"Zostań w domu, ale nie z zawałem serca!" - mówią kardiolodzy i apelują, by z obawy przed koronawirusem nie bagatelizować objawów i zgłaszać się do szpitala. Nawet w czasie pandemii nie wolno czekać z wezwaniem pomocy. Tymczasem statystyki pokazują, że tak niestety się dzieje.

"Zostań w domu, ale nie z zawałem serca!" - mówią kardiolodzy i apelują, by z obawy przed koronawirusem nie bagatelizować objawów i zgłaszać się do szpitala. Nawet w czasie pandemii nie wolno czekać z wezwaniem pomocy. Tymczasem statystyki pokazują, że tak niestety się dzieje.
Zdj. ilustracyjne /pixabay.com /Pixabay

Z danych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego z 10 największych ośrodków kardiologicznych wynika, że 

To nie wynika z tego, że w czasie pandemii nie mamy problemów z sercem, ale z obawy przed zarażeniem koronawirusem. Dlatego ludzie odwlekają wezwanie pomocy i bagatelizują objawy, które mogą być śmiertelnym zagrożeniem. 

Ryzyko zakażenia przeważa u nich nad decyzją o zgłoszeniu się do lekarza z powodu jakichś dolegliwości - mówi RMF FM kardiolog, prof. Piotr Hoffman. 

Kardiolodzy apelują, by nie bać się zakażenia koronawirusem i mimo wszystko wzywać pomoc. Przypominają, że ryzyko powikłań i zgonu z powodu ostrych incydentów sercowo-naczyniowych jest większe niż w przypadku zakażenia koronawirusem.



Zadzwoń po pogotowie, jeśli...

To hasło "Zostań w domu", które jest ze wszech miar słuszne i konieczne, żeby opanować infekcje i chorobę Covid-19, w tym wypadku należałoby zmienić: jeżeli masz ból w klatce piersiowej to zostań w domu, ale zadzwoń po pogotowie - mówi w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Mariuszem Piekarskim prof. Adam Witkowski z kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej Instytutu Kardiologii w Aninie, prezes Towarzystwa Kardiologicznego Polskiego. 

Chodzi o to, żeby zaapelować do całego społeczeństwa, że jeżeli ktoś ma jakieś niepokojące objawy - silna duszność, silny ból w klatce piersiowej, narastające obrzęki nóg, silne kołatania serca, których nigdy w życiu nie miał - żeby mimo epidemii nie wahał się zadzwonić po pogotowie. Może być to groźny epizod, który zagraża jego zdrowiu i życiu - dodaje. 

Wygląda na to, że prawdopodobnie część chorych nie decyduje się na wezwanie pogotowia ratunkowego i woli zostać w domu, obawiając się infekcji koronawirusem. Śmiertelność w nieleczonym zawale serca jest o wiele wyższa niż śmiertelność z powodu infekcji koronawirusem. Ponadto w szpitalach są odpowiednie środki bezpieczeństwa, żeby uchronić tych chorych przed infekcją czy nawet przyjąć chorego, który ma zawał serca i wie, że ma infekcję - podkreśla ekspert w rozmowie z RMF FM. 

Opracowanie: