"Siły specjalne i wojska specjalne to są topowe jednostki. W Polsce najlepszą jednostką jest GROM. Inne są na innym poziomie, mają inne zadania. Motywacją jest dostanie się do najlepszej. Ale to nie jest tak, że się dostałem, przeszedłem selekcję i mogę jechać za granicę na misję czy trenować" - mówi w rozmowie z RMF FM Grzegorz Wydrowski, prezes zarządu fundacji Sprzymierzeni z GROM. "Kandydaci mają być sprawni, ale też błyskotliwi, jeśli chodzi o działania. Ci ludzie muszą wykazywać inicjatywę, nie mogą być bierni" - tłumaczy gość RMF FM. "Jeżeli ktoś jest zmotywowany to zna ryzyko i z tym ryzykiem żyje. Na każdym treningu robi się to samo, co robi się na misji" - dodaje.

„Od "Szeregowca Ryana" nie widziałem filmu, który tak realnie i wiernie odtwarzałby sceny batalistyczne i to wszystko, co się dzieje podczas operacji” – mówi o nominowanym do Oscara „Snajperze” Clinta Eastwooda Tomek, były snajper GROM-u i szef szkolenia Grom Group. „W tym filmie każdy... czytaj więcej

Mateusz Dolak, RMF FM: Jak wygląda rekrutacja do jednostek specjalnych?

Grzegorz Wydrowski, prezes zarządu fundacji Sprzymierzeni z GROM: Rekrutacja w zależności od jednostki ogłaszana jest na oficjalnej stronie jednostki. Wszystkie wymagania są tam opisane. Na takiej stronie znajduje się formularz, który trzeba wypełnić oraz adres, na który trzeba go odesłać.

Czyli na początku odbywa się weryfikacja dokumentów?

Tak, sprawdza się, czy dany człowiek spełnia wymagania jednostki. Chodzi o wykształcenie, znajomość języka, a także o prawo jazdy. Fajnie by było, gdyby każdy żołnierz posiadał jak najwięcej kategorii prawa jazdy i uprawnień.

A co z innymi wymaganiami ? Czy osoba zgłaszająca się powinna posiadać konkretne cechy osobowości?

Specjalności w jednostce jest wiele. Przy każdej selekcji znajduje się psycholog, który określa konkretny profil człowieka. Inny profil mają ludzie, którzy idą do logistyki, inny do oddziału bojowego, a jeszcze inny do finansów. To psycholog dobiera odpowiednich ludzi na odpowiednie stanowiska.

Wielu osobom postać komandosa kojarzy się z silnym wysokim i umięśnionym mężczyzną. Tak jest naprawdę?

Dokładnie tak jest... (uśmiech) Kandydaci mają być sprawni, ale też błyskotliwi, jeśli chodzi o działania. Ci ludzie muszą wykazywać inicjatywę, nie mogą być bierni.

A co z odpornością na stres?

W każdym etapie szkolenia i selekcji uczestniczą psycholodzy. Oni obserwują, czy dany człowiek spełnia wymagania. Jednostka nie może sobie pozwolić na to, żeby ludzie nie byli odporni na stres. Tu jest mowa także o motywacji. Jeżeli ktoś wie, po co przyszedł, jaki jest jego cel i jakie zadania ma wykonywać to już posiada cechy, które go kwalifikują.

Ile osób z tych, które aplikują, pozostaje w wojskach specjalnych?

Ja mogę powiedzieć na przykładzie. U nas zgłosiło się ponad 200 osób. Każdy był przyjmowany indywidualnie. Najpierw przyjmował nas śp. pułkownik Leszek Drewniak, który sprawdzał cechy motoryczne. Potem trafialiśmy do psychologa. Jeśli to oni to zatwierdzili danego kandydata, to dopiero kadry sprawdzały, czy znajdzie się dla nas miejsce w jednostce GROM.

A co z kobietami? Czy w jednostkach specjalnych jest dla nich miejsce?

Na pewno by się znalazło. Jeżeli mówimy o wojsku, to we wszystkich formacjach pracują kobiety. Tylko musimy zastanowić się na jakich stanowiskach i czy na dane stanowisko kobieta jest potrzebna.

Jak się żyje ze świadomością, że można zginąć?

Siły specjalne i wojska specjalne to są topowe jednostki. W Polsce najlepszą jednostką jest GROM. Inne jednostki są na innym poziomie, mają inne zadania. Motywacją jest dostanie się do najlepszej. Ale to nie jest tak, że jeżeli już przeszedłem selekcję to mogę jechać na misję czy trenować od razu na Zespole Bojowym. Wcześniej jest szereg szkoleń, które trwają ponad 2 lata. Dopiero po takich szkoleniach człowiek może zakwalifikować się na wyjazd. Jeżeli jest zmotywowany, zna ryzyko to jest świadomy swojej wartości bojowej. Na każdym treningu robi się to samo, co robi się na misji.

Jak wygląda taki trening selekcyjny? On jest bardzo wyczerpujący fizycznie?

Sen jest bardzo ograniczony. Człowiek powinien spać 6-8 godzin. Podczas selekcji, która trwa tydzień, człowiek  ma ograniczony sen do minimum - 2-3 godzin na dobę. Poddaje się go mocnemu obciążeniu fizycznemu i psychicznemu. Człowiek podczas takiego treningu ciągle żyje w stresie. Jest obserwowany przez instruktorów i psychologów. Selekcja ma zbadać jego motywację dojścia do jednostki, czy on chce tam faktycznie się dostać, czy chce tylko się sprawdzić dla samego siebie lub znajomych.

