Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas oceniła we wtorek w Parlamencie Europejskim, że wstrzymanie rozmieszczenia wojsk USA w Polsce i Niemczech "było do przewidzenia". Podkreśliła, że wpisuje się to w szerszy trend, w ramach którego Stany Zjednoczone wycofują się z Europy, koncentrując uwagę na Indo-Pacyfiku. Prawica z kolei winą obarcza Brukselę.
- Bądź na bieżąco. Więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej rmf24.pl.
Kallas przyznała, że chociaż obecność wojskowa USA w Europie ma kluczowe znaczenie dla odstraszania i obrony NATO, to Europa zdaje sobie już sprawę od pewnego czasu, że priorytety geopolityczne Waszyngtonu uległy zmianie. To było do przewidzenia, że Stany Zjednoczone mogą wycofać wojska z Europy, ponieważ Waszyngton coraz bardziej koncentruje się na Indo-Pacyfiku i półkuli zachodniej - powiedziała Kallas podczas debaty w Parlamencie Europejskim o zmniejszeniu obecności wojsk amerykańskich w Europie.
Szefowa unijnej dyplomacji przypomniała, że Pentagon wstrzymał planowane rozmieszczenie wojsk amerykańskich w Polsce i Niemczech. Dodała, że to wpisuje się w szerszy trend polityki USA.
Kallas wezwała także, by Europa wzięła odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo, w tym zwiększyła wydatki na obronę, wypełniła luki w zdolnościach obronnych i zwiększyła europejską produkcję zbrojeniową. To wszystko wiąże się z kosztami, ale powstrzymywanie agresji jest tańsze niż prowadzenie wojny - powiedziała.
Szefowa dyplomacji Unii Europejskiej zauważyła także, że obecność amerykańskich żołnierzy w Europie leży w interesie Wspólnoty, ale także w interesie Stanów Zjednoczonych. Zgodził się z nią europoseł Michał Kobosko, którego grupa Odnowić Europę wystąpiła jeszcze w poniedziałek z inicjatywą zorganizowania debaty na temat wycofywania amerykańskich wojsk z Europy. W interesie Polski, Europy i USA jest to, by siły amerykańskie pozostały w Europie - powiedział.
Polityk zaapelował też do "amerykańskich przyjaciół", żeby zastanowili się, jaki chcą wysłać sygnał w momencie, kiedy Rosja i Białoruś prowadzą ćwiczenia nuklearne.
Odmiennego zdania byli natomiast politycy prawicy. Europoseł Prawa i Sprawiedliwości Patryk Jaki winą za decyzję o zmniejszeniu obecności amerykańskich wojsk obarczył Unię, Parlament Europejski i Donalda Tuska. Zorganizowaliście tutaj (w PE - red.) wulgarną wystawę obrażającą prezydenta Stanów Zjednoczonych. A premier Tusk pozwolił sobie nawet zakwestionować USA jako sojusznika. I co, jesteście z siebie dumni? - pytał polityk PiS.
Wtórował mu szef delegacji PiS Adam Bielan, który jeszcze przed debatą przyznał w rozmowie z dziennikarzami, że jego ugrupowanie było przeciwne debacie w PE. Jest konkurencja w Europie i na tej sali, kto bardziej obrazi USA i demokratycznie wybranego prezydenta (Trumpa - red.). W tej szkodliwej rywalizacji niewątpliwie w całej Europie wygrywa premier Donald Tusk - powiedział Bielan.
Dzisiejsza gra oskarżeń na temat tego, kto obraził czy sprowokował Amerykanów to strata czasu i energii - skomentował Kobosko.
Z kolei europoseł Nowej Lewicy Krzysztof Śmiszek powiedział, że był zdziwiony, iż PiS nie chciał debaty na temat "niezrozumiałego i niebezpiecznego ruchu ze strony USA", jakim było wstrzymanie rozmieszczenia amerykańskich wojsk.
Z Parlamentu Europejskiego musi płynąć bardzo zdecydowany głos. Chcemy wojsk amerykańskich w Europie i nie możemy pozwolić na to, aby niestabilność decyzji Donalda Trumpa uderzała w bezpieczeństwo Europy - ocenił Śmiszek.
Dodał też, że skoro niestabilny partner za oceanem nie daje gwarancji bezpieczeństwa na przyszłość, to Europa musi zbroić się sama.


