300 tys. zł za nadgodziny mają dostać trzy pracownice za służbowe rozmowy telefoniczne, prowadzone poza czasem pracy. Taka jest decyzja sąd apelacyjnego w Olsztynie, który odrzucił odwołanie od wyroku, jakie złożył pracodawca. Sprawę opisał portal WP Finanse.
Decyzja o przyznaniu 300 tys. zł trzem pracownicom zapadła w olsztyńskim sądzie jeszcze wiosną 2025 r. Wówczas wymiar sprawiedliwości uznał, że czas pracy kobiet rozpoczynał się znacznie wcześniej niż "oficjalnie". Powódki jeszcze przed pojawieniem się w firmie m.in. prowadziły służbowe rozmowy telefoniczne, a także "analizowały pocztę elektroniczną".
Zdaniem sądu były to "bezpośrednie czynności przygotowawcze do wykonania zasadniczego zadania pracowniczego" - wynika z uzasadnienia opublikowanego w sieci przez prawnika dra Grzegorza Ilnickiego. Można w nim przeczytać, że "czas ten (pracy - red.) obejmował również powrót do domu po zakończeniu zasadniczego zadania pracowniczego. W domu bowiem powódki kończyły pracę, pisząc raporty oraz dokonując innych jeszcze czynności".
Portal przytacza opinię dra Ilnickiego, który we wpisie na platformie internetowej zwrócił uwagę, że tzw. nadgodziny "powstają nie tylko wtedy, gdy ktoś fizycznie przebywa na terenie zakładu pracy, ale w każdym miejscu, w którym praca ta jest świadczona".
"Szczególnie cieszy, że sąd zwrócił uwagę nie tylko na indywidualną sytuację powódek, bo dostrzegł, że: 'praca powódek w godzinach nadliczbowych (bez wynagrodzenia) miała wręcz modelowy charakter i wpisana została w ryzyko działalności gospodarczej, stanowiąc istotny element ograniczający koszty jej prowadzenia przez pozwaną'" - ocenił prawnik.
Wyrok z Olsztyna nie jest odosobnionym przypadkiem. Portal przytacza kilka wcześniejszych przypadków, kiedy sąd stanął po stronie pracownika. Tak było m.in. w Grudziądzu, gdzie zasądzono 100 tys. zł dla pani Joanny - za pracę poza 8-godzinnym wymiarem. Jej pracodawca rozliczał ją z tzw. targetów (celów) sprzedażowych, które w opinii pracowniczki były nie do osiągnięcia w czasie 8-godzinnego dnia pracy.
Z kolei sądy w Tychach i Katowicach przychyliły się do wniosku górnika, który zażądał zaległej zapłaty za nadgodziny naliczone w okresie trzech lat. Mężczyzna już po rozwiązaniu umowy oczekiwał od pracodawcy 50 tys. zł, wymiar sprawiedliwości zasądził kwotę 46 tys. zł - przypomniała WP Finanse. Zdaniem sądów każda czynność związana z obowiązkami zawodowymi górnika, powinna być wliczana do jego czasu pracy, choć według dokumentacji pracodawcy pracował on 7,5 godziny każdego dnia.


