O godz. 19.30 czasu warszawskiego meczem z Belgią w Warnie polscy siatkarze rozpoczną rywalizację w mistrzostwach Europy. Biało-czerwoni należą do grona faworytów i sami chcą sobie udowodnić, że są w stanie wygrywać ze wszystkimi.

Polacy Paweł Zdunowski i Michał Kubiak podczas meczu Polska - Włochy /Jacek Kostrzewski /PAP

To jest walka o kolejny ważny dla nas medal. Zależy nam na tym, by stanąć na podium i nie traktujemy tego turnieju ulgowo - mówił Marcin Możdżonek. Belgów lekceważyć nie można. Choć znacznie niżej notowani, potrafią sprawiać niespodzianki. Ponadto dla nich udział w ME jest wielką szansą awansu w rankingu, a ten jest ważny w perspektywie styczniowego turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk w Rio.

Polacy miejsce w tych zawodach mają już zapewnione. Belgowie są na razie na 10. pozycji i muszą awansować o jedną lokatę, by móc pojechać na początku 2016 roku do Berlina.

Biało-czerwoni walczą w Bułgarii nie tylko o medal, ale i o odzyskanie pewności siebie. We wrześniu w Pucharze Świata przegrali tylko jeden mecz z 11, ale i tak zajęli trzecie miejsce, które nie dało im promocji na igrzyska. Na podium w Japonii płakali. Teraz medal ma im dać radość i... postraszyć rywali przed styczniową rywalizacją o bilet do Rio.

W grupie C, która swoje mecze rozegra w Warnie, występują jeszcze Słowenia i Białoruś. Zwycięzca awansuje bezpośrednio do ćwierćfinału, a drużyny, które zajmą drugie i trzecie miejsce będą musiały zmierzyć się w barażach.