„Na szacunek u rywala trzeba sobie zapracować na boisku. I my to przez te trzy lata zrobiliśmy” - powiedział trener siatkarzy GKS Katowice Piotr Gruszka po wtorkowym ostatnim meczu sezonu zasadniczego ekstraklasy.

Katowiczanie będą walczyli z Asseco Resovią Rzeszów o siódme miejsce. W poprzednich latach drużyna ze stolicy Górnego Śląska zajmowała 10. i 11. miejsce. We wtorek w meczu ostatniej kolejki fazy zasadniczej ekipa trenera Gruszki przegrała w Spodku z Jastrzębskim Węglem 1:3.

Walka o siódme miejsce to jest maksimum dla tego zespołu. W trakcie rozgrywek pojawiła się szansa, by być w czołowej szóstce, ale nie ma co ukrywać - nam do tej szóstki trochę brakowało. Nawet ten wtorkowy mecz - teoretycznie o nic - pokazał, że doświadczenie i ogranie na boisku ma znaczenie - dodał Gruszka, pracujący w GKS od trzech lat.

Nie chciał komentować doniesień o swoich przenosinach do Resovii.

Wszystko się okaże po sezonie. Na pewno ta grupa zagra ze sobą jeszcze dwa, może trzy mecze (rywalizacja z Resovią potrwa do dwóch wygranych). To jest smutne. Ktoś wybrał inny kierunek rozwoju i trzeba to uszanować-- powiedział.
Podkreślił, że postęp, jaki w trakcie minionych trzech sezonów zrobili jego podopieczni, daje mu  największą satysfakcję.

Bardzo mnie cieszy, że zawodnicy wiedzą, iż największą siłą jest kolektyw. Tak starałem się budować ten zespół. Każdy z nich jest teraz znaczącym graczem w PlusLidze. To fajne, że niektórzy trzy, cztery lata temu grali w drugiej, potem pierwszej lidze, a dziś są dobrymi ekstraklasowymi siatkarzami, część z nich być może z aspiracjami do szerokiej kadry - podsumował szkoleniowiec.

Podkreślił, że walka o siódme miejsce jest dla niego bardzo ważna.

To nie tylko postęp w porównaniu z poprzednimi latami. Pokazuje również rozwój każdego z zawodników, każdy z nich ma szanse, by iść do przodu. Zaczęto nas zauważać, szanować w lidze. To jest bardzo ważne. Te trzy lata pozwoliły zbudować atmosferę. Już nie jesteśmy beniaminkiem, łatwo zdobyć punkty. Teraz wszyscy się z nami liczą. Na szacunek u przeciwnika trzeba sobie zapracować na boisku. I my to zrobiliśmy - zakończył Piotr Gruszka.

Opracowanie: