"Na pewno zgadzam się z tym, że nam moralnie się to należy" - tak Małgorzata Kidawa-Błońska mówi w Porannej rozmowie w RMF FM o reparacjach wojennych. "Jeżeli rząd uważa, że jest teraz czas, że należy rozpocząć tę dyskusję, to powinien się do tego przygotować. Nie rozpoczynał tej dyskusji rząd, nie mamy poważnych ekspertyz prawnych, tylko z - całym szacunkiem - ekspertyzy Biura Analiz Sejmowych" - uważa gość Roberta Mazurka. "Trzeba policzyć, oszacować i wiedzieć, o co się staramy" - dodaje Kidawa-Błońska. "Tak to bywa z sondażami, że są zimnym prysznicem dla polityków, ale jeżeli się jest w polityce, trzeba być na to odpornym, pracować i wierzyć, że można to odbudować" - tak ocenia ostatnie sondaże, wskazujące na rosnące poparcie dla PiS-u i spadek głosujących na PO. "Wyborów młodych ludzie nie wygrywają" - tak komentuje sugestię o wymianie pokoleń w Platformie. "Może po prostu trzeba się wziąć do roboty, rozdzielić zadania i przestać zajmować tym, kto jest przystojniejszy, kto mniej, kto ma więcej energii" - zauważa wicemarszałek Sejmu. "Grzegorz Schetyna został wybrany w demokratycznych wyborach na dwuletnią kadencję. Zawsze może być lepszy szef partii, ale szefa partii zmienia się w demokratycznych wyborach i na pewno nie w takim czasie, jaki jest w tej chwili" - podkreśla Kidawa-Błońska. "Chciałabym, żebyśmy się porozumieli z opozycją, bo może trzeba będzie wystawić jednego, wspólnego kandydata (na prezydenta stolicy - przyp. red.)" - mówi. Wicemarszałek Sejmu przyznaje, że minister cyfryzacji Anna Streżyńska byłaby mocnym kandydatem PiS na prezydenta stolicy. "Nie ma na sobie takiego mocnego bagażu politycznego i jest najmniej kojarzona z PiS, co w Warszawie może być dla niej korzystne” - tłumaczy Kidawa-Błońska.

POSŁUCHAJ ROZMOWY ROBERTA MAZURKA Z MAŁGORZATĄ KIDAWĄ-BŁOŃSKĄ

Robert Mazurek: Zacznę mało sympatycznie: dlaczego Polacy wam nie ufają?

Małgorzata Kidawa-Błońska: Jedni ufają, drudzy nie ufają. Na pewno nawiązuje pan do sondaży, które teraz nie są dla nas specjalnie łaskawe...

To bardzo eufemistyczne...

Ale powiem panu, że w tych sondażach jedna rzecz martwi mnie jeszcze bardziej niż nie najlepsze wyniki Platformy czy opozycji. Ludzie, którzy stoją z boku i nie chcą się zaangażować w wybory, obserwują - to jest niepokojące. Jeżeli popatrzymy na frekwencję poprzednich wyborów...

Ale socjologowie twierdzą, że zawsze w połowie kadencji jest tak, że wielu ludzi mówi, że jeszcze nie wie, na kogo głosować.

Do wyborów samorządowych mamy rok. I to jest dla mnie dużym zmartwieniem, bo wierzę...

Ostatni sondaż CBOS-u to 44 punkty procentowe dla PiS-u - i ciągle mu rośnie, 21 dla Platformy - jak zwykle spada.

Tak to bywa z sondażami, że są takim zimnym prysznicem dla polityków, ale jeżeli jest się w polityce, trzeba być na to odpornym, pracować i wierzyć, że można to odbudować - a jak historia pokazuje, tak się zdarza, że ktoś, kto miał świetne wyniki, przy wyborach te wyniki ma zdecydowanie gorsze.

Rozumiem, że pije pani do Bronisława Komorowskiego...

Nie. Na całym świecie sondaże są po to, żebyśmy nie tracili czujności i mieli więcej pokory - i tę pokorę mamy.

Rafał Trzaskowski powiedział, że trudno, żeby takie sondaże nie robiły wrażenia: "To są porażające wyniki".

Bo to są bardzo bolesne sondaże, jeżeli popatrzymy na to, jak wygląda scena polityczna, świat polityczny wokół nas. Powiem panu, że ja bardzo dużo jeżdżę po Polsce, naprawdę bardzo dużo, do różnych małych miejscowości, rozmawiam z ludźmi - i oni także nie rozumieją, jak to jest, że dzieje się tyle rzeczy, których nie akceptują, które uważają za złe - i nic się nie dzieje.

