Uzależnienie to nie tylko alkohol czy narkotyki, często dotyczy także nowych technologii, hazardu, a nawet relacji z drugim człowiekiem. Jak rozpoznać, że problem dotyka właśnie nas lub naszych bliskich? Dlaczego tak trudno wyjść z nałogu i gdzie szukać pomocy? W najnowszej części cyklu "W czym może pomóc?" o mechanizmach uzależnienia oraz skutecznych formach terapii Mikołaj Wroński rozmawiał z Justyną Bągorską - psycholożką, psychoterapeutką, psychotraumatolożką, suicydolożką i specjalistką w dziedzinie uzależnień.

 

  • Uzależnienie to przymus powtarzania określonej czynności lub używania substancji, który prowadzi do szkód w życiu osobistym, zdrowotnym i społecznym.
  •  Uzależnić można się nie tylko od alkoholu czy narkotyków, ale także od leków, hazardu, nowych technologii, pornografii czy relacji z innymi ludźmi (współuzależnienie).
  •  Pierwszym krokiem do leczenia jest kontakt z poradnią leczenia uzależnień, wystarczy wyszukać odpowiednią placówkę i umówić się na konsultację.

Czym jest uzależnienie?

Mikołaj Wroński: Co to w ogóle jest uzależnienie?

Justyna Bągorska: To przymus powtarzania danej czynności lub używania czegoś, który powoduje w naszym życiu szkody na różnych płaszczyznach.

Od czego można się uzależnić?

Praktycznie od wszystkiego. Kiedy zaczynałam pracę, prawie trzydzieści lat temu, był to głównie alkohol i narkotyki, ale tylnymi drzwiami wchodziły też leki. Dzisiaj wiemy, że uzależnienie możemy podzielić na takie grupy: od środków psychoaktywnych i uzależnienia behawioralne, czyli dotyczące jakiejś czynności, zachowania. Pewne znamiona uzależnienia noszą też zaburzenia odżywiania (jak anoreksja, bulimia, obżarstwo, otoreksja itp). Młodzi ludzie często uzależniają się od nowych technologii. To mogą być gry, internet, pornografia, seriale. Uzależnić możemy się nawet od drugiej osoby. To jest tak zwane współuzależnienie.

Wspomniałaś o tym, że o uzależnieniu możemy mówić wtedy, kiedy coś, co robimy, czy substancja, którą przyjmujemy, powoduje szkody w naszym życiu. Skoro to zawsze prowadzi do problemów, to dlaczego w ogóle się uzależniamy?

Uzależnienie ma trzy funkcje. To jest funkcja relacyjna, czyli potrzeba bycia w kontakcie z drugim człowiekiem. Druga to funkcja psychologiczna - czyli zaspokajanie potrzeb, bo jeżeli ktoś jest na przykład nieśmiały, a chciałby być odważniejszy, to używka chwilowo mu w tym pomoże. Jest też funkcja chemiczna, czyli zmiana biochemii mózgu i stanu, w którym dana osoba się znajduje. Każdy może mieć troszkę inne powody. Jedna osoba będzie próbowała używać z samotności, inna z przebodźcowania, inna z powodu nieśmiałości, lęków czy nawet stanów depresyjnych, a jeszcze inna z powodu gratyfikacji, nagradzania siebie.

A po czym poznać, że mamy problem z jakąś substancją albo zachowaniem, że to już właśnie zaczyna być uzależnienie?

Mamy różne wskaźniki, które mogą decydować o uzależnieniu. Jeżeli tych wskaźników w ciągu określonego czasu tj. pół roku, roku jest ileś - 3-4 to możemy mówić o uzależnieniu, ale może odpowiem przykładem. Część osób, która przychodzi do gabinetu, mówi, że używa czegoś normalnie, tak jak wszyscy. Najczęściej chodzi o alkohol, który nadal jest u nas bardzo znormalizowany i wręcz gloryfikowany. Ja zawsze proponuję takiej osobie pewien eksperyment, który polega na odstawieniu na jakiś czas, np. tydzień albo miesiąc. Bardzo często dostaję odpowiedź, że nie ma takiej możliwości. Wtedy zawsze się uśmiecham i mówię tej osobie, że sama odpowiedziała sobie na pytanie, czy jest uzależniona. Czyli pierwszy wskaźnik to przymus, nadrzędna potrzeba.

Z czym najczęściej zgłaszają się do Ciebie pacjenci? Od czego najczęściej się uzależniamy?

