"List do Putina przyniósł oczekiwany rezultat" - poinformował Wołodymyr Zełenski na marginesie spotkania z przywódcami państw bałtyckich i nordyckich w Tallinie. O czym mówi prezydent Ukrainy i jaki był faktyczny cel korespondencji, która nieco skonfundowała rosyjskie władze?
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Zełenski przekazał dzisiaj, że w ostatnich tygodniach wysłał kilka listów do różnych instytucji i różnych krajów w różnych sprawach. Wiadomo, że korespondencja z Kijowa została przekazana między innymi na ręce Donalda Trumpa i kongresmenów USA i dotyczyła - według relacji ukraińskich władz - prośby o dostarczenie systemów obrony powietrznej dla Ukrainy.
Jednocześnie Zełenski przyznał w Tallinie, że prócz wyrażonych wprost próśb, miał także inny cel. "Pisząc do USA, chciałem zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby nieco odwrócić ich uwagę od Bliskiego Wschodu i skupić ją na sytuacji na Ukrainie" - powiedział, cytowany przez serwis Ukrainska Pravda.
Według prezydenta, który jednak nie chciał ujawniać szczegółów, kampania zakończyła się sukcesem. "Mój kraj potrzebuje bardzo dużej ilości środków antybalistycznych. Udało mi się, ale nie mogę teraz ujawnić, jaki był wynik, ale udało mi się" - przyznał.
Zełenski enigmatycznie odniósł się natomiast do swojego słynnego listu do Władimira Putina. "Wysyłając list do Putina, miałem określony cel i myślę, że osiągnąłem oczekiwany rezultat".
4 czerwca Zełenski napisał do Putina list otwarty, w którym wezwał go do wyznaczenia daty spotkania w celu zakończenia wojny. Jednocześnie zaapelował do Europy i USA o zaangażowanie się w negocjacje na linii Kijów-Moskwa. Dzień później Władimir Putin przyznał, że przeczytał list, który nazwał "świstkiem papieru" i przekazał, że nie widzi sensu spotkania w aktualnej sytuacji - jak przekonywał niezwykle militarnie korzystnej dla Rosji.
"Opublikowałem list otwarty, ponieważ nie wiem, czy on (Putin) go przeczyta, czy nie. List otwarty oznacza, że musi nam odpowiedzieć na temat tego, co jest ważne dla jego społeczeństwa, ponieważ jego społeczeństwo żyje w jakimś wyimaginowanym świecie, w którym nikogo nie zaatakowali, w którym to nie jest ich agresywna wojna... To nie jest poważne. Dla mnie istotne jest, by otwarcie powiedzieć, w jakim punkcie się znajdujemy. Wyłączyli internet (rosyjskie władze). Nie mamy wielu okazji, żeby wysłać sygnały do tego kraju, kraju agresora. Sprowadzili na nasz kraj tę wielką wojnę. Muszą się zatrzymać" - wyjaśniał później Zełenski w wywiadzie dla Sky News, a w odpowiedzi na zarzut dziennikarza, że list był utrzymany w "zuchwałym tonie", stwierdził: "Nie czytałeś pierwszej wersji".
Tymczasem w Rosji list wywołał dziwaczne reakcje (pomijając tę najważniejszą, czyli Putina). Oto przewodnicząca wyższej izby parlamentu Rosji Walentina Matwijenko stwierdziła, że skoro Zełenski pisze list do Putina i proponuje mu rozmowy, powinien odwołać dekret zakazujący negocjacji z rosyjskim przywódcą.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podpisał w październiku 2022 roku dekret zakazujący prowadzenia jakichkolwiek negocjacji pokojowych z obecnym prezydentem Rosji, Władimirem Putinem. Dekret ten został wydany po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy, która uznała, że w obecnej sytuacji rozmowy z Putinem są niemożliwe.
Dekret formalnie uniemożliwia prowadzenie rozmów pokojowych z Putinem, ale nie wyklucza negocjacji z innym przywódcą Rosji, jeśli dojdzie do zmiany władzy na Kremlu.
Obruszony gestem Zełenskiego był szef rosyjskiej dyplomacji. Sergiej Ławrow przyznał, cytowany przez TASS, że list Zełenskiego "rozszedł się po całym świecie", co "nie jest zgodne z zasadami dobrego wychowania". "Tak nie zachowują się uprzejmi ludzie" - rozłożył ręce Ławrow, odwołując się do słów Putina, o tym, że o sytuacji konfliktu decydują obecnie żołnierze na linii frontu, a nie "rozmowy".
Według ministra, rosyjski prezydent zinterpretował korespondencję jako wyraz braku gotowości strony ukraińskiej do prowadzenia faktycznych negocjacji.
Agencja Reutera przeprowadziła kilka rozmów, z których wynika, że publikacja listu przez Zełenskiego miała bardzo konkretny, ukryty cel. Pismo nie było koniecznie przeznaczone dla Putina, ale raczej jego otoczenia i miało ukształtować narrację wokół odbywającego właśnie wtedy Forum Ekonomicznego w Petersburgu. Ukraiński prezydent opublikował list drugiego dnia największego biznesowego wydarzenia w Rosji. Dodajmy, że Forum otwarto przy głośnych dźwiękach eksplozji wywołanych uderzeniami ukraińskich dronów w infrastrukturę naftową Petersburga.
Niektórzy zachodni obserwatorzy zwracali uwagę na absurdalne sceny, gdy Putin mówi na Forum o szalonych postępach rosyjskiej armii w Ukrainie, a w oknach za nim widać było kłęby czarnego dymu z trafionej dronami rafinerii.
Ukraiński urzędnik, z którym rozmawiał Reuters twierdzi, że część elit biznesowych i politycznych Rosji chce zakończenia wojny i obawiają się stagnacji gospodarczej, która może niebawem przerodzić się w poważny kryzys. W trakcie Forum, w oficjalnych wystąpieniach słyszalni byli jednak orędownicy wojny, snujący awanturnicze plany z uderzeniem jądrowym w Ukrainę włącznie. Zełenskiemu, wysyłającemu list, nie chodziło jednak o zmianę oficjalnej narracji na panelach "dyskusyjnych", ale o to, co mówi się na korytarzach w trakcie trwającego w Petersburgu wydarzenia.
Cały anturaż stworzony tam przez Ukraińców (list i drony przebijające się przez skomasowaną obronę powietrzną) miał pokazać, że Kijów jest w silnej pozycji negocjacyjnej. "Trump zawsze powtarza, że Ukraina nie ma żadnych atutów" - powiedział Reutersowi Kurt Volker, były ambasador USA przy NATO i wysłannik ds. Ukrainy w pierwszej administracji Trumpa. "Cóż, Ukraina pokazuje teraz, że ma silniejszą pozycję".
To istotne w kontekście stworzenia odpowiednich warunków, by Rosja i świat zrozumiały, że oddanie pozostałych pod kontrolą Kijowa ziem Donbasu - nie wchodzi w grę.
Z drugiej strony list Zełenskiego nie był tylko atrapą. Ukraiński urzędnik zapewnia Reutersa, że prezydent jest gotów do negocjacji.



