par, kieruje się na psychoterapię indywidualną. To można łączyć, czy należy robić po kolei?

Można łączyć, nie ma tu żadnych przeciwwskazań.

A jak często odbywają się spotkania w ramach terapii par?

Im bardziej terapia jest krótkoterminowa i nastawiona na rozwiązanie konkretnych spraw, tym bardziej te spotkania są rzadkie, mogą mieć miejsce co dwa lub nawet co trzy tygodnie. Natomiast w przypadku terapii długoterminowej dla osób z głębszymi trudnościami, spotkania najczęściej odbywają się co tydzień, chociaż zdarza się, że zaczynamy od konsultacji raz na dwa tygodnie i w razie potrzeby zwiększamy częstotliwość. Wszystko zależy od nasilenia problemów, bo jeśli te są poważne, dawka "leku" również powinna być większa. Problemem mogą być kwestie pieniędzy i czasu, jakim para dysponuje. Na początku terapii zawsze zawiera się kontrakt, w którym ustalamy, jak ten proces terapeutyczny będzie przebiegał i ile czasu partnerzy mogą mu poświęcić. Warto jednak pamiętać, że nie da się leczyć, jeśli terapia jest trzecio czy czwartorzędną sprawą.

Jak wygląda pierwsza sesja? Pacjenci przychodzą, siadają w gabinecie, jest tam też terapeuta, no i co dzieje się dalej?

Celem pierwszych konsultacji jest sprawdzenie, czy psychoterapia może być dla danej pary korzystna. Na początku się przedstawiamy i pytamy, jak para do nas trafiła. Następnie zbieramy podstawowe informacje o każdej osobie, pytamy o wiek, o to, czym się zajmuje, o stan zdrowia fizycznego oraz ewentualne wcześniejsze doświadczenia z terapią lub psychiatrią. Potem przechodzimy do relacji i pytamy o długość związku, dzieci, a czasem też o początki znajomości. Najważniejsze jest jednak, by każda osoba powiedziała, co jest dla niej trudne i bolesne w relacji. Na tej podstawie pod koniec spotkania wstępnie oceniamy, czy warto kontynuować konsultacje do terapii, czy bardziej odpowiednie będą inne oddziaływania. Na kolejnych spotkaniach pogłębiamy rozumienie problemów, np. przez analizę relacji rodzinnych lub trudnych czy konfliktowych sytuacji i wspólnie ustalamy cele terapii.

A co dzieje się później, gdy zacznie się właściwa terapia? O czym się rozmawia?

To zależy od rodzaju trudności, z jakimi przychodzi para. Często sesja zaczyna się po prostu od pytania: "co u Państwa?", żeby to partnerzy wnosili najważniejsze tematy, swoje konflikty, rozczarowania czy napięcia z codziennych sytuacji. Następnie terapeuta lub terapeutka pomaga rozłożyć te sytuacje na części pierwsze. Chodzi o to, by każda osoba lepiej rozumiała siebie i to, dlaczego pewne zachowania partnera są dla niej trudne do zniesienia. Uwagę zwraca się też na wewnętrzne wzorce więzi, które powstały jeszcze przed związkiem i wpływają na jego dynamikę. Terapia nigdy nie polega na zmienianiu jednego partnera według oczekiwań drugiego. Zamiast tego bada się, skąd biorą się różnice pomiędzy partnerami i jak każdy z nich przeżywa te rozbieżności. Kluczowe jest rozwijanie umiejętności radzenia sobie z emocjami, czyli lepszego wytrzymywania frustracji, samouspokajania się i pozostawania w kontakcie ze swoimi potrzebami. Dzięki temu zmiana zachodzi od wewnątrz.

Po czym poznać, że terapia faktycznie przynosi efekty?

