Na psa przywiązanego do drzewa łańcuchem natknął się niedawno leśniczy z Małopolski. Stało się to na terenie Nadleśnictwa Dąbrowa Tarnowska i najprawdopodobniej nie było wynikiem brutalnego działania człowieka, ale nieszczęśliwego wypadku.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
"Czasami codzienny obchód lasu przynosi zupełnie nieoczekiwane sytuacje" - napisało nadleśnictwo na swoim profilu na Facebooku.
Poinformowano, że leśniczy, podczas swoich obowiązków, natknął się na psa. Zwierzę na długim łańcuchu leżało przy drzewie, było skrajnie wycieńczone i odwodnione. "Było w bardzo złym stanie i nie miało już siły się uwolnić" - czytamy w komunikacie.
Leśniczy wezwał na miejsce m.in. straż leśną, powiadomił urząd gminy i policję, a spragnionemu czworonogowi podał wodę.
Pies trafił do weterynarza, gdzie dostał niezbędną pomoc. "Mamy nadzieję, że psiak szybko wróci do zdrowia" - podkreślili leśnicy, dodając, iż jeśli ktoś rozpoznaje zwierzę lub posiada informacje, które mogą pomóc ustalić okoliczności zdarzenia, proszony jest o kontakt.
"Gazeta Krakowska" cytuje wypowiedź leśniczego Krzysztofa Majki, który powiedział, że wszystko wskazuje na to, że pies, po tym, jak zerwał się z łańcucha i biegł przez las, zahaczył nim o rosnące drzewa, owijając się wokół pnia i w ten sposób sam się uwięził.
W tym przypadku nic nie wskazuje na celowe działanie człowieka. Łańcuch nie był zawiązany lub zapięty do drzewa, ale owinięty wokół pnia. Na szczęście w porę nasz leśniczy natknął się na czworonoga i udało się go uwolnić - powiedział Majka.


