W Sądzie Okręgowym w Warszawie rozpoczął się proces byłego europosła PiS Ryszarda Czarneckiego. Prokuratura zarzuca politykowi doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem na kwotę ok. 203 tys. euro w związku z rozliczaniem kosztów podróży służbowych. Czarnecki nie przyznaje się do winy i twierdzi, że wszystkie środki zostały zwrócone.

  • W Sądzie Okręgowym w Warszawie ruszył proces byłego europosła PiS Ryszarda Czarneckiego, oskarżonego o niekorzystne rozporządzenia mieniem  ok. 203 tys. euro z Parlamentu Europejskiego w tzw. aferze kilometrówkowej.
  • Prokuratura zarzuca mu składanie nieprawdziwych wniosków o zwrot kosztów podróży w latach 2009-2013.
  • Czarnecki twierdzi, że Parlament Europejski nie ma wobec niego roszczeń i potwierdził zwrot środków.
  • Śledztwo wszczęto po zawiadomieniu przez OLAF, a za zarzucany czyn grozi do 15 lat więzienia.

Akt oskarżenia w tej sprawie został skierowany do warszawskiego sądu przez Prokuraturę Okręgową w Zamościu w grudniu 2024 r. W środę ruszył proces.

Wniosek odrzucony

Jednak zanim sędzia Piotr Gąciarek otworzył przewód sądowy, obrońcy Ryszarda Czarneckiego (jest zgoda na publikację nazwiska), wskazując m.in. na niezgodność treści aktu oskarżenia z informacją, która wpłynęła z Parlamentu Europejskiego przed jego wniesieniem, złożyli wniosek o zwrot aktu prokuraturze celem uzupełnienia. Sąd nie przychylił się do tego wniosku.

Po wnioskach mediów sędzia zastrzegł, że do momentu wydania wyroku niedopuszczalne będzie przytaczanie w sposób bezpośredni treści wyjaśnień oskarżonego. Swoją decyzję sąd odniósł też do świadków. Chodzi o to, by nie sugerować się zeznaniami. Następnie proces ruszył i prokurator Artur Szykuła odczytał akt oskarżenia.

Czarnecki mówi o błędach i zwrocie pieniędzy

Obecny na sali rozpraw Ryszard Czarnecki nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Podkreślił m.in., że nie działał z zamiarem wprowadzania w błąd, czy oszukiwania Parlamentu Europejskiego oraz że przedmiotem tego postępowania jest dawno zamknięta sprawa. Wielokrotnie wskazywał, że wszystkie środki, których oczekiwał od niego Parlament Europejski zostały przez niego przekazane oraz że podmiot, którego interes ma być chroniony nie kwestionuje tego rozliczenia.

Polityk zaznaczył też m.in., że nie łamał prawa, ani wewnętrznych regulacji instytucji, a rozbieżności w dokumentach były wynikiem błędów. Wskazywał również, że dla prokuratury i obecnego rządu pomimo że sprawa jest zamknięta, to jest jedną ze spraw priorytetowych.

Następnie zeznawali świadkowie m.in. była asystentka polityka.

203 tysiące euro na przejazdy

Z aktu oskarżenia wynika, że Ryszard Czarnecki w sporządzonych i podpisanych przez siebie dokumentach podał nieprawdę odnośnie swojego miejsca zamieszkania w Polsce.

Prokuratura informowała, że następnie miał złożyć 243 wniosków o zwrot kosztów podróży, w których - jak stwierdzono - podał nieprawdę w kwestii podróży służbowych, w tym pojazdów, jakimi miał je odbywać i liczby przejechanych kilometrów.

Według śledczych, miało to wpływ na przyznanie mu nienależnej wypłaty pieniędzy związanych z wykonywaniem obowiązków europosła. Jak informowała prokuratura polityk w latach 2009-2013 miał doprowadzić Parlament Europejski do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w łącznej kwocie ok. 203 tys. euro.

Prokuratura podawała, że łączna wartość szkody wyniosła 854 tys. zł., a jednocześnie z poczynionych ustaleń wynika, że podejrzany zwrócił dotychczas pokrzywdzonej instytucji kwotę 104,5 tys. euro (439,6 tys. zł).

Z kolei Ryszard Czarnecki informował, że Parlament Europejski przekazał pisemnie swoje stanowisko prokuraturze, podkreślając, że wszystkie środki finansowe zwrócił już dawno. Z relacji polityka wynikało też, że PE nie ma wobec niego roszczeń i że nie podtrzymał kwoty, o której mówi prokuratura.

Od 2004 r. Ryszard Czarnecki był posłem do Parlamentu Europejskiego, a w latach 2014-2018 pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego. W lutym 2024 r. Prokuratura Okręgowa w Zamościu wnioskowała o uchylenie mu immunitetu w związku z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia przestępstwa. W wyborach nie uzyskał on mandatu na kolejną kadencję do PE, więc przestał go chronić immunitet.

Śledztwo w sprawie niekorzystnego rozporządzenia mieniem prokuratura wszczęła po zawiadomieniu przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF).

Za zarzucany oskarżonemu czyn grozi do 15 lat więzienia. Kolejny termin rozprawy sąd wyznaczył na 9 stycznia.