Można powiedzieć, że w trakcie terapii ludzie zaczynają lepiej rozumieć swój związek i samych siebie. Mają też coraz mniej wyidealizowanych oczekiwań wobec relacji i partnera. Bo wbrew temu, co często podpowiada nam kultura, wcale nie chodzi o znalezienie "idealnej osoby". Wyjątkiem są sytuacje przemocy, bo wtedy oczywiście kluczowe jest, żeby partner nie krzywdził. Poza takimi sytuacjami jednak ważniejsze jest to, jak osoby funkcjonują w relacji, na ile potrafią się regulować emocjonalnie i rozumieć siebie. W praktyce oznacza to, że kłótnie nadal się zdarzają, ale są rzadsze, mniej intensywne i szybciej się kończą. Z czasem obejmują też coraz mniej obszarów życia. Na początku konflikty są często "zasilane" przez wcześniejsze doświadczenia i wzorce z rodzin, jakby w tej kłótni było więcej osób niż tylko partnerzy. Później zostaje już głównie to, co rzeczywiście jest między nimi. Ważne jest też pogodzenie się z tym, czego nie dostaniemy w związku. To może prowadzić do rozstania. Kultura często podpowiada, że jeśli czegoś brakuje, to trzeba szukać gdzie indziej, ale w praktyce każdy związek ma swoje ograniczenia. To nie znaczy, że nie można się rozstać, ale  dojrzała relacja polega między innymi na przyjęciu tego, że druga osoba nie zaspokoi wszystkich naszych potrzeb, nie zapewni jednocześnie pełnego szczęścia, rozwoju, spokoju i nie rozwiąże wszystkich życiowych spraw.

Mity i obawy

Wśród osób chcących rozpocząć terapię może pojawić się obawa, że terapeuta będzie faworyzować lub oceniać jedną ze stron. Wyobrażam sobie, że kobiety mogą częściej bać się pod tym względem terapeutów mężczyzn, a mężczyźni terapeutek kobiet. Jak wygląda to w praktyce?

My jesteśmy bardzo mocno szkoleni w tym, żeby nie oceniać. Jeżeli jednak u pacjenta pojawi się poczucie, że jest oceniany przez terapeutę, to być może warto poszukać pomocy u innego specjalisty. Można niestety trafić na osobę z szarej strefy, której wykształcenie nie będzie odpowiednie. Bywa też, że pacjent z osobistych powodów nie może zaufać danemu terapeucie czy terapeutce. Co do zasady, nie martwiłbym się o kwestię oceniania, bo tak jak mówiłem, my jesteśmy uczeni rozumienia, a nie oceniania. Zawsze staramy się dojść do tego, w jakim świecie emocjonalnym to, co mówi osoba, jest sensowne. W idealnej sytuacji każdy z partnerów po konsultacji sądzi, że byliśmy po jego stronie.

A co jeśli związek ma problemy i jedna osoba chce poszukać pomocy u terapeuty czy terapeutki, a druga odmawia. Warto wtedy przekonywać tę osobę?

Zdałbym się na specjalistów, dla nas to jest typowa sytuacja. Zazwyczaj jedna osoba chce bardziej, a druga mniej. My w trakcie konsultacji i tak szukamy motywacji związkowej, czyli sprawdzamy, na ile para jako całość chce. Jeśli jednej z osób bardzo zależy na terapii, a druga nie jest przekonana, to i tak uznajemy, że nie jest źle. Jeśli natomiast jedna z osób chce tylko trochę, a druga jest zdecydowanie przeciwna, to znaczy, że cały związek nie ma zbyt dużej motywacji. Wtedy zastanawiamy się, jaka inna forma pomocy byłaby bardziej odpowiednia. Pomijając sytuacje skrajne, raczej nie namawiamy kogoś, kto nie chce terapii. To pewne ryzyko dla osoby, której na tym wsparciu zależy, bo ona może wyobrażać sobie, że sprzymierzymy się z nią i wspólnie  namówimy partnera czy partnerkę, a tak często się nie dzieje. Mimo to zachęcam, żeby przyjść na pierwsze spotkanie i po prostu sprawdzić. W razie czego możemy zaproponować inną formę wsparcia.

Jaki jest sekret udanego związku?

Dostrzega pan coś takiego jak sekret udanego związku? Jakiś czynnik, który decyduje o tym, że ludziom udaje się budować dobre relacje?

My to mamy dość dobrze zbadane, najważniejsze są trzy czynniki. Pierwszy z nich to zdrowie psychiczne, bo osoby, które zmagają się z dużym cierpieniem, często miewają problemy w związkach. Badania pokazują też, że związki wysokiej i niskiej jakości, czyli takie, w których partnerzy są zadowoleni i takie, w których nie jest najlepiej, odróżniają też dwa inne wymiary. Jeden z nich to wspólne wartości, np. religijne, dotyczące życia czy wychowania dzieci. W związkach mniej udanych partnerzy często ciągną w różne strony i walczą. Kolejny czynnik to udane życie erotyczne. Nie chodzi tu o ilość stosunków, tylko pewne dopasowywanie się do tego, co nawzajem można sobie dać, ale też do tego, co jest ograniczeniem. Co ciekawe, okazuje się, że aż tak istotny nie jest temperament, podobieństwo pracy czy hobby.

Na początku relacji często  występuje okres zakochania, w którym trochę idealizujemy partnera, ale on z czasem mija. Co można zrobić, żeby związek się nie wypalił, tylko ewoluował?

Wydaje mi się, że nic specjalnego, to życie powoduje, że on się rozwija. Kiedy np. pojawiają się dzieci, zaczynamy  pełnić inne role niż do tej pory. Później dzieci dorastają, a my rozwijamy się zawodowo, zmieniają się też nasze ciała, co prowadzi do poszukiwania innych rodzajów intymności. Z czasem zwyczajnie "docieramy się" z partnerem czy partnerką. Niestety niektóre pary, choć znacznie mniej niż twierdzi popkultura, twierdzą, że po zakochaniu zostaje już tylko pustka i codzienność. To oczywiście niepomyślny przebieg związku, który może wynikać z innych problemów, z którymi zmagają się partnerzy, np. stanów depresyjnych. Na to nie ma jednego rozwiązania, trzeba po prostu zająć się tymi kłopotami, korzystając choćby z naszej pomocy.

Zdrady i przemoc

Z jakiego powodu w związkach najczęściej dochodzi do zdrady?

Zdrada najczęściej wynika z problemów, które narastają między partnerami. Często jedna osoba mówi: "mieliśmy dobry związek, a nagle ona zdradziła, nie wiem dlaczego", podczas gdy druga twierdzi, że w relacji nie układało się od lat. Zazwyczaj więc już wcześniej w relacji działo się coś złego, partnerzy nie potrafili sobie czegoś dać. Rzadziej zdarza się, że zdrada jest impulsywna, wynika z chwilowego zamroczenia. Wtedy na ogół związek funkcjonuje dobrze, a zdrada to po prostu głupi błąd. Podobne mechanizmy do tych zachodzących przy zdradach można zauważyć, gdy jedno z partnerów poświęca się pracy albo wychowaniu kosztem relacji. Nie ma zdrady w sensie dosłownym, ale pojawia się podobny brak bliskości. Rolę partnera zajmują w pewnym sensie dzieci lub praca.

A czy możliwa jest odbudowa zaufania po doświadczeniu zdrady?

Tutaj terapia pomaga wyjątkowo dobrze. Badania pokazują, że bez terapii niestety najczęstszy wynik jest taki, że po zdradzie nic się nie zmienia. Prawie w połowie par, które doświadczyły zdrady, ona była ogromnie raniąca dla jednej z osób, ale długoterminowo w relacji nic się nie zmieniło. Po okresie burzy i naporu wszystko wracało do normy. Około 15% par rozstaje się po zdradzie. U par, które aktywnie zajmują się tym problemem i w korzystają z terapii zdarza się jednak, że po doświadczeniu zdrady relacja się poprawia.

