Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podsumował ostatnią rundę rozmów pokojowych z udziałem Rosji i Stanów Zjednoczonych. Negocjacje, które odbyły się w Genewie, podzielone były na dwa kluczowe segmenty: wojskowy i polityczny. "Jesteśmy bliżej zakończenia negocjacji w sferze wojskowej niż politycznej" – podkreślił Zełenski.

  • Negocjacje pokojowe w Genewie miały dwie części: wojskową i polityczną. Jak przekazał Zełenski, grupa wojskowa jest bliżej zakończenia.
  • Prezydent podkreśla, że obecność Europy w rozmowach pokojowych jest kluczowa dla Ukrainy.
  • Zełenski zaznacza, że Ukraina musi być uwzględniona w rozmowach dotyczących swojej przyszłości w NATO, a nie tylko Rosja.
  • Prezydent zauważa, że nawet rosyjscy nacjonaliści tracą wiarę w sukcesy armii Putina.
  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

"Były dwie grupy: grupa wojskowa i polityczna. Jesteśmy bliżej zakończenia negocjacji w sferze wojskowej niż politycznej. Dlaczego? Dlatego, że wojskowi w formacie trójstronnym mówili o tym, jak opracować misję monitorowania zawieszenia broni, kiedy ono zostanie ustanowione, gdy kierunek polityczny otworzy te możliwości" - napisał prezydent Ukrainy w mediach społecznościowych.

Wśród omawianych tematów znalazły się szczegóły techniczne dotyczące zawieszenia broni oraz kluczowa rola Amerykanów w monitorowaniu przestrzegania porozumienia. To właśnie Stany Zjednoczone mają odegrać wiodącą rolę w tym procesie.

Europejczycy na bocznym torze? Zełenski komentuje

Jednym z wątków negocjacji jest również rola Europy. Zełenski nie ukrywa, że obecność europejskich przedstawicieli w procesie pokojowym jest dla Ukrainy niezwykle istotna.

"Trudna dyskusja toczy się wokół roli Europejczyków. Dla nas ich rola ma duże znaczenie. Ważne jest, że mamy amerykańskich partnerów. Ale raz po raz podkreślam, że, moim zdaniem, potrzebujemy także europejskich przedstawicieli" - zaznaczył ukraiński prezydent.

W tle pojawiają się także informacje o nowych dokumentach negocjowanych pomiędzy NATO a Rosją, które mogą mieć kluczowe znaczenie dla przyszłości bezpieczeństwa w regionie. Zełenski wyraźnie podkreślił, że Ukraina nie powinna być pomijana w rozmowach dotyczących jej miejsca w Sojuszu.

"Kiedy będą mieli taki dokument, będą mogli omawiać wszystko. Ale dla mnie ważne jest, aby omawiali z nami nasze potencjalne miejsce w NATO. Nie tylko z Rosjanami - z nami. Bo to dotyczy nas. Choć mogą robić to także bez nas. Być może czegoś nie wiemy. W każdym razie będziemy reagować na niespodzianki, jeśli się pojawią" - zapewnił Zełenski.

"Nie potrzebuję historycznych pogadanek, żeby zakończyć tę wojnę"

Prezydent Ukrainy odniósł się także do postawy rosyjskiej delegacji, a w szczególności do wypowiedzi Władimira Miedinskiego, doradcy Władimira Putina i byłego ministra kultury Rosji. Miedinski, znany z negowania niepodległości Ukrainy, próbował podczas rozmów przedstawiać historyczne argumenty uzasadniające rosyjską agresję.

"Nie potrzebuję wszystkich tych historycznych pogadanek, żeby zakończyć tę wojnę i przejść do dyplomacji. Bo to tylko taktyka przeciągania czasu. Przeczytałem nie mniej książek historycznych niż Putin. I wiele się nauczyłem. Wiem o jego kraju więcej niż on wie o Ukrainie" - podkreślił Zełenski.

Krwawa cena Rosji

W swoim wystąpieniu Zełenski odniósł się także do sytuacji na froncie i propagandy rosyjskiej. Jego zdaniem, nawet najbardziej nacjonalistyczna część rosyjskiego społeczeństwa nie wierzy już w sukcesy armii Putina.

"Nawet ich publiczność - nacjonalistyczna, zradykalizowana część rosyjskiego społeczeństwa- nie ufa rządowi ani Putinowi. Bo widzą, że na polu walki nie ma żadnych udanych kroków. Teraz Rosja traci 30 tys. - 35 tys. wojskowych miesięcznie - zabitych lub ciężko rannych. Oni naprawdę płacą życiem 156 ludzi, aby okupować jeden kilometr naszej ziemi. A my także mamy swoje ofensywne kroki - i wtedy oni ponoszą straty" - oświadczył prezydent Ukrainy.