Były minister sprawiedliwości Czech Pavel Blażek miał usłyszeć zarzuty w związku z aferą dotyczącą przyjęcia przez państwo darowizny w bitcoinach, które - według śledczych - mogły pochodzić z działalności przestępczej. Policja postawiła zarzuty łącznie trzem osobom. To niejedyna głośna sprawa u naszego sąsiada. Za oszustwo związane z dotacjami Unii Europejskiej na trzy lata więzienia została skazana była współpracowniczka premiera Babisza, europosłanka Jana Nagyova.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Darowizna w bitcoinach

Sprawa Pavla Blażka dotyczy decyzji z 2025 roku, gdy czeski resort sprawiedliwości przyjął miliardową darowiznę w kryptowalucie od Tomasza Jirzikovskiego. Mężczyzna był wcześniej skazany za defraudację, handel narkotykami i nielegalne posiadanie broni.

Transakcja wywołała poważne wątpliwości co do źródła środków i standardów etycznych państwa.

Po ujawnieniu szczegółów Blażek zrezygnował ze stanowiska, wycofał się z wyborów parlamentarnych i opuścił szeregi partii rządzącej premiera Petra Fiali. Według części komentatorów skandal mógł przyczynić się do wyborczej porażki obozu rządowego.

Jak poinformowały media, zarzuty dotyczące legalizacji dochodów pochodzących z działalności przestępczej i nadużycia uprawnień urzędniczych oprócz polityka mieli usłyszeć także urzędnik resortu i adwokat. Zarzuty nie wymagają zastosowania ograniczenia wolności.

Wyrok w aferze "Bocianiego gniazda"

Równolegle czeski wymiar sprawiedliwości wydał wyrok w innej głośnej sprawie. Europosłanka Jana Nagyová, była współpracowniczka premiera Andreja Babisza, została w poniedziałek skazana przez praski sąd na trzy lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat oraz grzywnę za oszustwa związane z dotacjami Unii Europejskiej i naruszenie interesów finansowych Wspólnoty. Wyrok nie jest prawomocny.

Na ławę oskarżonych w tym samym procesie powinien trafić również obecny premier Czech Andrej Babisz, któremu posłowie na początku marca br. nie uchylili immunitetu. Postępowanie sądowe wobec niego zostało zawieszone.

Wcześniej sąd pierwszej instancji dwukrotnie uniewinniał oskarżonych, jednak oba te wyroki były uchylane przez sąd apelacyjny. W najnowszym rozstrzygnięciu, jeszcze przed odzyskaniem immunitetu przez Babisza, sąd wyższej instancji zobowiązał sąd miejski do uznania Babisza i Nagyovej za winnych.

Sędzia Jan Szott, ogłaszając w poniedziałek wyrok, podkreślił, że działał na podstawie wiążącej decyzji sądu apelacyjnego i nie miał możliwości jej podważenia. Zaznaczył jednocześnie, że jego wcześniejsze stanowisko w tej sprawie było odmienne i nie zgadza się z narzuconą oceną, jednak musiał się do niej zastosować.

Takie okoliczności wywołały ostrą reakcję Babisza, który uznał wyrok za motywowany politycznie i wymierzony w jego działalność publiczną. Polityk stwierdził, że sprawa tzw. "Bocianiego gniazda" od początku miała na celu zablokowanie jego kariery.

Prokuratura zarzuca Nagyovej i Babiszowi, że na przełomie lat 2007 i 2008 wyłączyli spółkę Bocianie gniazdo, które jest centrum konferencyjno-hotelowym ze struktur należącego do Babisza holdingu Agrofert. Dzięki temu zabiegowi spółka miała spełniać warunki uzyskania dotacji przeznaczonych dla małych i średnich przedsiębiorstw. Firma zwróciła później nienależną dotację, ale Babisz i Nagyova konsekwentnie nie przyznają się do winy.