Rosnące napięcie w regionie i irańska blokada strategicznego wąskiego gardła w światowym handlu zmuszają kraje Zatoki Perskiej do odkurzenia planów budowy kosztownych rurociągów. Choć inwestycje liczone są w miliardach dolarów, dla potentatów naftowych bezpieczeństwo eksportu staje się ważniejsze niż rachunek ekonomiczny.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Widmo trwałej kontroli Iranu nad cieśniną Ormuz - przez którą przepływa jedna piąta światowych dostaw ropy - zmieniło sposób myślenia w stolicach państw arabskich, informuje "Financial Times". To, co przez lata uznawano za zbyt drogie lub politycznie skomplikowane, dziś staje się kwestią przetrwania. Urzędnicy i liderzy branży energetycznej przyznają otwarcie: nowe rurociągi mogą być jedynym sposobem na zmniejszenie chronicznej wrażliwości regionu na zakłócenia w transporcie morskim.

Obecny konflikt podkreślił strategiczną wartość saudyjskiego rurociągu Wschód-Zachód o długości 1200 km. Zbudowany w latach 80. XX wieku po obawach, że tzw. wojna tankowców między Iranem a Irakiem (1984-1988) doprowadzi do zamknięcia cieśniny, obecnie dostarcza 7 milionów baryłek ropy dziennie do portu Janbu nad Morzem Czerwonym, całkowicie omijając Ormuz. Amin Nasser, dyrektor generalny saudyjskiego giganta naftowego Aramco, podkreślił, że rurociąg ten jest obecnie główną trasą eksportową.

"Z perspektywy czasu rurociąg Wschód-Zachód wydaje się genialnym posunięciem" - powiedział "FT" jeden z wyższych rangą dyrektorów energetycznych Zatoki Perskiej. 

Sukces tego projektu sprawia, że Rijad rozważa teraz jego rozbudowę lub budowę zupełnie nowych nitek, by móc przesyłać drogą lądową całość swojej dziennej produkcji. W przeszłości plany budowy rurociągów w regionie wielokrotnie upadały z powodu wysokich kosztów i złożoności. Eksperci zauważają jednak, że nastroje w Zatoce się zmieniły, a kraje zaczynają traktować te plany jako realne.

Inicjatywa może genialna, ale niełatwa do przeprowadzenia

Długoterminowo nowe rurociągi mogą stać się częścią szerszych szlaków handlowych, przez które będą przepływać nie tylko ropa i gaz. Jedną z opcji jest ożywienie planów korytarza IMEC, który miałby biec z Indii przez Zatokę do Europy. Jednak projekty te napotykają na liczne wyzwania, w tym polityczne, jak i związane z bezpieczeństwem. Cel jest jasny: przejąć kontrolę nad własnym losem i wyeliminować wąskie gardła, które inni mogą wykorzystać do szantażu.

Mimo determinacji politycznej, przeszkody pozostają gigantyczne. Christopher Bush, prezes Cat Group, szacuje w rozmowie z "FT", że replikacja rurociągu Wschód-Zachód kosztowałaby dziś co najmniej 5 miliardów dolarów i wymagałaby przebijania się przez twarde bazaltowe skały gór Hidżaz (pasmo górskie w zachodniej Arabii Saudyjskiej, ciągnące się wzdłuż Morza Czerwonego). Jeszcze droższe byłyby trasy z Iraku przez Jordanię czy Turcję - ich koszt szacuje się na 15 do 20 miliardów dolarów.

W krótkim okresie najbardziej realne wydaje się rozszerzenie rurociągu Wschód-Zachód oraz istniejącej trasy Abu Zabi do Fujairah. To pozwoliłoby zwiększyć przepustowość bez komplikacji związanych z nową infrastrukturą transgraniczną. Arabia Saudyjska mogłaby również rozwijać dodatkowe terminale eksportowe na wybrzeżu Morza Czerwonego. Rozmowy na temat przyszłości cieśniny Ormuz są prowadzone przez Wielką Brytanię z udziałem 35 krajów. Nikt nie spodziewa się, że doprowadzą do powrotu status quo sprzed wojny.