Ja pracuję w poradni, która na początku zajmowała się głównie uzależnieniami od narkotyków i alkoholu. Dużo osób uzależnionych jest też od leków albo hazardu. Są także problemy z pornografią i masturbacją. Nasza poradnia przyjmuje też dzieci, które często uzależniają się od nowych technologii. Do gabinetu prywatnego, w którym pracuję, najczęściej przychodzą osoby wysoko funkcjonujące, uzależnione od narkotyków, leków lub alkoholu. Tylko że celem ich wizyty początkowo często nie jest wcale leczenie uzależnienia. Zdarza się, że te osoby przychodzą z powodu lęku, problemów ze snem albo kłopotów w związku. Ja wtedy pytam, czy w ich życiu są środki psychoaktywne. I często się okazuje, że one zajmują im sporą część codzienności. Ludzie w stanach depresyjno-lękowych często szukają ulgi między innymi w alkoholu i marihuanie. Tylko że te substancje tylko potęgują zaburzenia, z czego ludzie często nie zdają sobie sprawy.

Większość osób na jakimś etapie życia przyjmuje pewną substancję lub robi coś, od czego można się uzależnić, a jednak nie każdy się uzależnia. Od czego to zależy?

Nigdy nie ma jednej przyczyny, ale oczywiście tym ostatecznym predyktorem jest częstotliwość używania albo robienia czegoś. Znaczenie mają też predyspozycje genetyczne, temperament, z którym się rodzimy, więzi, które mamy w rodzinie i sposób, w jaki opiekunowie się nami zajmują, kiedy jesteśmy dziećmi. Ważne jest też środowisko, czyli rówieśnicy, miejsca pracy, szkoły i tak dalej. Kolejnym predyktorem będzie miejsce, w którym żyjemy, ale też religia i kultura, do której przynależymy. Ważne jest to, czy na co dzień czujemy spokój. Proszę zobaczyć, jak wielu dziś bodźców doświadczamy. Informacje błyskawicznie się rozchodzą, a my czujemy dużo lęku. Wtedy chcemy sobie po prostu ulżyć. Duży wpływ ma styl wychowania - jeśli dziecko widzi, że mama, jak jest zdenerwowana, to pije drinka albo puszcza los, samo uczy się tego poprzez modelowanie.

A jeżeli ktoś jest osobą uzależnioną i przejdzie terapię, to oznacza, że już na zawsze musi zrezygnować z tego zachowania albo substancji?

Ja prowadzę od paru lat grupę dla neofitów. To są osoby, które ukończyły terapię i żyją w trzeźwości. Tu nie chodzi tylko o abstynencję, bo trzeźwość to jest zmiana stylu i jakości życia, gdzie między innymi jednym z czynników jest abstynencja. Większość tych osób jest uzależniona od narkotyków, ale oni w swoim kontrakcie mają taką zasadę, że nie używają też alkoholu. To wynika z faktu, że często zdarza się, że osoby uzależnione zmieniają jedną substancję na inną. Mówi się o tym, że nie powinno się wracać do kontrolowanego brania, dlatego że osoby uzależnione mają uszkodzoną kontrolę. Nasz mózg zapamiętuje uzależnienie i nawet jak nie pijemy dziesięć lat, to kiedy spróbujemy raz albo dwa, otwiera się taki zaworek, który przypomina ścieżkę uzależnienia. Bardzo często przy takim nawrocie jeszcze mocniej wchodzi się w uzależnienie. Trochę inaczej to wygląda w przypadku sfery seksualnej, bo jeśli ktoś jest uzależniony od pornografii czy seksu, to w terapii uczy się go innej intymności, szacunku do swojego ciała i partnera lub partnerki. Natomiast jeśli chodzi o środki psychoaktywne, to mówi się o docelowej trzeźwości, czyli abstynencji. Jeśli pacjent nie jest w stanie tego znieść, to wtedy pracujemy nad redukcją szkód, czyli zmniejszaniem ilości i polepszeniem jakości życia. To też jest OK.

Wyobrażam sobie, że życie po przejściu terapii dla wielu osób musi być bardzo trudne. Na każdym kroku możemy trafić na witrynę pełną alkoholu i papierosów lub legalny punkt z hazardem. Jak poradzić sobie z tą pokusą, kiedy jesteśmy narażeni na kontakt z tym, od czego jesteśmy uzależnieni?

