Niektóre szpitale dochodzą do skraju wydajności, kadry medyczne są niezwykle obciążone, a laboratoria diagnostyczne balansują na skraju efektywności. W tej sytuacji stosowanie się do obostrzeń jest kluczowe dla walki z koronawirusem - uważa epidemiolog Artur Białoszewski.

Obostrzenia ogłoszone w czwartek przez premiera Mateusza Morawieckiego i ministra zdrowia Adama Niedzielskiego to jest dobry krok, wpisujący się w narrację, która powinna być prowadzona, z punktu widzenia epidemiologa - ocenił Białoszewski.

Jego zdaniem, "przy obecnym wzroście obserwowanych zakażeń można dostrzec, że transmisja wirusa SARS-CoV-2 zachodzi gwałtowniej w populacji niż się spodziewaliśmy. Teraz kluczowe jest stosowanie się do zaleceń przeciwepidemicznych".

Wiele osób wątpi w istnienie tego wirusa czy też jego "zjadliwość", czyli zdolność do wywołania ciężkiej choroby, między innymi dlatego, że nie miały bezpośredniej styczności z osobą, która ciężko przechodziła Covid-19. W takiej sytuacji trudno jest im uwierzyć w realne zagrożenie. Ale takich osób będzie coraz mniej, bo wirus wciąż się rozprzestrzenia - mówił ekspert.

Dlatego - podkreślił - trzeba przestrzegać tych podstawowych zasad noszenia maseczki, zachowywania dystansu fizycznego. Róbmy to przede wszystkim dla siebie, dla naszych bliskich, rodzin, a nie dla innych. Kiedy zrozumiemy, że robimy to dla siebie, a nie dla trudnej do określenia populacji, to łatwiej będzie nam się dostosować i - co za tym idzie - ograniczyć ryzyko zakażenia i rozprzestrzenianie się wirusa - wskazał.

SARS-CoV2 będzie stale obecny w naszym środowisku

Białoszewski podkreślił również, że społeczeństwo powinno zrozumieć, iż po okresie zwiększonej zapadalności i zakończeniu epidemii wirus nie zniknie ze środowiska. Wiele osób porównuje sytuację do pandemii świńskiej grypy z 2009 roku, która również rozpoczęła się w Azji, a następnie po roku wygasła i przestała stanowić zagrożenie - tłumaczył. Przewiduję, iż SARS-CoV2 to patogen, który będzie już stale obecny w naszym środowisku. Dołączy on do grupy koronawirusów, które znamy od lat 60. dwudziestego wieku. One dotychczas, co sezon, odpowiadały za około 15 - 30 proc. zakażeń grypopodobnych i każdy z nas, prędzej czy później, będzie miał styczność z SARS-CoV-2 - przekonywał ekspert.

Jak dodał, nie znamy kierunku mutacji tego koronawirusa. Już teraz są identyfikowane różne szczepy, mniej i bardziej zjadliwe oraz obciążające układ odpornościowy - zauważył. Najważniejsze jest jednak - podkreślił - że "stosowanie się społeczeństwa do zasad ma przede wszystkim na celu stworzenie buforu dla wydolności systemu ochrony zdrowia, aby ograniczyć ryzyko jego przeciążenia i wystąpienia sytuacji z Włoch".

Odnosząc się do słów ministra Niedzielskiego, że "testujemy granice wydolności służby zdrowia", Białoszewski ocenił, że "te granice w niektórych miejscach już zostały przekroczone". Zwrócił uwagę, że niektóre szpitale są już na skraju wydajności, kadry medyczne są niezwykle obciążone, a laboratoria diagnostyczne balansują na skraju efektywności.

Dotychczasowe działania rządu powinny zdecydowanie zwiększyć wsparcie kadr zaangażowanych w walkę z pandemią. W tym krytycznie istotne jest zapewnienie odpowiednich warunków pracy i ochrona personelu. Zatem kolejnym zdecydowanym krokiem rządu powinno być silne wsparcie personelu medycznego, nie tylko finansowe, ale przede wszystkim logistyczne, aby system nie tracił niezbędnego do walki z wirusem kapitału ludzkiego - ocenił.


Apel "zostań w domu" powinien być szczególnie traktowany przez seniorów

Artur Białoszewski podkreślił również, że w obecnej sytuacji najbardziej istotnym jest ochrona grupy wysokiego ryzyka - osób starszych oraz przewlekle chorych. Ten czwartkowy apel premiera "zostań w domu" powinien być szczególnie traktowany przez właśnie te osoby - przekonywał. Zaznaczył, że wprowadzenie "godzin dla seniora" powinno stanowić jednocześnie nakaz pozostawania w domu tym osobom poza tymi godzinami aby obniżyć ryzyko zakażenia. Efektem takiego postępowania byłoby prawdopodobnie zmniejszenie obłożenia placówek medycznych, bo te najciężej przechodzące Covid-19 osoby, do których leczenia niezbędne jest podłączenie pod respirator, to głównie osoby z grupy wysokiego ryzyka - przekonywał.

Białoszewski zwrócił również uwagę na konieczność opieki nad innymi grupami pacjentów. Musimy znaleźć drogę wyjścia między skupieniem się na ochronie populacji wrażliwej na SARS-CoV-2 a innymi grupami pacjentów wymagających często nie mniej pilnej interwencji systemu ochrony zdrowia, zawieszonych działaniach profilaktycznych czy badaniach przesiewowych. Powinniśmy zrobić wszystko, aby nierówności w dostępie do świadczeń zdrowotnych nie spowodowały jeszcze większych długofalowych negatywnych konsekwencji dla naszej populacji - zaapelował.