Gliwicka prokuratura bada sprawę użycia karetki szpitala w Knurowie do przewozu matki posłanki Koalicji Obywatelskiej Krystyny Szumilas. Ambulans miał prowadzić - bez odpowiednich uprawnień - dyrektor szpitala ds. administracyjnych. "Nie załatwiłam sobie transportu dzięki znajomościom, nie robię takich rzeczy" – zapewniła w wydanym dziś oświadczeniu była minister edukacji.

  • Więcej informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej rmf24.pl

"Bez uprawnień, kwalifikacji i asysty"

Zastępca szefa Prokuratury Rejonowej Gliwice-Zachód Mariusz Dulba poinformował, że śledztwo, które ma wyjaśnić okoliczności zdarzenia z 11 kwietnia 2025 r., zostało wszczęte 11 lutego. Zawiadomienie złożył szpital.

Postępowanie jest prowadzone pod kątem przekroczenia uprawnień przez dyrektora ds. administracyjnych Zespołu Szpitali Powiatu Gliwickiego, a dokładniej szpitala w Knurowie, które miało polegać na wykonywaniu transportu medycznego osoby w podeszłym wieku i w stanie osłabienia przez tegoż dyrektora, bez wymaganych uprawnień do kierowania karetką, bez kwalifikacji medycznych i bez asysty zespołu medycznego, przy jednoczesnym wadliwym ułożeniu i zabezpieczeniu pacjentki - opisał prokurator.

Śledczy będą sprawdzać, czy doszło do narażenia pacjentki na niebezpieczeństwo oraz działania na szkodę interesu publicznego.

Prokuratura zwróciła się o przesłanie dokumentacji medycznej pacjentki, informacji o jej transporcie do szpitala, dokumentacji pracowniczej dyrektora, a także innych dokumentów, związanych z użytkowaniem tego konkretnego ambulansu.

Sprawę ujawnił portal Zero.pl. Jak relacjonował, powołując się na złożone zawiadomienie, dyrektor miał zabrać aparat EKG ze szpitala, wsiąść z tym sprzętem do karetki odjechać nią, nie informując personelu medycznego, a po pewnym czasie wrócić z pacjentką oraz dwoma członkami jej rodziny. 

"Mama umierała, więc nie zastanawiałam się nad tym". Szumilas wydała oświadczenie

Do sprawy odniosła się w oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych była minister edukacji Krystyna Szumilas.

"W ubiegłym roku umarła moja 93-letnia mama. Niemal do ostatnich chwil była pod opieką rodziny. Tuż przed śmiercią jej stan uległ znacznemu pogorszeniu. Lekarz ze szpitala w Knurowie, który był u nas na wizycie domowej, stwierdził, że można jej pomóc tylko w szpitalu" - relacjonowała posłanka Koalicji Obywatelskiej.

"Wraz z lekarzem na miejscu był Kamil Krzysiński. Nie pamiętam, który z panów powiedział, że zapewnią mamie transport. Nie zastanawiałam się nad tym, bo przysługiwał on mojej mamie bezpłatnie z uwagi na jej wiek" - napisała Szumilas. Jak dodała, do szpitala pojechała swoim samochodem. 

"Nie weryfikowałam uprawnień kierowcy do prowadzenia ambulansu. Mama umierała, więc nie zastanawiałam się nad tym" - przyznała parlamentarzystka. 

W dalszej części oświadczenia posłanka stwierdziła, że zna Kamila Krzysińskiego, ale nie widuje się z nim prywatnie. "Jeśli jest działaczem Platformy Obywatelskiej, to nie w moim kole, ani powiecie gliwickim" - zauważyła. Poinformowała też, że o badaniu sprawy przez prokuraturę dowiedziała się wczoraj od dziennikarza.

"Jestem pewna, że jeśli prokuratura stwierdzi, że doszło do nieprawidłowości, to na pewno będzie w tej sprawie działała. Nie załatwiłam sobie transportu dzięki znajomościom, nie robię takich rzeczy" - podsumowała była szefowa MEN.