Na Camp Nou padł ostatni gwizdek. Wynikiem 2:0 Barcelona wygrała z Realem Madryt. Tym samym na trzy kolejki przed końcem sezonu Duma Katalonii może być już pewna tytułu mistrza Hiszpanii.

  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

To było trzecie El Clasico w obecnym sezonie. W pierwszym ligowym triumfował Real 2:1, w kolejnym natomiast wygrała Barcelona 3:2 w finale Superpucharu Hiszpanii.

W dzisiejszym spotkaniu w podstawowym składzie zabrakło Roberta Lewandowskiego. Dla Polaka mogło to być ostatnie El Clasico w karierze, coraz więcej mówi się o ewentualnym odejściu piłkarza po sezonie.

Pierwsza połowa dla Barcelony

Spotkanie rozpoczęło się od mocnego akcentu gospodarzy, którzy od pierwszych sekund narzucili wysokie tempo i pressing. Już w 9. minucie Camp Nou eksplodowało radością po fenomenalnym trafieniu Marcusa Rashforda z rzutu wolnego. Anglik popisał się perfekcyjnym uderzeniem pod poprzeczkę, nie dając Thibautowi Courtois żadnych szans na skuteczną interwencję. Real próbował odpowiedzieć, jednak defensywa Barcelony była czujna, a bramkarz Joan Garcia nie dawał się zaskoczyć. 

W 18. minucie gospodarze podwyższyli prowadzenie - tym razem Ferran Torres wykorzystał magiczne podanie Daniego Olmo i pewnym strzałem pokonał bramkarza Królewskich. Katalońscy kibice oszaleli z radości, a piłkarze Barcelony poczuli, że są coraz bliżej celu.

Real Madryt nie zamierzał jednak składać broni. Królewscy starali się przejąć inicjatywę, coraz częściej gościli pod polem karnym Barcelony i szukali swoich szans w szybkich kontratakach. Najgroźniejsze sytuacje stworzyli Jude Bellingham i Vinicius Junior, jednak za każdym razem na drodze do bramki stawała dobrze zorganizowana defensywa gospodarzy lub skutecznie interweniował Joan Garcia. W końcówce pierwszej połowy emocje sięgnęły zenitu - najpierw Rashford mógł zdobyć trzeciego gola dla Barcelony, lecz tym razem górą był Courtois, a chwilę później Real odpowiedział długim atakiem pozycyjnym, zakończonym zablokowanym strzałem Frana Garcii.

Ostatnie minuty przed przerwą upłynęły pod znakiem spokojnej gry Barcelony, która wymieniała piłkę w środku pola, kontrolując przebieg wydarzeń i czekając na gwizdek sędziego. Po pierwszych 45 minutach to gospodarze przybliżyli się do mistrzowskiego tytułu, prowadząc 2:0 i prezentując futbol na najwyższym poziomie.

Przepychanki w drugiej połowie

Od pierwszych minut po przerwie gospodarze nie zwalniali tempa - Rashford był bardzo aktywny, a Fermin już w 48. minucie zmusił Courtois do efektownej interwencji. Chwilę później na boisku zrobiło się gorąco - doszło do przepychanek, a sędzia musiał sięgnąć po żółte kartki dla Raula Asencio i Daniego Olmo. Emocje nie opadły, bo w 53. minucie Jude Bellingham padł w polu karnym po starciu z Ericiem Garcią. Na murawie pojawiły się służby medyczne, a powtórki pokazały, że Anglik został uderzony w twarz. VAR jednak nie dopatrzył się przewinienia, a sam Bellingham wrócił do gry z rozciętą wargą.

Real próbował złapać kontakt, ale to Barcelona była bliżej kolejnych trafień. Ferran Torres miał znakomitą okazję sam na sam z Courtois, jednak belgijski bramkarz po raz kolejny uratował Królewskich. Po stronie Realu aktywny był Vinicius Junior, lecz Joan Garcia nie dał się zaskoczyć. Trenerzy obu drużyn sięgnęli po zmiany - na murawie pojawili się m.in. Raphinha, Frenkie de Jong i wreszcie Robert Lewandowski, który w 77. minucie zastąpił Ferrana. Polak od razu zaznaczył swoją obecność - najpierw asystował przy groźnym strzale Raphinhi, a potem sam przymierzył na bramkę Realu, ale Courtois znów był bezbłędny.

W końcówce spotkania Real rzucił się do ataku, szukając kontaktowego gola. Tchouameni próbował głową po rzucie rożnym, ale defensywa Barcelony była czujna. Zmiany w obu zespołach nie odwróciły losów meczu - to Katalończycy kontrolowali przebieg gry i byli o krok od przypieczętowania mistrzostwa. Gdy zabrzmiał ostatni gwizdek, kibice Barcelony mogli rozpocząć świętowanie - Realowi zabrakło argumentów, by odłożyć koronację Dumy Katalonii choćby o jeden dzień.