Życie w trzeźwości  tak naprawdę zaczyna się po terapii i ono często jest bardzo trudne, dlatego że po wyjściu z reguły nie możemy się odciąć od środowiska, w którym do tej pory żyliśmy, a żeby nie mieć żadnego kontaktu z legalnymi środkami psychoaktywnymi, musielibyśmy robić zakupy po omacku, z zamkniętymi oczami. Coraz częściej mówi się o tym, że za uzależnieniem kryje się przebyta trauma, głównie relacyjna. Z nią trzeba się zmierzyć, ale warto też minimalizować bodźce. Jeżeli ktoś był uzależniony od alkoholu, to nie powinien sprzedawać w sklepie, w dziale alkoholowym, bo to będzie dla niego wyzwalacz. Miałam kiedyś w terapii dziewczynę, która pracowała w punkcie z hazardem. Będąc w ogromnym stresie po rozstaniu, spróbowała wysłać kilka losów, zobaczyła, że ją to odstresowuje i uzależniła się do tego stopnia, że zaczęła kraść z kasy pieniądze, żeby mieć na gry. Później próbowała dalej tam pracować, jednak uzależnienie nawracało, więc musiała się przebranżowić. Narkotyki też są obecne w naszym świecie, więc unikanie ich jest dla osoby uzależnionej bardzo trudne. My w terapii często skupiamy się na znalezieniu zamienników, czyli czegoś, co może pomóc nie brać, ale poszukujemy też sensu życia pacjenta, bo osoby uzależnione często tego sensu nie widzą. Dzięki tej pracy osoby w terapii często same dochodzą do wniosku, że nie chcą, żeby to, od czego są uzależnione, towarzyszyło im do końca życia. Natomiast to jest bardzo trudne, dlatego tak często zdarzają się nawroty albo zamiana jednego uzależnienia na inne. Dobrym przykładem jest tu uzależnienie od nowych technologii. Jeśli ktoś jest uzależniony od telefonu albo gier, to przecież nie możemy mu powiedzieć, żeby już nigdy z tego nie korzystał. Natomiast uczymy go używania w poczuciu miłości i szacunku do siebie, czyli właśnie w trzeźwości.

Gdzie szukać pomocy?

Gdzie szukać pomocy, jeżeli podejrzewamy, że możemy być uzależnieni?

W Polsce mamy bardzo dobry system terapii uzależnień zarówno od chemii, jak i od nowych technologii, a wszystkie informacje znajdziemy na stronach internetowych. Moim zdaniem warto się leczyć w placówkach państwowych, które są dostępne za darmo. Pracują w nich psychiatrzy i certyfikowani psychoterapeuci. W ogóle jeśli chodzi o psychoterapię, w Polsce najbardziej ugruntowany i usystematyzowany  jest właśnie system nauczania osób zajmujących się uzależnieniami. Żeby zostać psychoterapeutą w tej dziedzinie, obecnie trzeba ukończyć 4-letnią Szkołę Psychoterapii Uzależnień i zdać egzamin państwowy, a wcześniej odbyć staż i superwizję. Poradni leczenia uzależnień jest dużo, a na wizytę nie czeka się zbyt długo. Częściowo finansuje je NFZ, a w wielu miejscach też gminy, więc terapia jest darmowa. W takich placówkach dostępna jest zarówno terapia indywidualna, jak i grupowa oraz różne grupy wsparcia, więc wybór jest bardzo duży. Jeśli chodzi o gabinety prywatne, trzeba uważać, żeby nie trafić na terapeutę, który zrobił półroczny albo nawet kilkugodzinny kurs, dlatego zawsze zachęcam do wizyty w placówce publicznej. Bardzo dobry system opieki mają też ośrodki Monaru, założone przez Marka Kotańskiego.

Jeśli hipotetycznie właśnie dotarłoby do mnie, że mogę być osoba uzależnioną, to jaki powinien być mój pierwszy krok? Siadam przy komputerze, otwieram przeglądarkę i co powinienem tam wpisać?

Hasło: "Poradnie leczenia uzależnień". Następnie się dzwoni i umawia na pierwszą wizytę konsultacyjną, po której ustala się, co robić dalej. W poradni, w której pracuję od 30 lat  staramy się dopasować terapię do potrzeb pacjenta. Jeśli ktoś nie czuje się dobrze w grupie, to w pierwszej kolejności trafia na terapię indywidualną. Zdarzają się pacjenci, którzy już wcześniej przeszli gdzieś terapię indywidualną, więc wtedy zachęcamy ich do grupy. Mamy też podział na różne etapy, jest na przykład grupa wstępna, która zapewnia psychoedukację. Potem można skorzystać z terapii indywidualnej a w międzyczasie również z terapii grupowej. Następnie jest terapia pogłębiona i na końcu, kiedy ktoś już utrzymuje abstynencję minimum przez rok, może uczestniczyć w grupie dla neofitów, czyli dla osób, które skończyły terapię, nie biorą, nie piją,  chcą utrzymywać trzeźwość i dalej pracować nad sobą. Tak naprawdę, dopiero po wyjściu z terapii czy z odwyku zaczyna się prawdziwe życie, a człowiek zaczyna widzieć, jakie szkody uzależnienie zrobiło, kogo i co stracił.

Ile trwa terapia uzależnień?

Docelowo około roku, ale są też ośrodki krótkoterminowe, trzymiesięczne. Natomiast to jest tylko wstęp.

Jakie  rodzaje terapii uzależnień wyróżniamy?

Jeśli mówimy o uzależnieniu od chemii, to część osób może być zatruta i w związku z tym potrzebować detoksu, czyli odtrucia organizmu. On trwa około dwóch tygodni. Później pacjenta można skierować na terapię ambulatoryjną albo stacjonarną.

A czym różni się terapia ambulatoryjna od stacjonarnej?

W terapii ambulatoryjnej pacjent raz w tygodniu przychodzi do konkretnego terapeuty i tam pracuje indywidualnie nad swoimi sprawami. Na początku to jest praca związana z uzależnieniem. Później można zająć się traumami i różnymi kryzysami. Terapia stacjonarna odbywa się w ośrodkach całodobowych i jest oparta na społeczności terapeutycznej, czyli terapii grupowej. W jej trakcie każdy pacjent ma też przydzielonego terapeutę, z którym pracuje indywidualnie. Tej pracy indywidualnej jest tam jednak trochę mniej, dlatego po terapiach stacjonarnych warto pójść jeszcze na terapię pogłębioną, ewentualnie wziąć udział w grupie dla neofitów. Z doświadczenia wiem, że osoby, które korzystają z takiego wsparcia, łatwiej radzą sobie w życiu. Jeżeli ktoś jest na terapii stacjonarnej trzy miesiące, to w tym czasie często nie ma możliwości załatwienia wszystkich trudności z przeszłości. A przecież ludzie nie piją i nie ćpają ze szczęścia. Za tym często kryją się trudne doświadczenia, jak molestowanie czy gwałt. Zdarza się, że to wychodzi dopiero podczas terapii pogłębionej.

Terapia ambulatoryjna jest możliwa zdalnie?

Myślę, że zdalnie może odbywać się terapia pogłębiona, ale wstępna raczej nie. Ja, jako terapeuta z trzydziestoletnim stażem, bym w to nie weszła. Natomiast zdarza się, że ktoś na przykład pracuje za granicą i widzi, że ma problem. Wtedy nawet terapia zdalna to może być jakiś początek.

Współuzależnienie i uzależnienie osoby bliskiej

Wspomniałaś już takie słowo jak współuzależnienie, co to właściwie jest?

Współuzależnienie to zależność od drugiej osoby. Mówimy o nim, gdy ktoś nie potrafi odejść od osoby, która wyrządza jej krzywdę. To jest trochę paradoks: krzywdzisz mnie, a jednak przy tobie trwam. Współuzależnienie może mieć miejsce w przypadku uzależnienia bliskiej osoby, ale też choćby w przemocowych związkach.

Po czym można poznać, że wpadło się we współuzależnienie?

Jednym z najsilniejszych uczuć jest uporczywa nadzieja, że coś zmieni się na lepsze. Osoba współuzależniona widzi, że ktoś przekracza jej granice, ale po raz kolejny jej wybacza. Ona może bać się, że nie poradzi sobie bez tej krzywdzącej osoby, że nie znajdzie sobie już nikogo innego. Bardzo często osobami współuzależnionymi są kobiety, które wyszły z domu alkoholowego. One nie znają innych schematów relacji i mogą nawet wierzyć, że zostają przy uzależnionym czy przemocowym partnerze dla dobra dzieci. Coraz częściej zdarza się jednak, że to kobieta pije lub ćpa, a mężczyzna przy niej zostaje. Chociaż wciąż częściej jest na odwrót.

A jak zadbać o siebie, będąc bliską osobą kogoś uzależnionego?

Najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest nie tak w moim życiu. Mój partner, mąż czy żona pije, a ja nie potrafię się od tej sytuacji uwolnić. Kiedy zdam sobie z tego sprawę, drugie pytanie powinno brzmieć, czy ja jestem gotowa, żeby coś z tym zrobić. Często jest tak, że bliscy oceniają taką osobę i mówią jej, że na przykład stoi w miejscu. Ona wtedy wpada w coraz większe poczucie winy, a wówczas jeszcze trudniej jest zrobić jakiś krok. W związku z tym wiele osób ukrywa to, że partner czy partnerka pije albo robi coś złego. W poradniach uzależnień bardzo często są grupy i terapie dla osób współuzależnionych. Wychodzenie z takiej sytuacji to jest poważny i długi  proces.

A jak w ogóle pomóc bliskiej osobie wyjść z uzależnienia? Da się kogoś namówić na terapię?

Można zasugerować, że coś jest nie tak, że widzimy, że ta osoba nie panuje nad piciem, graniem czy używaniem, że martwimy się o nią i cierpimy. Można spróbować jej pomóc i zaproponować choćby pójście z nią na pierwszą wizytę. Nie warto upokarzać i mówić do kogoś "ty alkoholiku" albo "ty hazardzisto". Większość osób uzależnionych wie, że ma problem, ale nie mówi tego głośno. My zawsze zachęcamy - powiedz, że tobie jest trudno, że ty widzisz różne rzeczy i zaproponuj próbę wyjścia z problemu, na przykład przez terapię. Część osób uzależnionych z tego skorzysta, ale większość niestety nie. Wiele osób do samego końca trwa w systemie iluzji i zaprzeczeń. Natomiast na początek możemy to dla danej osoby spróbować zrobić. Nie pomoże wylewanie alkoholu, odłączanie serwera czy chowanie pieniędzy. To tylko wzmacnia problem, bo osoba uzależniona musi się wtedy bardziej wysilić, żeby zdobyć to, co ktoś próbuje jej zabrać. W uzależnieniu powinno się grać w otwarte karty. Jeśli podejrzewamy, że nasze dziecko ma problem, to warto mu o tym powiedzieć i zrobić na przykład test na obecność narkotyków.

A jeżeli jesteśmy w relacji z kimś, kto ma problem i uporczywie odmawia terapii, to wtedy już pozostaje tylko się rozstać, czy jeszcze możemy spróbować coś zrobić?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Ja zawsze pytam osób w takiej sytuacji, czego one chcą dla siebie, bo są trzy drogi. Albo zostajesz i trwasz, albo odchodzisz, albo tkwisz w rozkroku. Każde rozwiązanie ma plusy i minusy. Natomiast decyzję powinna podjąć sama osoba zainteresowana. Są osoby, które pomimo cierpienia nie chcą odejść. Wtedy możemy pracować w ramach redukcji szkód i próbować zmniejszyć jej cierpienie. Tylko tyle, albo aż tyle.

Potencjalne obawy

Jeśli ktoś już kiedyś próbował terapii, ale ona nie przyniosła rezultatu, to może myśleć, że jest skazany, czy skazana na swój problem. Jak jest w rzeczywistości?

Póki człowiek żyje, zawsze jest nadzieja. Terapia indywidualna to jest spotkanie dwóch osób, czyli pacjenta i terapeuty. Dzisiaj mówi się, że ważnym czynnikiem sukcesu terapii jest relacja terapeutyczna. W związku z powyższym, kiedy spotykają się dwie osoby, to między nimi musi zaiskrzyć, musi być między nimi flow. Nie chodzi o to, że terapeuta będzie pił kawę z pacjentem i plotkował, ale pacjent musi mieć do niego zaufanie. Znaczenie ma temperament, charakter, a nawet wygląd terapeuty. W poradni, w której pracuje na co dzień  mamy cały zespół dwunastu terapeutów o różnej modalności, wszyscy są też terapeutami uzależnień. Więc podczas pierwszej wizyty często pytamy, czy pacjentowi bardziej pasuje terapeuta mężczyzna, czy kobieta. Pacjenci coraz częściej znają się na psychoterapii i potrafią określić, w jakim nurcie chcieliby pracować, a my bierzemy to pod uwagę. Ja zawsze radzę pacjentom, żeby nie rezygnowali po pierwszym spotkaniu, tylko dali terapeucie szansę, przyszli do niego chociaż 2 lub 3 razy i zaczęli budować relację oraz zaufanie. Tylko że osoby, które wchodzą w uzależnienie, często nie ufają ani innym, ani sobie, więc to jest trudne. Nawet jeśli ktoś chce zrezygnować, to zachęcam go, żeby przyszedł i otwarcie o tym powiedział. W ośrodkach, gdzie przyjmuje więcej osób, jest przecież możliwość zasugerowania zmiany terapeuty.