Ale może pani spotyka się tylko z wyznawcami, żyje pani w kokonie?

Nie. Spotykam się z ludźmi, którzy mówią bardzo dużo mocnych, krytycznych uwag i niekoniecznie są naszymi sympatykami.

Pani marszałek, to tak jak profesor Magdalena Środa, która napisała felieton, że po raz pierwszy w życiu spotkała kogoś, kto głosuje na PiS. Żyje ktoś tyle lat na świecie i nie zna nikogo, kto głosuje inaczej niż ona.

Ja spotkałam i znam wiele osób, które głosują na PiS. Natomiast nasze społeczeństwo to przecież nie tylko zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości i nie tylko zwolennicy Platformy - tylko cała wielka rzesza ludzi, którzy mają różne poglądy. I ci ludzie też są zaniepokojeni, bo nie potrafią zrozumieć tego fenomenu...

... że PiS-owi rośnie, tak?

Że utrzymują taki wysoki wynik.

Politycy Platformy mówią, że są różne sposoby na poprawienie losu waszej partii. Jeden z nich jest taki, że trzeba się otoczyć młodymi ludźmi, powinna nastąpić w Platformie wymiana pokoleń.

Przede wszystkim powinni być młodzi, w średnim wieku i starzy, bo każda grupa społeczna musi wziąć udział w wyborach. Na pewno młodzi ludzie są potrzebni i my w Platformie, jeśli popatrzy się na nasz klub, mamy naprawdę bardzo silny zespół młodych, dobrze przygotowanych profesjonalistów.

Ale nie ma ich na pierwszej linii.

Jak ktoś się przygląda, to i Trzaskowski, i Nitras, i Budka, i Myrcha, i Kinga Gajewska, i Asia Mucha...

Kinga Gajewska niedawno opowiadała, jakim wspaniałym przywódcą jest Grzegorz Schetyna - i zdaje się, że jest akurat w tym poglądzie dość odosobniona...

Ale ma prawo mieć takie poglądy. Szanujemy to, każdy może oceniać.

A jakie pani ma zdanie w tej sprawie? Pytam, bo od najmniej radykalnego do najbardziej radykalnego pomysłu wygląda to tak mniej więcej, że najpierw można wymienić pokolenia, później można wymienić przewodniczącego, a na końcu pojawiają się też pomysły takie, żeby wymienić całą partię.

A może po prostu trzeba się wziąć do roboty, rozdzielić zadania i przestać zajmować się tym, kto jest przystojniejszy, kto mniej przystojny, kto ma więcej energii?

Grzegorz Schetyna ma wystarczającą charyzmę?

Powiem panu tak: nie chcę rozmawiać o charyzmie, ale Grzegorz Schetyna został wybrany, przypomnę, w demokratycznych wyborach w naszej partii. Trudne czasy, rzeczywiście, po tych wyborach, po tym wszystkim, nie było nam łatwo. Nie mówię, że teraz jest łatwo, ale wtedy było jeszcze trudniej. Podzielił zadania, obowiązki, robimy to. Zawsze może być lepszy szef partii, ale szefa partii zmienia się w demokratycznych wyborach i na pewno nie w czasie takim, jaki jest w tej chwili.

A to znaczący sygnał, że zawsze może być lepszy szef partii.

Zawsze. I zawsze może być gorszy.

Proszę mi powiedzieć w takim razie: może jednym z problemów Platformy jest to, że ludzie nie bardzo wiedzą, czego chcecie? Na przykład: jakie jest wasze zdanie w sprawie reparacji wojennych, których Polacy domagaliby się od Niemiec?

Na pewno zgadzam się z tym, że nam się to moralnie należy. To prawda. Jeżeli rząd Prawa i Sprawiedliwości uważa, że jest teraz czas, że należy tę dyskusję rozpocząć, to powinien się do tego przygotować. Przede wszystkim nie rozpoczyna tej dyskusji rząd, nie mamy poważnych ekspertyz prawnych, tylko ekspertyzy - z całym szacunkiem - Biura Analiz Sejmowych, a ostatnio one są bardzo różne. Tym bardziej, że czasami nawet dla Prawa i Sprawiedliwości nie są wiążące. Poza tym trzeba przejrzeć umowy międzynarodowe, a przede wszystkim trzeba zwrócić się do strony niemieckiej i z nią porozmawiać. A poza tym: dlaczego Niemcy, a dlaczego nie Rosjanie?

Ja nie zadałem pytania: "dlaczego Niemcy nie chcą płacić", bo to z grubsza wiem, "dlaczego Rosjanie nie chcą płacić" - też pewnie wiem. Ja zadałem inne pytanie: jakie jest zdanie Platformy Obywatelskiej w sprawie reparacji?

Powiedziałam: moralnie nam się to należy...

Dobrze, ale moralnie to moralnie...

... ale jak się coś robi, to się to robi poważnie i porządnie. Naprawdę trzeba wyliczyć, o co chodzi...

To ja spytam w takim razie tylko o postulat - nie o konkretną analizę, której nie ma...

Przygotujmy się poważnie.

Czy pani popiera pogląd, że Polska powinna starać się, zabiegać o reparacje wojenne od Niemiec?

Najpierw - powiem jeszcze raz - trzeba się przygotować: policzyć, oszacować i wiedzieć, o co się staramy. Wie pan, ja wielu rzeczy chcę, ale muszę zobaczyć, czy jest to realne, co chcę z tego osiągnąć i jak to powinno wyglądać. I tego nie ma. Rozmawiamy o gruszkach na wierzbie.

To jest właśnie klasyczny przykład rozmowy z politykiem Platformy. Pytany o konkretną rzecz mówi: "No być może, ewentualnie, w innej sytuacji".

Ja mówię, że moralnie nam się należy. Chcę zobaczyć oszacowane straty, o jaką kwotę, o co się staramy. Chcę sprawdzić, jak wyglądały dokładnie wszystkie umowy międzynarodowe. Człowiek odpowiedzialny podejmuje decyzję, mając te dane. Straty i korzyści. Na razie tego bilansu nie mamy.

Pani marszałek, wspominała pani o wyborach samorządowych, które się zbliżają. Już nie mówi się o tym, że pani mogłaby ubiegać się o prezydenturę Warszawy.

To mój duży sukces (śmiech).

Rozumiem, że pani tego wcale nie chciała.

Powiem tak: przedstawimy naszego kandydata, ale proszę zwrócić uwagę, że...

I będzie to Rafał Trzaskowski, tak?

... że poza Nowoczesną żadne ugrupowanie jeszcze nie przedstawiło swojego kandydata.

Ale to już z grubsza wiadomo, że Rafał Trzaskowski - tudzież, jak mówią ludzie w Krakowie, "Czaskowski". Chyba nikt inny?

Powiem panu tak: na razie nie znamy jeszcze ordynacji wyborczej. Ja bym bardzo chciała, żeby to był Rafał Trzaskowski. Mój głos Rafał ma. Natomiast to jest tak, że nie wiemy, jak będzie wyglądała ordynacja wyborcza. Ja chciałabym także, żebyśmy się porozumieli z opozycją, bo może trzeba będzie wystawić jednego wspólnego kandydata.

A czy Anna Streżyńska byłaby dla was kontrkandydatką, z którą należałoby się bardzo liczyć?

Na pewno to jest poważny kandydat, bo nie ma takiego mocnego bagażu politycznego i jest najmniej kojarzona z Prawem i Sprawiedliwością - co w Warszawie może być dla niej korzystne.

Kidawa-Błońska: Milcząca Kopacz? Pracuje w swoim terenie, działa w gabinecie cieni

W internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Robert Mazurek zwracał uwagę na milczącą w ostatnim czasie w debacie publicznej byłą premier Ewę Kopacz. Z tego, co wiem, pracuje w swoim terenie, działa w gabinecie cieni - mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska. Czy milczy, by powstrzymać się przed krytykę przewodniczącego PO Grzegorza Schetyny? Była marszałkiem Sejmu, była szefową partii. Ona doskonale wie, z czym musi się Grzegorz Schetyna borykać, bo ona to przechodziła sama - uznała wicemarszałek izby niższej parlamentu. Odniosła się również do obecności I prezes Sądu Najwyższego na zaprzysiężeniu nowego sędziego Trybunału Konstytucyjnego, przez opozycję nazywanego "dublerem dublera". To niezrozumiały sygnał ze strony pani prezes. (...) Bardzo bym chciała w Polsce państwa prawa, chciałabym przestrzegania konstytucji, wyroków sądu i szacunku dla instytucji państwowych - wymieniała. Zdradziła też, czy używa... emotikonów. Tak - wysyłam serduszka, uśmiechy, klaskanie - bo to bardzo skraca czas. Ale wolę jednak takie prawdziwe gesty - stwierdził gość RMF FM.