Wędkarze "naprawiają" rzekę Sankę. Jeszcze przez kilka dni potrwają prace mające na celu zniwelowanie 6 betonowych progów, które uniemożliwiają migrację ryb. To część projektu renaturyzacyjnego tej wyprostowanej i wybetonowanej rzeki. Realizuje go Stowarzyszenie Małopolska Ochrona Wód i Środowiska przy wsparciu Fundacji WWF Polska.
- Bądź na bieżąco. Więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Wędkarze pracują na rzece Sance powyżej Krakowa w okolicach wsi Cholerzyn. Progi na rzece nie są zasypywane ani usuwane. Poniżej nich tworzone są pryzmy żwirowe, które mają za zadanie spiętrzyć wodę. Ta finalnie zalewa i przykrywa beton.
Progi budowano kiedyś dlatego, że gdy wyprostowano rzekę, woda w niej pędziła jak szalona i trzeba było zwalniać jej bieg, żeby nie niszczyła brzegów - wyjaśnia Tomasz Malec, prezes Stowarzyszenia Małopolska Ochrona Wód i Środowiska. Dodał, że "mamy 6 takich progów do zniwelowania". Myślę, że poprawi to sytuację w rzece, bo praktycznie nie mamy w niej dziś ryb. Bez takich barier będą mogły się przemieszczać - stwierdził.
Zgodę na tego typu operacje wydały Wody Polskie oraz Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Do wykonania prac potrzeba aż 200 ton materiału: 100 ton żwiru i 100 ton odstrzału wapiennego. Koszty pokryła Fundacja WWF Polska - mowa o prawie 50 tysięcy złotych. Przy czym trzeba mieć na uwadze, że gdyby chciało się zrobić duży projekt usunięcia progów, byłyby to już miliony. Wiadomo, że byłoby to znacznie lepsze, ale po pierwsze trwałoby to bardzo długo, a po drugie nie tak łatwo jest usuwać tego typu urządzenia z rzeki, więc na chwilę obecną przywracamy w inny sposób te warunki i dodatkowo jeszcze poprawiamy stan ekologiczny tej uregulowanej rzeki - przyznaje Robert Waradzyn z Fundacji WWF Polska.
Betonowe progi są barierami migracyjnymi. Żwir i kamień wapienny stworzą poniżej nich pryzmy i odpowiednie środowisko dla ryb. Takie miejsca zasiedlają także bezkręgowce, a ryby korzystają z nich do tarła - dodaje Paweł Chodkiewicz ze Stowarzyszenia Małopolska Ochrona Wód i Środowiska.
Suchej nitki na instytucjach mających chronić środowisko nie pozostawia Paweł Augustynek "Halny" z Koalicji Ratujmy Rzeki. Państwo polskie nadal nie dostrzega, że błąd, który popełniono w przeszłości, polegający na regulacji tej rzeki pod cele rolnicze, pod pozyskanie terenów rolniczych łatwiejszych w uprawie, należy naprawić. Zbudowano tu progi korekcyjne trzymające tak zwaną rzędną i ten błąd, który popełniono w przeszłości, myśląc, że rolnictwo i jego rozwój są nadrzędne, że trzeba niszczyć przyrodę, dziś chłopaki próbują naprawić taką protezą. Próbują go naprawić za państwo polskie - wskazał.
Jednym z największych problemów rzeki Sanki jest próg wodociągów z ujęciem wody dla Krakowa. Jak tłumaczą społecznicy, da się go rozwiązać bez szkody dla ujęcia. Można zrobić obejście w formie takiego bystrotoku, tak aby ryby mogły się przemieszczać w górę Sanki. W ostateczności najbardziej zgniłym kompromisem może być przepławka techniczna. No, ale coś trzeba tam w końcu zrobić - przekonuje Paweł Augustynek. Do dzisiaj na rzece Sance wędkarze i aktywiści wykonali tarliska dla pstrągów. Sadziliśmy również rośliny wodne i nabrzeżne, które będą stanowić nisze dla wszystkich zwierząt żyjących w rzece i nad rzeką. Tworzyliśmy także mikrosiedliska - wylicza Paweł Chodkiewicz.
Czy projekt renaturyzacyjny Sanki zainspiruje do podobnych działań polityków i urzędników? Przekonamy się niebawem. Natomiast na Sance prace się nie kończą. Wędkarze podobne pomysły chcą zrealizować na rzekach Prądnik i Rudawie. Te jednak, w porównaniu do Sanki (I klasa czystości), są odbiornikami różnego rodzaju ścieków chemicznych i komunalnych z legalnych i nielegalnych odpływów. Podobnie jak rzeka Dłubnia w Nowej Hucie.


