​Oskarżony o spowodowanie wypadku na A1 Sebastian M. przekonywał w poniedziałek sąd, że wyjechał do Dubaju w celach biznesowych i nie mógł wrócić do Polski z powodu zakazu opuszczania Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA). Pełnomocnik ofiar mec. Łukasz Kowalski ocenił, że w ostatnim czasie zmieniła się postawa oskarżonego.

  • Sebastian M., oskarżony o śmiertelny wypadek na A1, tłumaczył w sądzie, że wyjechał do Dubaju w celach biznesowych.
  • Oskarżony twierdzi, że nie mógł wrócić do Polski z powodu zakazu opuszczania ZEA, a ekstradycja do Niemiec była jego alternatywą.
  • Sebastian M. zapowiedział, że wkrótce złoży wyjaśnienia dotyczące wypadku. 
  • Jak zmieniła się jego postawa? O tym przeczytasz poniżej.
  • Aktualne informacje z całej Polski znajdziesz na RMF24.pl.

Proces Sebastiana M. oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina, toczy się od października 2025 r. przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim.

Na rozprawie w poniedziałek 19 stycznia Sebastian M. odpowiadał na pytania prowadzącej sprawę sędzi Renaty Folkman, która kilka razy dopytywała oskarżonego, dlaczego po wypadku wyjechał z Polski i - jak powiedziała - nie wziął problemu "na klatę".

Giną ludzie, przecież jest jakaś gradacja - mówiła.

Wypadek na A1. Tłumaczenia Sebastiana M.

Oskarżony przyznał, że nie czuł się winny śmierci ofiar wypadku i wyjechał do Dubaju w celach biznesowych. Po trzech dniach został tam aresztowany. 

Dwa miesiące byłem w więzieniu, potem przebywałem na wolności. Nie wróciłem do Polski, bo w Zjednoczonych Emiratach Arabskich byłem obarczony zakazem opuszczania kraju. Trwało postępowanie ekstradycyjne (do Polski) - tłumaczył.

Dodał, że poprosił o ekstradycję do Niemiec, bo jest również obywatelem tego kraju. Tłumaczył to tym, że w Polsce w tym czasie trwała nagonka na niego oraz jego rodzinę.  

Chciałem wrócić do Polski z możliwością odpowiadania przed sądem z wolnej stopy. Dwa razy odmówiono mi listu żelaznego - mówił.

Sebastian M. "mógł dobrowolnie wrócić"

Pełnomocnik rodziny ofiar wypadku mec. Łukasz Kowalski żałował, że Sebastian M. nie skorzystał z możliwości wcześniejszego powrotu do kraju, bo - jak stwierdził - proces byłby już zakończony.

Przecież można było zachować się inaczej. Wielokrotnie powtarzałem, żeby przyjechał do Polski i wyjaśnił wszystko podczas procesu. Dziś sąd zadał pytanie, dlaczego to wszystko było tak przewlekane. Przecież gdyby pan Sebastian udał się do jakiejkolwiek placówki w Dubaju lub złożył poprzez swoich pełnomocników stosowne oświadczenie, że chce dobrowolnie wrócić do Polski, to by wrócił. Nie było w interesie służb emirackich przetrzymywanie kogoś, kto chce dobrowolnie wrócić do swojego kraju. Ale tego chyba zabrakło - dodał.

Prokuratura: To była ucieczka

Z kolei zdaniem prokuratury wyjazd Sebastiana M. do Dubaju był ucieczką przed odpowiedzialnością karną w Polsce.

Oskarżony złożył również dwa oświadczenia podważające działania biegłego w wydanej przez niego opinii w sprawie wypadku, w tym zawyżenia prędkości kierowanego przez niego BMW oraz prokuratury poprzez przekazywanie stronie Zjednoczonych Emiratów Arabskich nieprawdziwych informacji podczas zakończonej w zeszłym roku procedury ekstradycyjnej. 

Jak przekonywał, nieprawdą było m.in. twierdzenie, że uciekł z miejsca wypadku i nie wezwał służb ratunkowych.

Prokurator Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach podkreślił, że zaangażowany do sprawy biegły jest wysokiej klasy specjalistą i niekwestionowanym autorytetem w tym zakresie.

Te zarzuty stanowią pewne tezy wyrwane z kontekstu i na ich podstawie budowana jest linia obrony. Oskarżony formułuje je już od jakiegoś czasu. Odnoszę się do nich na bieżąco na rozprawie, wskazując na pracę policji i prokuratury w postaci zabezpieczania śladów, zasięgania opinii, uzyskania dowodów, które w ocenie prokuratury wskazują na to, kto odpowiada za wypadek z września 2023 r. - zaznaczył.

"Najlepszą obroną jest atak"

Mec. Kowalski ocenił, że w ostatnim czasie zmieniła się postawa Sebastiana M.

Najlepszą obroną jest atak i tak to można skomentować. To jest próba wywrócenia wszystkiego do góry nogami - powiedział.

Poinformował, że brakiem porozumienia zakończyły się mediacje obu stron i - jak dodał - rodziny ofiar żałują swojej wcześniejszej zgody na próbę porozumienia się z oskarżonym.

Sebastian M. zapowiedział, że złoży wyjaśnienia dotyczące wypadku w późniejszym terminie.

Nie należy się dziwić oskarżonemu, że nie chciał składać wyjaśnień na początku procesu, kiedy nie byłyby one poparte żadnym materiałem dowodowym. Nietrudno zauważyć, jak oskarżony jest postrzegany przez opinię publiczną i jak jego słowa byłyby odebrane wcześniej - tłumaczyła obrończyni Sebastiana M. adw. Katarzyna Hebda.

Na poniedziałkowej rozprawie zeznawali też policjanci obecni na miejscu wypadku. Następne posiedzenie odbędzie się 10 lutego. W lutym zaplanowano w sumie pięć terminów.

Tragedia na A1. Zginęło małżeństwo i ich 5-letni syn

Do wypadku doszło 16 września 2023 r. wieczorem na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego. Na wysokości wsi Sierosław na jezdni w kierunku Katowic BMW zderzyło się z Kią, która wpadła na bariery energochłonne i stanęła w płomieniach. Jadąca autem rodzina - małżeństwo i ich pięcioletni syn - zginęła na miejscu.

Oskarżony w maju 2025 r. został sprowadzony do Polski ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dokąd uciekł po wypadku. Od tego czasu przebywa w areszcie tymczasowym. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku Sebastianowi M. grozi do ośmiu lat więzienia.