"Polakowi jest ciężko dogodzić, a ja jestem w niełatwej sytuacji: startuję w małym zespole, prywatnym autem, a każdy chciałby mnie widzieć walczącego o czołówkę. Na dzień dzisiejszy i moje doświadczenie, i pakiet, którym dysponuję, za bardzo nie pozwalają na równą walkę" - tak Robert Kubica podsumowuje w rozmowie z RMF FM swoje dotychczasowe starty w rajdowych mistrzostwach świata. W czwartek rusza kolejna runda cyklu WRC - Rajd Polski.

Maciej Jermakow, RMF FM: Ma pan jakiegoś rajdowego idola? Może Sebastian Loeb albo ktoś z drugiego bieguna - Collin McRae?

Robert Kubica: Jako że wychowałem się na torze, tak naprawdę byłem wychowany jako kierowca wyścigowy. Rajdami zainteresowałem się bardzo późno, mimo że w Polsce rajdy były  i są dużo bardziej popularne niż wyścigi. Bardzo lubiłem Tommiego Mäkinena lub Carlosa Sainza. Tych dwóch kierowców najbardziej utkwiło mi w pamięci. Oczywiście z wcześniejszych lat było dużo legend rajdowych, ale teraz głównym ideałem mojej generacji jest Sebastian Loeb i teraz Ogier - dwóch Francuzów, którzy dominują rajdowe Samochodowe Mistrzostwa Świata.

Krzysztof Hołowczyc przed Rajdem Polski: Będę cisnąć, ile potrafię!

„Oczywiście mam świadomość, że takiego tempa jakiego trzeba by zwyciężyć nie będę miał i trzeba na to patrzeć racjonalnie. Ale będę "cisnąć" ile potrafię” – deklaruje w RMF FM Krzysztof Hołowczyc. Byłego mistrza Europy zobaczymy na rozpoczynającym się w czwartek Rajdzie Polski. czytaj więcej

I są perfekcjonistami tak jak pan. Lubi pan mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. To oznacza, że teraz poza rajdami jest czas na cokolwiek innego?

Umówmy się, że w naszym sporcie chyba ciężko dojść do perfekcjonizmu. Na dzień dzisiejszy mam na głowie trochę więcej niż tylko rajdowanie, ściganie się, co jest i plusem, i minusem. Niestety znaleźliśmy się w takiej sytuacji, jeśli chodzi o nasz zespół i o moją sytuację w tym roku, że musieliśmy odpuścić Argentynę i zreorganizować się od początku, a w trakcie sezonu jest to dosyć trudne zadanie. Te początki nie są łatwe, ale mamy dobrą grupę pasjonatów. Możemy liczyć na M-Sport, czyli producenta Forda Fiesta, który daje nam swoje doświadczenie i ludzi. Tak że kombinację na dzień dzisiejszy mamy taką, że są to ludzie z M-Sportu i ludzie, których znamy.

Czuje pan, że jesteście coraz bliżej stworzenia takiego idealnego, choć prywatnego, zespołu?

Przed nami długa droga, starty w mistrzostwach świata, organizacja i przygotowania nie są łatwe. Rajdy są bardzo wymagające nie tylko dla załóg, ale też dla zespołu i dla aut, które muszą być odbudowywane po każdym starcie, dlatego też czasowo i budżetowo nie jest łatwo. Ale staramy się przygotować jak najlepiej, mamy nowe auto, nową wersję Forda Fiesty. Na dzień dzisiejszy startuje ich w mistrzostwach świata pięć i tak naprawdę na całym świecie jest ich 6. Staramy się przygotować jak najlepiej - nie tylko, jeśli chodzi o mnie i o Maćka jako załogę, ale też o zespół.

Zdarza się w trakcie sezonu czas wolny?

Śmiałem się, że zawsze byłem na wakacjach, szczególnie, kiedy startowałem w Formule 1 - tam wszystko było dopięte na ostatni guzik. Tamten świat jest światem perfekcjonistów. W rajdach jest to dużo większa improwizacja, na pewno też dlatego, że na naszym poziomie nie jesteśmy w stanie - nie tylko, jeśli chodzi o czas, ale budżetowo i logistycznie - tego przygotować. Ważne są jednak doświadczenie i kontynuacja. Mimo że sporty samochodowe są odbierane jako sporty indywidualne, są to sporty bardzo zespołowe. W Formule 1 na pracę dwóch bolidów i na prędkość dwóch bolidów pracowało czasami nawet 700 osób, których tak naprawdę nie widać, ale jednak każda osoba jest bardzo ważna. U nas w rajdach nie ma aż tak dużego sztabu ludzi. Podkreślam, że staramy się wykonywać naszą pracę jak najlepiej.

Da się porównać atmosferę pomiędzy zawodnikami, jaka panuje w Formule 1 i w rajdach?

