Coraz bardziej realna wydaje się groźba protestu kolejarzy. To konsekwencja między innymi decyzji kierownictwa PKP o likwidacji od pierwszego lipca nierentownych połączeń. Z kolejowej mapy kraju zniknąć ma ponad 350 pociągów regionalnych.

Negocjacje ze związkowcami na temat tych zmian rząd przeprowadzał na początku kwietnia. Ustalono wtedy, że zanim połączenia zostaną zlikwidowane, Ministerstwo Infrastruktury przeanalizuje je pod kątem społecznym.

Dowodem na to, że sytuacja wygląda bardzo poważnie jest fakt, że rano komisje zakładowe przekształciły się w komitety strajkowe i deklarują gotowość do działania. Związkowcy zarzucają resortowi infrastruktury, że mimo wcześniejszych ustaleń, nie przeprowadził analizy połączeń pod kątem społecznym.

Jednocześnie, jak mówi Stanisław Kogut, szef "Solidarności" PKP, związki nie chcą za wszelką cenę przywrócenia wszystkich pociągów: Nie będziemy murem stali. My żądamy konsekwentnej realizacji podpisanego porozumienia.

Z początkiem lipca w kilku regionach z kolejowej mapy znika wiele połączeń. Na przykład na Śląsku rozkład jazdy skurczy się o 91 pociągów, którymi ludzie podróżują do pracy. Z kolei na Warmii i Mazurach zniknie 12 pociągów. czytaj więcej

Resort odpowiada jednak, że taka analiza miała miejsce i na razie nie ma co mówić o konsensusie, gdy powstają nieścisłości na łączach. Likwidowaliśmy pociągi, którymi jeździło po 5 osób - tłumaczy rzecznik przewozów regionalnych Anna Chyrlik.

Jak twierdzi pani rzecznik rozmowy ze związkowcami wciąż trwają. Pracownicy, którzy o takich rozmowach nic nie wiedzą, grożą strajkiem generalnym. Posłuchaj relacji warszawskiego reportera RMF Romana Osicy:

17:00