Dlaczego niektóre osoby trwają w relacjach, w których doświadczają przemocy?

Odpowiedzi na to pytanie szukamy od dziesięcioleci i nadal nas to zadziwia. Nie oceniamy tych osób, ale trudno w takich sytuacjach nie zadać sobie z poziomu empatii pytania: "Mój Boże, ale czemu?". Są osoby, dla których ta zewnętrzna przemoc jest pewnym wyrazem wewnętrznej przemocy, która  dzieje się w nich i w tym znaczeniu  zmiana musi zajść wewnątrz. Są osoby, które czują, że nie mają żadnego innego wyjścia, że są tak bardzo uzależnione od tej drugiej osoby i nie mogą odejść. Zdarza się, że osoby są wręcz wpychane w takie relacje przez swoje rodziny pochodzenia, bo np. słyszą komentarze typu "tylko raz cię szarpnął, nie przesadzaj". Są też osoby, które mają poczucie, że ta przemoc coś im zabiera, ale jeszcze więcej by straciły, gdyby spróbowały odmienić swoje życie, bo np. nie wierzą, że mogą samodzielnie coś osiągnąć. Wreszcie, zdarza się, że przemoc wynika z obopólnej impulsywności i stanowi próbę regulacji napięcia w parze. Jedna osoba bardzo krzyczy, a druga szarpie, wtedy ta agresja nie jest jednokierunkowa. Zazwyczaj, żeby osoba tkwiła w takim związku, musi działać wiele czynników jednocześnie. To jest troszkę jak z katastrofami lotniczymi. Zazwyczaj o wypadku  nie decyduje jeden czynnik, tylko cały ich zestaw. Przykładowo, dana osoba może wychowywać się w rodzinie, w której przemoc jest czymś oczywistym i żyć w grupie społecznej, w której jest podobnie. Na to może nakładać się przekonanie, że i tak nikt jej nie pomoże.

Jeżeli ktoś już znajdzie się  w takiej relacji i zorientuje się, że spotyka go coś naprawdę złego, to jak może to przerwać? Od czego zacząć?

Zacząłbym od zadzwonienia na Niebieską Linię (800 120 002). Pracują tam bardzo kompetentni ludzie, którzy pomagają. Można też skontaktować się np. z Centrum Praw Kobiet.

A jak możemy zareagować, jeżeli wiemy, że bliska nam osoba jest w przemocowej relacji? Warto ją namawiać do rozstania, czy będzie to przeciwskuteczne?

Jeśli dochodzi do przemocy fizycznej, to namawiać. Niestety może być tak, że te rozmowy będą umiarkowanie skuteczne, ale warto spróbować. Tutaj dużą rolę odgrywają przyjaciele, którzy mogą mówić  takiej osobie rzeczy na jej temat, z których ona nawet nie zdaje sobie sprawy, a oni je widzą. Jeśli ktoś chce pomóc, musi jednak uważać, żeby jego życie nie zmieniło się w misję ratunkową.

Rozmowy z ekspertami i ekspertkami zajmującymi się zdrowiem psychicznym publikujemy co dwa tygodnie, w ramach cyklu “W czym może pomóc?".

Jeśli jesteś ofiarą przemocy lub doświadczasz innego kryzysu życiowego,  już teraz możesz znaleźć wsparcie. Zadzwoń pod jeden z poniższych numerów i porozmawiaj z kimś, kto chce i potrafi  Ci pomóc.

800 120 002 - niebieska linia dla ofiar przemocy 

116 123 - kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych

116 111 - telefon zaufania dla dzieci i młodzieży

800 12 12 12 - Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka

800 70 2222 - Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym 

Po jeszcze więcej informacji odsyłamy Was do naszego internetowego Radia RMF24

Słuchajcie online już teraz!

Radio RMF24 na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie.