​Robbie Fowler, Steve McManaman, John Terry czy Emile Heskey. To tylko część ikon angielskiego futbolu, które fani tej dyscypliny sportu będą mogli ponownie zobaczyć w akcji. Wszystko za sprawą meczu legend reprezentacji Anglii i Polski, który zostanie rozegrany w słynnym "Kotle Czarownic" 5 września. Okazją będzie kulminacja obchodów 70-lecia chorzowskiej areny.

  • Bądź na bieżąco. Po więcej aktualnych informacji sportowych zapraszamy na stronę główną RMF24.pl

Organizatorzy tego wydarzenia podczas wtorkowej konferencji prasowej podali część składów obu ekip. W reprezentacji Polski zagrają m.in. Tomasz Hajto, Łukasz Piszczek, Euzebiusz Smolarek, Radosław Kałużny, Zbigniew Boniek, Artur Boruc i Tomasz Wałdoch. Na ławce trenerskiej zasiądzie Antoni Piechniczek.

Z kolei rywali poprowadzi były bramkarz Anglików Peter Shilton, a w kadrze znalazły tak zasłużone dla angielskiej piłki nazwiska jak m.in. Robbie Fowler, Steve McManaman, Tony Adams, John Terry, Glen Johnson, Emile Heskey czy Shaun Wright-Phillips.

Odżyją wspomnienia?

Wspomnienia o wygranym tutaj 2:0 meczu z Anglią w 1973 roku są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Kazimierz Górski i jego fantastyczna drużyna dała Polakom tyle radości podczas MŚ 1974. Nie chcemy się skupić na jednej generacji zawodników przy ustalaniu składów. Staraliśmy się dobrać ludzi związanych z naszym stadionem. Wybraliśmy bardzo ciekawe jedenastki. Będą też niespodzianki, koncerty - powiedział dyrektor stadionu Adam Strzyżewski.

Przypomniał, że to właśnie po wygranym spotkaniu z Anglią obiekt zyskał miano "Kotła Czarownic". I mam nadzieję, że ten kocioł znów zapłonie - dodał.
Zaznaczył, że w przypadku remisu po 90 minutach, o losach rywalizacji rozstrzygną rzuty karne.

Wright-Phillips o meczu z Polską: Lubię wyzwania

Shaun Wright-Phillips przyznał, że lubi wyzwania, dlatego będzie chciał zagrać przeciwko jak najtrudniejszemu rywalowi. Mogę biegać 20 minut i potrzebuję pięciu, by odzyskać siły. Będąc dzieckiem chciałem grać w reprezentacji, każde założenie koszulki zespołu narodowego to wielkie szczęście. Będziemy chcieli dać wszystkim dużo zabawy - stwierdził były zawodnik m.in. Chelsea Londyn i Manchesteru City. 

Z kolei Heskey - w przeszłości gwiazda Liverpoolu - podkreślił, że wraz z kolegami będzie gotowy na wrześniowe starcie. Fajnie będzie znów założyć reprezentacyjną koszulkę. Oba zespoły będą chciały wygrać, mam nadzieję, że zabawa będzie dobra - dodał.

Apel Jana Tomaszewskiego: Wygrajmy

Były bramkarz polskiego zespołu Jan Tomaszewski apelował do młodszych kolegów, którzy wystąpią 5 września, by wygrali. W 1973 roku pokazaliśmy tu, jak potrafią walczyć Polacy. I tej walki Anglicy nie wytrzymali. Od tego momentu polska piłka nożna poszła do góry. W takich meczach legend wynik jest na drugim miejscu. Ale mam warunek - wygrajmy. Przez 53 lata nie pokonaliśmy Anglików. Niech moi koledzy, w sportowej atmosferze, wygrają, a polski futbol znów pójdzie w górę - powiedział.

Przypomniał, że po tym jedynym zwycięstwie nad Anglią polscy piłkarze poczuli, iż mogą grać jak równy z równym z najlepszymi zespołami świata. Komplementował atmosferę panującą na trybunach chorzowskiego stadionu. Po wygranej z Holandią 4:1 (1975) wymieniłem koszulkę z Johanem Cruyffem. Powiedział, że w takim kotle nie grał nigdy. Trener Górski mówił przed towarzyskimi meczami: zabawa zabawą, ale trzeba im "wpieprzyć" - dodał.

Shilton wspomina słynny mecz na Wembley

Peter Shilton puścił w Chorzowie 53 lata temu dwa gole, potem w rewanżu na Wembley (1:1) też został pokonany. Mecz na Stadionie Śląskim był jednym z moich pierwszych w eliminacjach MŚ. Atmosfera była elektryczna. Ktoś nawet mówił, że rozstawiono głośniki, by było głośniej. Nie dostaliśmy piłek podczas rozgrzewki - wspominał.

