"Takich historii jak moja było wtedy sporo. To były takie czasy" - mówi dziennikarzowi RMF FM Henryk Jagielski, były opozycjonista, na którego miał donosić TW Bolek. Jagielski, dziś jeden z głównych oponentów Lecha Wałęsy, sam figurował w rejestrach SB. Dowiedział się o tym po latach. Dziś mówi: Normalnie pracę swoją wykonywałem i na nikogo nie donosiłem.

"Takich historii jak moja było wtedy sporo. To były takie czasy" - mówi dziennikarzowi RMF FM Henryk Jagielski, były opozycjonista, na którego miał donosić TW Bolek. Jagielski, dziś jeden z głównych oponentów Lecha Wałęsy, sam figurował w rejestrach SB. Dowiedział się o tym po latach. Dziś mówi: Normalnie pracę swoją wykonywałem i na nikogo nie donosiłem.
Henryk Jagielski /Kuba Kaługa /RMF FM

Henryk Jagielski otwarcie przyznaje, że został zarejestrowany jako współpracownik Służby Bezpieczeństwa. Dowiedzieć miał się jednak o tym dopiero od Sławomira Cenckiewicza, gdy ten pracował nad materiałami do jednej ze swoich książek.

Jagielski: Nie miałem żadnych wątpliwości, że to tylko Wałęsa mógł donosić

"Nie miałem żadnych wątpliwości, że to tylko Wałęsa mógł donosić" - mówi Henryk Jagielski, były pracownik Stoczni Gdańskiej im. Lenina, współorganizator strajków w grudniu 1970 roku. W rozmowie z reporterem RMF FM Kubą Kaługą mówi, że widział notatki podpisane przez TW... czytaj więcej

Jagielski, który w stoczni był zatrudniony od 1950 roku przypuszcza, że rejestracja miała związek z zajmowanym przez niego stanowiskiem brygadzisty. Ja byłem brygadzistą od kabin, pomieszczeń. Tam były takie lampy, atrakcyjne za komuny. Lampa kojowa to się nazywało. I kradli te lampy. Szczególnie przed świętami albo jak ktoś robił remont. Ile razy to się zdarzyło to było trzeba zrobić protokół, podpisać się pod nim, co i jak opisać. Później technolog wyceniał straty. Ja chodziłem z tymi protokołami do milicji, milicja była w tym samym budynku co Urząd Bezpieczeństwa i ochrona stoczni. Oni zaakceptowali to, podpisali. Na tej podstawie dostałem kartę roboczą, materiał. Innej możliwości nie było. Nic nie pytali, może coś w książce zarejestrowali i to wszystko - opowiada dawny opozycjonista.

Henryk Jagielski przyznaje, że w sprawie lamp był na milicji co najmniej 15 razy. Zapewnia, że oprócz wspomnianych protokołów, niczego nie podpisywał.

Niech mi pokażą na kogo ja donosiłem, skoro są głosy krytyczne. Normalnie pracę swoją wykonywałem i na nikogo nie donosiłem. Proszę chociaż jednego albo pół człowieka mi pokazać, że na niego donosiłem i pieniądze za to brałem jeszcze - mówi Jagielski pytany o to, czy wypada mu wytykać przeszłość Lechowi Wałęsie, w sytuacji kiedy sam był zarejestrowany jako Tajny Współpracownik SB.

W gdańskim oddziale IPN szybko udaje się zdobyć informacje w tej sprawie. Są one jednak znikome.

Henryk Jagielski został zarejestrowany w latach 60. jako TW ps. "Rak". Dokładna data rejestracji nie jest znana. Nie znamy żadnych materialnych śladów tej współpracy. Wszystkie materiały związane z TW ps. "Rak" zostały zniszczone, stąd też nie możemy powiedzieć nic o zakresie współpracy. W archiwach Służby Bezpieczeństwa zachował się jedynie wypis z kartoteki ewidencyjnej świadczący o rejestracji. Wspomniana sprawa jest znana w środowisku naukowym. Tym niemniej ze względu na znikomą ilość materiałów źródłowych nie była szerzej podejmowana w żadnych opracowaniach - informuje Marcin Węgliński, asystent prasowy w gdańskim oddziale IPN.

(j.)