Mija 15 lat od tragedii, do której doszło w wynajmowanym mieszkaniu na warszawskiej Ochocie. 19-letnia Katarzyna i jej 16-letnia siostra Natalia zmarły najprawdopodobniej w wyniku zatrucia tlenkiem węgla. Rodzina dziewczyn do dziś próbuje ustalić, jak doszło do ich śmierci i kto powinien ponieść za nią odpowiedzialność. Sprawę przypomniano w "Uwadze" TVN.
- Dwie siostry zmarły w wynajmowanym mieszkaniu w Warszawie; wstępnie wskazano na zatrucie tlenkiem węgla.
- Rodzina od 15 lat próbuje ustalić dokładne okoliczności tragedii i ewentualną odpowiedzialność za stan instalacji.
- Więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Katarzyna po maturze wyjechała do Warszawy na studia i zamieszkała w wynajmowanym mieszkaniu na Ochocie. Jak wspomina jej ojciec, była pełna entuzjazmu i radości z nowego etapu w życiu.
W jeden z listopadowych weekendów starszą siostrę odwiedziła 16-letnia Natalia. Dziewczyny planowały wspólnie spędzić czas i pozwiedzać stolicę. Wyjazd zakończył się jednak tragedią. 11 listopada 2011 roku ich ciała po kilku minutach znalazł w wannie współlokator. Choć próbował udzielić pomocy, na ratunek było już za późno.
Rozmawialiśmy jeszcze po południu, około 16. Mówiła, że były na mieście, że zmarzły i wracają do domu. Tam dziewczyny odgrzały sobie pierogi i poszły do łazienki się kąpać - relacjonuje ojciec dziewczyn w "Uwadze".
Po siedmiu minutach zapukał kolega, czy wszystko okej, (...) nikt się nie odzywał, więc nożem kuchennym otworzył drzwi i zastał je podtrute.
Późniejsza sekcja zwłok wykazała, że aż 72 proc. krwi Katarzyny było zajęte przez tlenek węgla. Ojciec nastolatek od lat podkreśla, że do tragedii doszło w wyniku nieprawidłowego podłączenia gazowych piecyków do przewodów kominowych.
Tlenek węgla to bezwonny i niewidoczny gaz, nazywany "cichym zabójcą". Zatrucie nim może nastąpić bardzo szybko, zwłaszcza w zamkniętych pomieszczeniach z niesprawną wentylacją lub wadliwą instalacją grzewczą. Każdego roku w sezonie grzewczym dochodzi do podobnych zdarzeń w całej Polsce.
Rodzina od 15 lat stara się uzyskać jednoznaczne odpowiedzi: co wydarzyło się tuż przed kąpielą, dlaczego stężenie czadu w łazience było tak wysokie, czy ze śmiercią ich córek mogli mieć związek sąsiedzi z wyższych pięter bloku. Ich celem jest nie tylko wyjaśnienie okoliczności śmierci córek, ale także zapobieżenie podobnym tragediom w przyszłości.
To musiało być stężenie większe niż z jednego piecyka. Widać było, jak w tej wannie było jeszcze mało wody. Zatruły się czadem z piecyków na wyższych kondygnacjach. Jak włączyły piecyk w łazience, to jeszcze bardziej się to skumulowało - ocenia ojciec Katarzyny i Natalii.
Jak ustalili dziennikarze "Uwagi", nieprawidłowe podłączenia piecyków gazowych w bloku były wykazywane w protokołach kominiarskich już w 2009 roku - dwa lata przed tragedią.
Opinię w 2009 roku, w której są wskazane uchybienia techniczne przewodów kominowych, odbierał inspektor do spraw budowlanych. Nie jakaś sprzątaczka, tylko inspektor, który powinien znać przepisy prawa budowlanego i wiedzieć o niebezpieczeństwie dla użytkowników tego budynku - wskazuje ojciec dziewczyn w "Uwadze".
Prokuratura ustaliła, że tragedię spowodował odwrócony ciąg kominowy i napływ spalin do łazienki. Śledztwo było już trzykrotnie umarzane. Biegli analizują przyczyny nieprawidłowego ciągu. Zdaniem rodziny pomijana jest kwestia podłączenia do jednego komina kilku piecyków gazowych z otwartą komorą spalania. Sprawa wciąż budzi emocje i pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi. Po śmierci sióstr zarządca budynku zlikwidował w mieszkaniach gazowe podgrzewacze wody.