Nie ukrywał, że rewanż w Londynie był najgorszym momentem w jego 30-letniej karierze. Byłem winny straty gola, potem zmieniłem technikę gry. Teraz zagramy ofensywnie i postaramy się stworzyć wspaniały spektakl - zaznaczył. 

Były reprezentant Polski Tomasz Hajto też ocenił, że doping na Stadionie Śląskim jest specyficzny. Covid pokazał, co to znaczy grać bez kibiców. Fajnie będzie się spotkać na stadionie, który zawsze miło wspominam. Nikt nie lubi przegrywać, jeśli był zawodowym sportowcem - stwierdził.

Historyczne sukcesy Biało-Czerwonych wywalczone w Chorzowie

6 czerwca 1973 roku Biało-Czerwoni pokonali w Chorzowie Anglię 2:0 w kwalifikacjach do MŚ. Mecz do historii przeszedł nie tylko z racji jedynego dotychczas zwycięstwa nad Anglią, ale też z powodu groźnej kontuzji, jakiej nabawił się strzelec drugiego gola - Włodzimierz Lubański. Na trybunach zasiadło ok. 100 tysięcy widzów.

W obecnym kształcie, po kompleksowej przebudowie, stadion funkcjonuje od 1 października 2017 roku. Budowę stadionu rozpoczęto w marcu 1953 roku. Trzy lata później był gotowy. Posiadał wtedy 80 tys. miejsc siedzących i galerię, mogącą pomieścić 20 tys. stojących kibiców. Na otwarcie przybyło ok. 90 tys. osób. Gwoździem programu był towarzyski mecz piłkarski biało-czerwonych z NRD. Polacy przegrali 0:2.

Kilka razy polscy piłkarze cieszyli się na "chorzowskim gigancie" z awansu do mistrzostw świata. Tak było w 1977 roku, kiedy decydujący remis z Portugalią 1:1 oglądało 80 tysięcy widzów, w 1985 roku, gdy także "zwycięski" okazał się remis z Belgią, tym razem 0:0 w obecności 75 tys. widzów, w 2001 roku przepustkę do mundialu dała wygrana z Norwegią 3:0 przy 43 tys. kibiców, oraz w 2022, gdy wspierani przez 54 078 fanów Biało-Czerwoni wygrali decydujący baraż ze Szwedami 2:0.

Był jeszcze w 2007 roku mecz, wygrany z Belgią 2:0, dający Polakom prawo gry w mistrzostwach Europy. Sto tysięcy ludzi obejrzało w Chorzowie, zakończone zwycięstwem 2:1, legendarne już spotkanie ze Związkiem Radzieckim w 1957 roku, kiedy dwa gole strzelił Gerard Cieślik. Do tej pory piłkarska reprezentacja Polski wystąpiła na tym obiekcie 64 razy, odnosząc 29 zwycięstw, remisując 18-krotnie i doznając 17 porażek.

Rekord frekwencji padł jednak na meczu klubowym - 18 września 1963 potyczkę Górnika Zabrze z Austrią Wiedeń (1:0) w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych, poprzedniku Ligi Mistrzów, obejrzało 120 tysięcy ludzi. Arena była też świadkiem bojkotu kibiców reprezentacji 14 października 2009 w meczu kończącym nieudane dla Biało-Czerwonych eliminacje mistrzostw świata - po zwolnieniu Leo Beenhakkera kadrę prowadził Stefan Majewski, Polacy po samobójczym golu Seweryna Gancarczyka przegrali na ośnieżonym boisku ze Słowacją 0:1, a na trybunach zasiadło ok. 5 tysięcy kibiców (z czego połowa to fani gości) z powodu bojkotu i zimowej aury.

Modernizacja areny zaczęła się w 1993 roku od wymiany oświetlenia. Potem zakres prac wiele razy się zmieniał. Ostatecznie doszło do poważnej przebudowy. Jej ostatni etap, obejmujący głównie montaż zadaszenia nad 54-tysięczną widownią, rozpoczął się jesienią 2009 i trwał z przerwami do grudnia 2015. 

Ostatnio obiekt, od lata 2020 noszący miano Narodowego Stadionu Lekkoatletycznego, gości również imprezy "Królowej Sportu" dużej rangi. Cyklicznie odbywają się tam memoriały Janusza Kusocińskiego i Kamili Skolimowskiej. Ten drugi w cyklu Diamentowej Ligi. Był areną  m.in. nieoficjalnych MŚ sztafet (2021), dwukrotnie Drużynowych ME (2021, 2023) oraz zawodów Igrzysk Europejskich (2023). W 2028 odbędą się tam lekkoatletyczne ME. Regularnie odbywają się w Chorzowie wielkie koncerty. 19 maja dla niemal 90 tys. ludzi zagrał na stadionie zespól Metallica.