"Adam Brown miał wizję i pasję. Dostał się do elity"

"Nieustraszony" to poruszająca opowieść o bohaterstwie Adama Browna, operatora Navy Seals Team Six, elitarnej jednostki, która zajmowała się poszukiwaniem najgroźniejszych terrorystów. Amerykanin zginął 17 marca 2010 r., podczas akcji likwidowania jednego z terrorystów. Dzięki jego... czytaj więcej

11 marca premiera książki o Adamie Brownie, komandosie Navy Seals, który zginął w Afganistanie w 2010 roku. Czy miał on coś wspólnego z polskim GROM-em?

Tak, Adam Brown z nami współpracował. Pracowaliśmy na tych samych operacjach za granicą. Znaliśmy go osobiście.

Czyli pan go znał?

Poznaliśmy go, gdy pracował jeszcze w poprzednim teamie. Wszystko na ten temat jest napisane w książce.

Jak pan go wspomina?

Minęło ponad 10 lat. Wspominam go jak każdego żołnierza sił amerykańskich. Ludzie ci mają troszkę inny profil psychologiczny. Ale są również bardzo mocno zmotywowani.

Adam Brown walczył z uzależnieniem od narkotyków. Czy w Polsce taka osoba mogłaby dostać się do jednostek specjalnych?

Nie zawężałbym sprawy do tego, że Adam miał problemy i z tymi problemami dostał się do Navy Seals. Książka opisuje, jak on z tym problemem walczył. Tak samo jest u nas. Ludzie mają różne problemy. Tylko czy są w stanie je pokonać? Oni mają inne przepisy. U nich Adam Brown, człowiek bez oka mógł brać udział w szturmie. U nich ludzie z protezami na nogach mogą wyjeżdżać na misje, normalnie biorą udział w operacjach. U nas jest to niedopuszczalne. Mamy jasno określony profil żołnierza wojsk powietrznodesantowych. Człowiek musi mieć ponad 1,5m wzrostu do około 1,9. Jak ma 2 metry to jest już za duży. Nasze przepisy określają jasny model człowieka, który może się do takich jednostek dostać.

Czy mógłby pan powiedzieć więcej na temat książki o Adamie Brownie?

Jest to zbiór opowieści jego kolegów o nim. Książka została napisana już po jego śmierci. Nie należy go oceniać przez narkotyki - Adam był naprawdę fajnym człowiekiem. Miał wizję, pasję. Pomimo kontuzji on nadal chciał być w służbie w Navy Seals. Dostał się do elity tej formacji - do DEVGRU. Podniesiono mu poprzeczkę, jeśli chodzi o wymagania. Nikt nie oceniał go pod kątem jego przeszłości. On miał mega motywację do pracy. Tak samo powinno się to rozpatrywać w przypadku polskich żołnierzy - motywacja powinna być najważniejsza.

Jaki jest pana wkład w wydrukowanie książki w Polsce?

Fundacja zaangażowała się w projekt na zaproszenie wydawnictwa M. Zrobiliśmy to po pierwsze dlatego, że znaliśmy Adama, po drugie - bo zajmujemy się rodzinami po kolegach, którzy zginęli podczas służby i weteranami. Fundacja zajęła się napisaniem słowa wstępnego. Tyle mogliśmy zrobić, żeby mieć jakiś wkład. Dla nas jest to ważne, że takie książki się ukazują i pokazują motywację do bycia żołnierzem sił specjalnych. Adam miał motywację. Ciemna strona motywowała go i chciał zrobić coś dobrego. Generał Petelicki też tak oceniał ludzi, że jeśli ktoś miał coś na sumieniu to generał brał sobie takiego delikwenta na bok, rozmawiał z nim i dawał mu szansę. Wiedział, że taki człowiek jest bardzo zdeterminowany, by służyć w jednostce. Zawsze powtarzał, że ludzie w szturmie to niepokorne dusze. Z bagażem doświadczeń, dlatego są najlepszymi żołnierzami. Dla nich słowo jest cenniejsze od pieniędzy. "Siła i Honor!", jak zawsze miał w zwyczaju mówić Pan Generał.

Co znajduje się w słowie wstępnym, które pan napisał?

Między innymi pisałem o motywacji i kryteriach doboru do służby. Taka służba wymaga dużego poświęcenia, również ze strony rodziny danego żołnierza. Rodzina często nie wie, co dany mąż lub ojciec robi. Nie wie, jakie zadania wykonuje i na jakim stanowisku pracuje. To jest tajemnica danej jednostki. Pisałem też o tym, jak dostaje się do takiej jednostki. Jeżeli ktoś ma gdzieś wujka, mamę, tatę to takie znajomości na niewiele się zdają. Największe sito jest na oddziale bojowym - tam jest największa obserwacja. Tam ludzie są od siebie zależni. W danej sekcji bojowej nie liczą się znajomości - tam jest zaufanie. Zaufanie do grobu. Jeden drugiemu musi ufać. Jeżeli Ci ktoś nie ufa, to Ci powie że Ci nie ufa i nie pójdziesz na operację bojową. Nie ma znaczenia stopień wojskowy, funkcja czy zajmowane stanowisko. To robi z tych ludzi elitę i to oni wykonują najbardziej złożone operacje w Siłach Specjalnych

(mn)