"Jestem za tym, żeby nastąpił powrót do powszechnego poboru, jednak nie na zasadach z 2009 roku, kiedy został on zawieszony" - mówił w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 generał Leon Komornicki, były zastępca Szefa Sztabu Generalnego WP. Dodawał jednak, że "politycy obawiają się, że decyzja o odwieszeniu poboru nie spotka się z akceptacją społeczną na tyle, żeby oni nie utracili swojej pozycji w notowaniach".
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Rozmowa z generałem Komornickim toczyła się w kontekście rozpoczynającej się kwalifikacji wojskowej (więcej szczegółów poniżej), która obejmie w tym roku 235 tys. osób. Choć - jak zauważył prowadzący rozmowę Piotr Salak - ma ona głównie charakter ewidencyjny, generał nie ma wątpliwości, że Polska stoi przed koniecznością zasadniczej zmiany filozofii bezpieczeństwa.
Każdy obywatel, skończywszy dziewiętnasty rok życia - i obywatelka również - powinien takie przeszkolenie przejść. Jestem za powrotem do powszechnego poboru - podkreślił.
Jednocześnie zaznaczył, że nie byłby to powrót do modelu sprzed 2009 roku, lecz nowoczesny system dostosowany do realiów współczesnego pola walki.
Według generała Wojsko Polskie nie jest dziś przygotowane infrastrukturalnie na przyjęcie całych roczników poborowych. Problemem nie jest sam brak jednostek, lecz ich nieprzystosowanie do całodobowego funkcjonowania żołnierzy.
Dziś żołnierz jest swoistym pracownikiem - przychodzi na 8 i kończy służbę o 15. A gotowość bojowa wymaga pobytu w koszarach przez 24 godziny na dobę - zaznaczył.
Braki dotyczą zarówno bazy socjalnej, jak i szkoleniowej. Jak podkreślał Komornicki, to są ogromne nakłady finansowe, których przez lata zaniechano.
W ocenie byłego wiceszefa Sztabu Generalnego jednym z głównych powodów braku decyzji o poborze jest strach polityków przed reakcją społeczną.
Politycy obawiają się, że podwyższenie poboru nie spotka się z akceptacją społeczną i że stracą poparcie. Zawsze patrzą przez pryzmat notowań - zaznaczył gość RMF24.
Jednocześnie generał zwrócił uwagę na niski odsetek młodych ludzi zgłaszających się do dobrowolnych programów szkoleniowych, co - jego zdaniem - wynika z błędnej komunikacji z najmłodszym pokoleniem.
Ich świadomość kształtuje się w świecie cyfrowym. Nie można do nich mówić tymi samymi metodami co do starszych pokoleń - dodał.
Gen. Komornicki nie ma wątpliwości, że powrót do poboru jest tylko kwestią czasu - i że Polska nie może sobie pozwolić na dalszą zwłokę.
Te decyzje już wczoraj powinny zapaść. Powinniśmy posiadać armię w ciągłej gotowości alarmowej - zobowiązuje nas do tego nasze położenie geopolityczne na styku z potencjalnym agresorem na wschodniej flance NATO. Tu czas odgrywa istotną rolę i zdolności przeciwzaskoczeniowe. W inny sposób (jak powszechny pobór) my tej zdolności nie zbudujemy. Musimy być w gotowości alarmowej i gotowości natychmiastowego użycia jednostek wojskowych - powiedział. Podkreślał, że nawet najlepiej wyposażona armia zawodowa nie zapewni bezpieczeństwa bez zdolności alarmowych i pełnego ukompletowania jednostek w czasie pokoju.
Komentując Program Rozwoju Sił Zbrojnych do 2039 roku, generał docenił jego skalę, ale wskazał na kluczową lukę - brak realnych zdolności do odtwarzania strat w czasie wojny.
Zdolność sił zbrojnych mierzy się nie tym, co mamy na początku wojny, ale tym, ile sprzętu i ludzi będzie w szyku po tygodniu, miesiącu czy pół roku - powiedział gen. Komornicki.
Wskazał na uzależnienie od zagranicznych dostaw, długie łańcuchy logistyczne oraz niewystarczające zdolności remontowe i produkcyjne polskiego przemysłu obronnego.
Jednym z najważniejszych wątków rozmowy była zmiana strategii odstraszania - z odmowy dostępu na odstraszanie przez karę, czyli zdolność do uderzenia odwetowego nawet na głębokość 2000 km.