A co jeżeli ktoś wstydzi się przyznać, że jest osobą uzależnioną?

Wstyd i żal to są bardzo silne uczucia, które rzeczywiście często towarzyszą osobom uzależnionym. Ja bym ponownie powiedziała takiej osobie, żeby po prostu dała sobie szansę. Do poradni nie przychodzą ludzie, którym cudownie powodzi się w życiu i którym wszystko wyszło. To są ludzie, którzy gdzieś się pogubili. Warto po prostu spróbować, bo życie może być fajne.

W czasie swojej pracy zapewne doświadczyłaś i masy trudnych, i masy inspirujących historii. Masz coś, co najbardziej utkwiło Ci w głowie?

Mam taką młodą dziewczynę, która jest bardzo blisko w moim sercu. Pamiętam, że ona zaczynała od terapii grupowej, którą prowadziłam. Mówiła wtedy, że najważniejsze są dla niej pieniądze i nigdy nie wyjdzie z uzależnienia ani handlu narkotykami. W trakcie terapii okazało się, że ona była molestowana przez ojczyma. To wydało się po jej próbie samobójczej, ale nikt jej nie uwierzył, nawet matka. Ona dopiero po tym weszła w narkotyki. Później powiedziała mi, że jestem pierwszą osobą, która jej wierzy. Teraz kończy szkołę, chce iść na studia, pracuje i powoli wchodzi w stabilne związki. Już nie bierze narkotyków. To jest bardzo ważny sukces terapeutyczny, a ta dziewczyna jest dla mnie inspiracją.

Być może ktoś podobny do tej dziewczyny, ktoś kto zmaga się z uzależnieniem, komu nikt nie wierzy, przeczyta ten tekst. Co byś powiedziała tej osobie tu i teraz?

Spróbuj zaufać chociaż jednej osobie. Ludzie są dobrzy i świat jest też dobry. Domyślam się, że doświadczyłaś czegoś bardzo trudnego, ale daj sobie szansę jeszcze raz, bo być może spotkasz na swojej drodze fajną, wspierającą osobę. W uzależnienia często wchodzą osoby, które nie potrafią się z czegoś otrząsnąć, które nie spotkały kogoś dobrego na swojej drodze. Miałam kiedyś takiego pacjenta, który sam nie brał narkotyków, ale doświadczył strasznej przemocy ze strony uzależnionego od alkoholu ojca. Kiedy zapytałam go, jak to się stało, że sam nie pije, stworzył bardzo fajną rodzinę i pomaga innym, powiedział, że w podstawówce na jego drodze stanął nauczyciel WF-u, który w niego uwierzył. On nigdy wcześniej tego nie doświadczył, więc naprawdę go to wzmocniło. Wiele osób musi iść na terapię, ale wielu może pomóc inna, ważna osoba. To może być nauczyciel, dziadek, wujek czy ciocia. Dlatego warto, żebyśmy rozglądali się i widzieli, że wokół nas jest wiele osób, które potrzebują pomocy. Nie trzeba być specjalistą, żeby zrobić dla kogoś coś dobrego.

Rozmowy z ekspertami i ekspertkami zajmującymi się zdrowiem psychicznym publikujemy co 2 tygodnie, w ramach cyklu "W czym może pomóc?".

Po jeszcze więcej informacji odsyłamy Was do naszego internetowego Radia RMF24

Słuchajcie online już teraz!

Radio RMF24 na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie.
Nachodzą cię myśli samobójcze? Wydaje Ci się, że znajdujesz się w sytuacji bez wyjścia? Pamiętaj, że są osoby, które chcą i mogą Ci pomóc. Dyżurują telefonicznie lub on-line:
116 123 - kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych
116 111 - telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
800 12 12 12 - Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka
800 70 2222 - Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym