11 godzin nie pracowało serce pacjenta, którego udało się uratować łódzkim lekarzom. "To jeden z najtrudniejszych przypadków w mojej karierze" - mówi medyk z oddziału intensywnej terapii zaangażowany w leczenie.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl.
Na początku stycznia do Wojewódzkiego Wielospecjalistycznego Centrum Onkologii i Traumatologii im. M. Kopernika w Łodzi trafił pacjent w kryzysie bezdomności. Był w stanie głębokiej hipotermii.
Temperatura jego ciała wynosiła 26 stopni, a serce nie biło.
Po 2,5 godziny intensywnej reanimacji za pomocą specjalistycznego urządzenia trafił na intensywną terapię, gdzie zastosowano u niego metodę ECMO tętniczo-żylną. Pozaustrojowo podtrzymywano u niego pracę serca i płuc, jednocześnie stopniowo ogrzewając organizm.
Po 11 godzinach od zatrzymania krążenia wykonano defibrylację. Serce ruszyło, a pacjent zaczął odzyskiwać świadomość.
"Dziś po niemal dwóch miesiącach walki o życie pacjenta, można powiedzieć, że chory jest przytomny, w kontakcie i będzie żył" - piszą lekarze z łódzkiego szpitala.
To jeden z najbardziej niezwykłych przypadków, jakie pamiętam. Zatrzymanie krążenia trwające tak długo zdarza się niezwykle rzadko. To ogromny sukces całego zespołu i dowód, jak ważna jest współpraca ratowników, SOR-u i oddziału intensywnej terapii - opowiada dr n. med. Bogusław Sobolewski, kierownik Oddziału Intensywnej Terapii i Anestezjologii.
Jednym z najgłośniejszych przypadków uratowania życia osoby w skrajnej hipotermii z pewnością był ten, który zdarzył się w 2014 r. w Polsce. 2-letni Adaś wyszedł w mroźną noc z domu, niezauważony, i spędził na mrozie kilka godzin. Gdy go odnaleziono, temperatura jego ciała wynosiła 12,7 st. Celsjusza.
Życie dziecka udało się uratować. Co więcej ekstremalna sytuacja nie odbiła się znacząco na jego zdrowiu.
W ciężkiej hipotermii metabolizm organizmu bardzo zwalnia - mózg potrzebuje mniej tlenu. Dlatego obowiązuje zasada: "Nikt nie jest martwy, dopóki nie jest ciepły i martwy."
Polska jest jednym z europejskich liderów w leczeniu skrajnej hipotermii dzięki rozwiniętemu programowi leczenia pozaustrojowego (ECMO), zapoczątkowanemu w Krakowie.


