Brazylijczyk Leandro, który niedawno zakończył piłkarską karierę, ocenił dla nas mundialowe szanse reprezentacji Canarinhos. Zdaniem napastnika Radomiaka Brazylia pod wodzą trenera Carlo Ancelottiego może osiągnąć sukces, ale ważne będzie to, czy cały zespół zaangażuje się w grę defensywną. O północy Brazylia rozpocznie pierwszy mecz mundialu. To będzie starcie z Marokiem.
- Bądź na bieżąco. Po więcej aktualnych informacji sportowych z Polski i ze świata zapraszamy na stronę główną rmf24.pl.
Brazylia w XXI wieku zdobyła... tylko jeden medal mistrzostw świata. To było złoto wywalczone 24 lata temu. Pozostałe mundiale to rozczarowania. Tym największym pozostają mistrzostwa z 2014 i porażka 1:7 w półfinale z Niemcami u siebie na Maracanie.
Dla nas tamta porażka ciągle jest nie do zaakceptowania. Rzeczywiście dużo czasu minęło od ostatniego medalu. Najbardziej żałuję mistrzostw z 2006 roku. Wtedy mieliśmy wielkie gwiazdy, chyba nasz najlepszy skład. Co cztery lata w kraju jest wielka nadzieja, wielka presja. Piłka nożna w Brazylii to jest wszystko. Każdy piłkarz wie, jak duży to ciężar - opowiada Leandro.
We wspomnianym 2006 roku w ekipie "Canarinhos" byli jeszcze doświadczeni: Cafu, Roberto Carlos czy Ronaldo. Do tego Ronaldinho, Adriano, Kaka, Robinho, Juninho czy Lucio. Same wielkie gwiazdy. Dziś skład Brazylii nie robi aż takiego wrażenia, choć oczywiście Vini Jr, Neymar, Raphinha, Endrick, Alisson to postaci światowego formatu.
Brazylia w fazie grupowej powalczy z Marokiem, Szkocją i Haiti. To właśnie ten pierwszy mecz z drużyną "Lwów Atlasu" zapowiada się jako jedno z najciekawszych spotkań fazy grupowej. W końcu Maroko cztery lata temu dotarło do półfinału.
Najtrudniejszy mecz w grupie. Maroko ma bardzo mocny zespół, ale Brazylia to zawsze jakość. Nieważne, co się dzieje, jaka jest sytuacja. Zawsze jesteśmy jednymi z kandydatów do tytułu. Mamy świetnych piłkarzy. Liczymy na Viniciusa, Raphinię i Neymara - podkreśla Brazylijczyk, który przez 13 lat grał w Radomiaku Radom.
W XXI wieku Brazylia zawsze odpadała z mundialu, przegrywając z reprezentacjami z Europy. To były kolejno: Francja (2006), Holandia (2010), Niemcy (2014), Belgia (2018) i Chorwacja (2018). W tym gronie mamy jednego mistrza świata, dwóch finalistów i dwóch zdobywców brązowych medali. Jak przyznaje Leandro, przeważnie lepiej poukładane taktycznie od "Canarinhos". Teraz pod wodzą trenera Carlo Ancelottiego nie powinna to już być pięta achillesowa Brazylijczyków.
Kiedyś napastnicy nie musieli tak bardzo angażować się w grę obronną - teraz muszą. Spójrz na PSG. Messi, Mbappe, Neymar i nic z tego nie było. Teraz mamy trenera, który jest znany na całym świecie. Widać, że nie pozwoli wejść sobie piłkarzom na głowę. Każdy zawodnik musi zaakceptować, że bez pełnego zaangażowania w grę defensywną nic nie osiągniemy. Ofensywa to wiadomo - każdy Brazylijczyk wie, co ma robić. Ta magia ciągle jest w naszych zawodnikach. Ważne będzie granie zespołowe i to zaangażowanie w obronę - podkreśla Leandro.
Równie ważne wydaje się to, że trener Ancelotti wie, jak dotrzeć do wspomnianego już Viniciusa Juniora. Gwiazdor Realu Madryt w klubie imponował właśnie, gdy trenerem był tam doświadczony Włoch. Ancelotti to hegemon klubowej piłki w Europie: pięciokrotnie wygrywał Ligę Mistrzów jako trener. Sukcesy odnosił z AC Milanem, Realem, Chelsea, Bayernem czy PSG. Jednak jako selekcjoner doświadczenie ma ubogie. Był asystentem Arrigo Sacchiego podczas poprzedniego amerykańskiego mundialu. Wtedy w finale Italia przegrała po karnych... z Brazylią. Może więc Ancelotti zepnie swoją trenerską karierę ciekawą klamrą? Oczekiwania wobec niego na pewno są ogromne.
Leandro podkreśla, że sobota będzie dla niego dniem długiego, ale radosnego oczekiwania na mecz. To ma być czas spędzony z rodziną i przyjaciółmi, bo tak wygląda kibicowanie w jego kraju. Będę grillować i czekać na mecz. U nas tak to wygląda, że przed ważnym meczem zamykają się wszystkie sklepy, biznesy. Liczy się tylko piłka. Mam nadzieję, że zdobędziemy długo wyczekiwany tytuł - powiedział w rozmowie z RMF FM.
Leandro w minionym sezonie zakończył sportową karierę, którą w bardzo dużej części spędził w Radomiaku. W mieście i klubie ma status legendy. Jak mówi emocje związane z przejściem na sportową emeryturę powoli opadają, ale ciągle są silne.
Pomału do siebie dochodzę, ale ciągle wszystko jest żywe. Cała kariera, to tak szybko minęło... Pewien rozdział musiałem zamknąć. Życie musi iść do przodu. Muszę się cieszyć pięknymi chwilami, które za mną. Wszystko to osiągnąłem dzięki Bogu. Teraz muszę wszystko przemyśleć, co dalej będę robić w klubie - opowiada napastnik, który dla Radomiaka strzelił ponad sto bramek.


