Nie ma wątpliwości - siły rosyjskie podczas nocnego ataku na Ukrainę użyły Oriesznika, czyli nowego w arsenale Kremla pocisku balistycznego średniego zasięgu. Potwierdziła to najpierw Moskwa, a potem - cytowany przez Reutersa - wysoki rangą ukraiński urzędnik. Okazuje się, że pocisk nie miał głowicy bojowej, a Służba Bezpieczeństwa Ukrainy pokazuje odnalezione fragmenty.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Podczas zmasowanego ataku dronowo-rakietowego, przeprowadzonego przez siły rosyjskie w nocy z czwartku na piątek, terytorium Ukrainy zostało zaatakowane 278 środkami napadu powietrznego, w tym - jak informowały ukraińskie siły powietrzne - "pociskiem balistycznym średniego zasięgu" wystrzelonym z poligonu Kapustin Jar w obwodzie astrachańskim.
Rosja szybko przyznała, że ów pocisk to w rzeczywistości Oriesznik, czyli nowość w rosyjskim arsenale. Resort obrony w Moskwie w komunikacie poinformował, że do ataku użyto "hipersonicznego pocisku Oriesznik" w ramach zmasowanego uderzenia na tamtejsze "zakłady energetyczne i fabryki dronów".
W piątkowe popołudnie Reuters podał, powołując się na wyższego rangą anonimowego ukraińskiego urzędnika, że Oriesznik uderzył w fabrykę państwowego przedsiębiorstwa we Lwowie. Wiadomo, że budynek został poważnie uszkodzony.
Przedstawiciel Kijowa przekazał ponadto, że Oriesznik prawdopodobnie nie posiadał głowicy bojowej wyposażonej w materiał wybuchowy.
Tymczasem Służba Bezpieczeństwa Ukrainy poinformowała o odnalezieniu fragmentów Oriesznika. Wśród znalezionych dotychczas elementów znajdują się:
- jednostka odpowiadająca za stabilizację i naprowadzanie (w istocie jest to "mózg" pocisku);
- części zamienne do silnika;
- fragmenty mechanizmu orientacji.


