Czy Charles Lindbergh, amerykański bohater narodowy, stał za porwaniem i śmiercią swojego 20-miesięcznego syna? Grupa badaczy walczy w sądzie o dostęp do dowodów sprzed niemal wieku. Nowoczesne testy DNA śliny z listów porywacza mogą nie tylko zniszczyć legendę słynnego pilota, ale też oczyścić człowieka, którego w latach 30. stracono na krześle elektrycznym.
- Sprawa porwania i śmierci syna Charlesa Lindbergha to jedna z największych zagadek kryminalnych XX wieku, która może wkrótce doczekać przełomu dzięki badaniom DNA.
- W 1932 roku zniknął 20-miesięczny Charles Augustus Lindbergh Jr., a pomimo zapłacenia okupu dziecko zostało znalezione martwe niedaleko domu.
- Bruno Hauptmann został skazany na śmierć za porwanie i morderstwo, ale od dawna pojawiają się wątpliwości co do jego winy i rzetelności śledztwa.
- Coraz częściej pojawiają się teorie, że sam Lindbergh mógł być zamieszany w tragedię, a nowe technologie genetyczne mogą to wkrótce wyjaśnić.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Nowoczesne badania genetyczne mogą wkrótce przynieść przełom w jednej z najsłynniejszych zagadek kryminalnych XX wieku. Trwająca od niemal stu lat sprawa porwania i śmierci syna słynnego pilota Charlesa Lindbergha może doczekać się sensacyjnego zwrotu - a wszystko za sprawą próby analizy DNA z historycznych dowodów. Czy legendarny lotnik mógł być zamieszany w zbrodnię, która wstrząsnęła Ameryką i światem?
Wiosną 1932 roku Ameryka pogrążyła się w szoku. Z sypialni rodzinnego domu Lindberghów w New Jersey zniknął 20-miesięczny Charles Augustus Lindbergh Jr., syn światowej sławy pilota, który pięć lat wcześniej dokonał historycznego samotnego przelotu nad Atlantykiem. Na miejscu pozostała prowizoryczna drabina i list z żądaniem okupu w wysokości 50 000 dolarów - dziś równowartość około 1,2 miliona.
Mimo zapłaty, dziecko nie wróciło do rodziców. Dziesięć tygodni później ciało chłopca odnaleziono przypadkowo nieopodal domu. Stan rozkładu uniemożliwiał dokładną identyfikację przyczyny zgonu, jednak stwierdzono poważne obrażenia głowy oraz brak kilku narządów.
Przez ponad dwa lata śledztwo nie przyniosło przełomu. Dopiero w 1934 roku policja trafiła na trop niemieckiego imigranta i cieśli, Bruno Hauptmanna. W jego domu znaleziono znaczną część pieniędzy z okupu, a także dowody łączące go z notami porywaczy. Sąd uznał Hauptmanna za winnego porwania i morderstwa, a wyrok śmierci wykonano w 1936 roku na krześle elektrycznym.
Egzekucja była szeroko relacjonowana przez media, a wielu Amerykanów świętowało jej przebieg. Jednak już wtedy pojawiały się wątpliwości co do rzetelności śledztwa i procesu - brakowało bezpośrednich dowodów, nie znaleziono odcisków palców Hauptmanna, nie było też świadków mogących jednoznacznie wskazać na jego winę.
Z biegiem lat krytyka orzeczenia i śledztwa tylko narastała. Wskazywano na nieudolność działań policji, atmosferę medialnego linczu, a także na szereg niejasności związanych z zachowaniem samego Charlesa Lindbergha. Bohater narodowy nie dopuścił do przesłuchania służby domowej, samodzielnie kierował śledztwem i podejmował nietypowe decyzje, jak np. kontakt z mafią w sprawie odnalezienia syna.
Pojawiły się hipotezy, że porwanie mogło być dziełem kogoś z wewnątrz - zwłaszcza, że w dniu zdarzenia Lindberghowie wyjątkowo zostali w domu weekendowym, a porywacz musiał znać układ pomieszczeń. Dodatkowo, niektórzy badacze sugerują, że Lindbergh mógł ukrywać stan zdrowia syna lub nawet być zamieszany w jego śmierć.
Postać Charlesa Lindbergha budzi coraz większe kontrowersje. Oprócz zarzutów o chłód i bezwzględność w życiu rodzinnym, przypisywano mu także sympatie do ideologii eugenicznej i powiązania z Trzecią Rzeszą. Niektóre teorie sugerują, że Lindbergh mógł uznać chorowite dziecko za "niewarte" nazwiska i celowo doprowadzić do jego śmierci. Inne mówią o nieszczęśliwym wypadku podczas jednego z żartów lub o przekazaniu dziecka do eksperymentów naukowych.
Choć te hipotezy brzmią jak scenariusz kryminału, nowe technologie mogą po niemal stu latach rozstrzygnąć, ile było w nich prawdy.
Obecnie grupa badaczy domaga się przeprowadzenia analizy DNA śliny z kopert i znaczków 15 listów z żądaniem okupu. W latach 30. znaczki i koperty zaklejano śliną, co daje szansę na pozyskanie materiału genetycznego sprawcy lub sprawców. Jeśli ślady nie będą należeć do Hauptmanna, a pokryją się z DNA Charlesa Lindbergha - sprawa może nabrać zupełnie nowego wymiaru.
Policja stanowa New Jersey, opiekun archiwum dowodów, odmawia jednak udostępnienia materiałów, tłumacząc to koniecznością ich ochrony. Badacze walczą o dostęp do kopert i znaczków na drodze sądowej, a ich prawnik przekonuje, że tylko nowoczesna analiza kryminalistyczna jest w stanie ostatecznie odpowiedzieć na pytanie o winę lub niewinność Hauptmanna - i ewentualną odpowiedzialność samego Lindbergha.
Sprawa porwania i śmierci "Małego Lindy'ego" wciąż fascynuje historyków, detektywów i opinię publiczną. Przełomowe badania DNA mogą nie tylko oczyścić Bruno Hauptmanna, ale również rzucić nowe światło na postać Charlesa Lindbergha - pioniera lotnictwa, który być może krył mroczną tajemnicę.
Czy rzeczywiście bohater Ameryki był odpowiedzialny za śmierć własnego syna? Odpowiedź może nadejść już wkrótce - wraz z decyzją sądu o dopuszczeniu do badań kluczowych dowodów sprzed niemal wieku.