Są to zupełnie inne światy, jeśli chodzi nie tylko o samą jazdę, sam sport, ale też o to, jakie są relacje pomiędzy zawodnikami. Mimo że na torze jesteśmy na obiekcie zamkniętym, wszystko jest skupione w jednym miejscu. Każdy zespół ma swoje terytorium i każdy kierowca obraca się na terytorium własnego zespołu. Naszych rywali czy też kolegów z toru tak naprawdę bardzo mało widujemy, ponieważ jest to garaż, tor, boksy, pokoje, gdzie są spotkania czy też briefingi techniczne. Kończy się praca i jedzie się do hotelu, i tak każdy dzień. W rajdach format jest zupełnie inny, jest też dużo więcej czasu, kiedy jesteśmy tylko z zawodnikami, ponieważ są dojazdówki, gdzie na przykład jedzie się 60-70 km w las, dojeżdżamy 10-15 minut za wcześnie i musimy czekać na swoją minutę, żeby wjechać na oes, który pokonujemy pełną prędkością. Tak naprawdę albo wokół ma się las, albo swoich kolegów, rywali i jest dużo więcej czasu, kiedy można pogadać, pośmiać się. Jest oczywiście duża rywalizacja, ale tę rywalizację na dzień dzisiejszy odczuwam zupełnie inaczej.

Teraz będzie okazja porozmawiać z kolegami o naszym kraju, o Rajdzie Polski, który jest chyba wyjątkowym momentem dla kierowcy z Polski właśnie?

Tak, na pewno dla mnie jest to szczególny rajd. Bardzo się cieszę, że mam okazję tutaj startować. Nie tylko dla polskich kibiców samochodowych, wyścigowych, ale ogólnie rajdowych, Rajd Polski jest ważnym wydarzeniem, tak samo dla mnie. To  bardzo fajna impreza. W ubiegłym roku, uważam, edycja była bardzo udana i miejmy nadzieję, że w tym roku będzie równie udana, albo i nawet lepsza. Kierowcy bardzo lubili polskie oesy - na Litwie (w ubiegłym roku rozegrano tam kilka odcinków Rajdu Polski - red.) oesy miały charakterystykę i podłoże, które nie odpowiadały autom WRC, zrobił się rajd bardziej przeprawowy niż rajd płaski. W tym roku zostajemy w Polsce i chyba będzie to kolejna udana edycja. W ubiegłym roku dużo załóg było bardzo zadowolonych, kierowcy bardzo lubili polskie trasy, ponieważ one są bardzo specyficzne, bardzo szybkie, ale też inne niż te, na których startowaliśmy ostatnio na Sardynii czy w Portugalii. Nowości zawsze mają pewne plusy i minusy, ale jednak ubiegłoroczna edycja Rajdu Polski miała dużo więcej plusów niż minusów.

Na rajdowych oesach bardziej czuć doping kibiców, niż to było na torze? Ci kibice są znacznie bliżej samochodu.

I tak, i nie. Generalnie znacznie bardziej czuć obecność kibiców, ponieważ na dojazdówkach pomiędzy oesami zatrzymujemy się i jest stały kontakt z kibicami. Jest też park serwisowy, ale niestety tam, mimo że wpadamy na 30 minut, to dużo się dzieje i tak naprawdę jest to jedyny moment, kiedy możemy chwilę odsapnąć, odetchnąć, zjeść - i ruszamy na dalsze oesy. Na samym oesie jest bardzo podobnie - ciężko jest odczuć doping, ponieważ jesteśmy skoncentrowani, zamknięci w aucie. Parę razy polscy kibice pomagali mi wracać na drogę - bardzo im dziękuję. Miejmy nadzieję, że tym razem ich pomoc nie będzie mi potrzebna, ale na pewno ich doping będzie bardzo ważny.

Szaleństwo na punkcie pana osoby jest ogromne - to widać szczególnie na Rajdzie Polski. Czasami jednak w internecie po nieudanych rajdach pojawia się jakaś typowa dla internetu, chyba na całym świecie, fala hejtu... Jest to coś, co do pana w ogóle dociera? To przeszkadza w dążeniu do celu?

Ja tak naprawdę robię swoje. Zawsze robiłem. Umówmy się, że w Polsce, szczególnie za czasów kartingowych lub też przed Formułą 1, było dużo niedowiarków i tak naprawdę ludzie nie rozumieli za bardzo sportów samochodowych. Sądzę, że wiedza - dzięki też internetowi - jest większa, większa jest dostępność takich informacji i coraz więcej ludzi się dokształca. Jak każdy sport sporty samochodowe mają swoją specyfikę i charakterystykę, rajdy są szczególnie skomplikowaną dyscypliną, bardziej, niż się większości wydaje. Jeśli chodzi o krytykę, jest to rzecz normalna, tak że nie sądzę... oczywiście ogólnie temat-rzeka, jeśli chodzi o moją nie tylko karierę, ale też przygodę w sportach samochodowych. No i ogólnie Polakowi jest ciężko dogodzić. Ja jestem w takiej niełatwej sytuacji, startuję w małym zespole, prywatnym autem, a każdy chciałby mnie widzieć walczącego o czołówkę. Zdajemy sobie sprawę, że na dzień dzisiejszy i moje doświadczenie, i pakiet, którym dysponuję, za bardzo nie pozwalają na równą walkę. Zdarzały się poszczególne wygrane oesy, co na pewno bardzo mile wspominam, zdarzało się też wiele wpadek - zbyt wiele, ale niestety jest to - sądzę - dla mnie w tej dyscyplinie choroba wieku dziecięcego. Ja mam nawyki, 20 lat się ścigam na torze. Często jest trudniej pozbyć się nawyków niż uczyć się od nowa. Bardzo często też brakowało szczęścia. Ale ogólnie staram się robić swoje i staram się dążyć, żeby stawać się coraz lepszym kierowcą rajdowym - i właśnie o to w tym chodzi.