To oczywista oczywistość. Musimy posiadać zarówno tarczę, jak i miecz - powiedział.
Zdaniem generała Polska musi być gotowa nie tylko odeprzeć pierwsze uderzenie, ale także przenieść działania na terytorium agresora, by uniemożliwić wejście wojsk lądowych na polskie terytorium.
Funkcją odstraszania jest siła i zmasowany odwet - po to, żeby przeciwnik nie ważył się zaatakować - dodał.
Na zakończenie gen. Komornicki podkreślił, że wszystkie te działania mają służyć jednemu, nadrzędnemu celowi. Racją stanu jest pokój, pokojowy rozwój i przetrwanie polskiego narodu - powiedział.
Od poniedziałku rusza coroczna kwalifikacja wojskowa, która obejmie 235 tys. osób, przede wszystkim mężczyzn z rocznika 2007. Jej celem jest ocena zdolności kwalifikowanych do służby i wprowadzenie danych do wojskowej ewidencji. Cały proces potrwa do 30 kwietnia.
Kwalifikacja wojskowa w Polsce odbywa się co roku, dotyczy przede wszystkim mężczyzn, którzy w danym roku kalendarzowym kończą 19 lat. Przeprowadzenie kwalifikacji każdego roku obwieszcza wojewoda, natomiast wezwania do stawienia się przed komisją wojskową rozsyłane są przez wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.
Oprócz mężczyzn kończących 19 lat kwalifikacji podlegają także kobiety urodzone w latach 1999-2007, posiadające wykształcenie uznawane za przydatne w wojsku, m.in. medyczne, psychologiczne lub weterynaryjne. Informację o obowiązku stawienia się przed komisją mogą otrzymać również studentki oraz absolwentki uczelni wyższych, które w 2026 roku ukończą 19 lat.
Ponadto przed komisją powinni stawić się mężczyźni z roczników 2002-2006, którzy dotąd nie otrzymali kategorii zdolności do służby, a także ci, którzy na poprzednich kwalifikacjach zostali uznani za czasowo niezdolnych do służby wojskowej.
Do kwalifikacji wojskowej mogą się zgłosić również ochotnicy do służby wojskowej, jeżeli ukończyli co najmniej 18 lat, w tym kobiety, niezależnie od posiadanych kwalifikacji i wykształcenia, do końca roku kalendarzowego, w którym kończą 60 lat.
Tegoroczna kwalifikacja wojskowa rozpoczęła się 2 lutego i potrwa do 30 kwietnia; zgodnie z danymi Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji obejmie ona w tym roku ok. 230 tys. osób, które stawią się przed 392 powiatowymi komisjami. Kwalifikacja odbywa się podstawie wydawanego rokrocznie rozporządzenia MON.
Kluczowym elementem kwalifikacji wojskowej jest badanie medyczne i psychologiczne oceniające ogólną zdolność kandydatów do ewentualnej służby wojskowej; podczas badania można otrzymać jedną z czterech kategorii: A - zdolność do służby wojskowej, B - czasowa niezdolność do służby, D - niezdolność do służby w czasie pokoju oraz E - trwała i całkowita niezdolność do służby wojskowej.
Ponadto komisja wprowadza dane badanego do wojskowej ewidencji.
Po kwalifikacji osoba wezwana otrzymuje zaświadczenie, że stawiła się do kwalifikacji wojskowej, ma uregulowany stosunek do służby wojskowej oraz orzeczoną zdolność do służby. Następnie otrzymuje stopień szeregowego, a po 14 dniach od kwalifikacji zostaje przeniesiona do tzw. pasywnej rezerwy - zbioru, w którego skład wchodzą wszystkie osoby, które przeszły kwalifikację wojskową, ale nie wyraziły chęci służby w wojsku.
Kwalifikacja jest obowiązkowa; niestawienie się może grozić grzywną, a także przymusowym doprowadzeniem. Wezwanie do stawienia się przed komisją wojskową powinno zostać doręczone minimum 7 dni przed wyznaczonym terminem. W przypadku, gdy wezwana osoba z ważnych przyczyn nie może stawić się przed komisją, powinna zawiadomić o tym wójta/burmistrza/prezydenta miasta, który wyznaczy nowy termin.
Obecnie w Polsce obowiązkowa służba wojskowa jest od 2008 roku zawieszona, jednak nie zlikwidowana - przepisy zawarte przede wszystkim w ustawie o obronie Ojczyzny przewidują możliwość jej przywrócenia np. w kryzysowej sytuacji.


