Iran chce zawrzeć umowę, ale Stany Zjednoczone na wszelki wypadek wysłały w rejon Bliskiego Wschodu "wielką armadę" - przekazał Donald Trump w rozmowie z portalem Axios. Według prezydenta USA sytuacja jest płynna. Axios donosi także o wizycie amerykańskiego dowódcy w Izraelu, gdzie omawiano scenariusze potencjalnego konfliktu z Teheranem.
- Trump jest blisko podjęcia decyzji ws. Iranu.
- USA wysłały potężną grupę uderzeniową z lotniskowcem USS Abraham Lincoln oraz dodatkowe myśliwce do regionu.
- Protesty w Iranie zostały brutalnie stłumione, co zwiększa presję na interwencję, ale dyplomacja wciąż jest brana pod uwagę.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl.
Donald Trump nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji dotyczącej ataku na Iran, choć można założyć, że trzyma palec na spuście.
Axios uważa, że prezydent USA był bliski wydania rozkazu do uderzenia w związku z masowymi zabójstwami tysięcy demonstrantów, protestujących w Iranie od grudnia 2025 r. Decyzję postanowił jednak odłożyć, choć w region skierowano kolejne siły.
Mowa m.in. o grupie uderzeniowej z lotniskowcem USS Abraham Lincoln. Okręty weszły w obszar odpowiedzialności CENTCOM (dowództwa bojowego USA, obejmującego region Bliskiego Wschodu) w poniedziałek. W rejon wysłano także dodatkowe myśliwce F-35 i F-15 oraz cysterny. Trump ma wziąć udział w kolejnych konsultacjach, w których przedstawione mają mu zostać dodatkowe opcje militarne.
Protesty zostały w dużej mierze krwawo stłumione. Mimo to atak nadal jest rozważany przez administrację w Waszyngtonie.
Dyplomacja nadal jednak - przynajmniej na poziomie deklaratywnym - pozostaje jedną z opcji rozwiązania problemu z Teheranem. Chcą zawrzeć umowę. Wiem o tym. Dzwonili wielokrotnie. Chcą rozmawiać - mówił Trump w rozmowie z Axiosem, dodając jednak: "Mamy wielką armadę niedaleko Iranu. Większą niż w Wenezueli".
Wysoki rangą urzędnik amerykański, z którym rozmawiał serwis, twierdzi, że warunki ewentualnej umowy były "wielokrotnie" przekazywane Iranowi w ubiegłym roku.
Według Axios, jastrzębie z otoczenia prezydenta USA namawiają go do interwencji zbrojnej po tym, gdy Trump obiecał publicznie pomóc protestującym i ukarać reżim.
Problem w tym, że zbombardowanie Teheranu najprawdopodobniej nie przyniesie specjalnego przełomu i bardziej racjonalne wydaje się podjęcie próby wykorzystania słabości władzy w Iranie. Administracja w USA twierdzi, że ewentualne porozumienie musiałoby obejmować usunięcie z kraju całego wzbogaconego uranu i ograniczenie liczby irańskich pocisków dalekiego zasięgu.
Przed wojną 12-dniową między Izraelem i Iranem, do której włączyły się USA, wywiady koalicji oceniły, że gdyby Teheran zdecydował się na zdobycie broni jądrowej, wzbogacenie uranu w ilości wystarczającej do takiej produkcji zajęłoby dwa tygodnie, a wyprodukowanie relatywnie prymitywnego ładunku jądrowego zajęłoby od czterech do sześciu miesięcy.
Irańskie instalacje jądrowe zostały jednak poważnie uszkodzone w wyniku amerykański bombardowań. Nie ma jednak pewności co do rzeczywistych zapasów wzbogaconego uranu, którymi dysponuje Iran.
Jak podają źródła Axios, dowódca CENTCOM, admirał Brad Cooper, w sobotę odwiedził Izrael, aby skoordynować plany wojskowe i potencjalne wspólne działania obronne mające na celu odparcie irańskiego ataku na Izrael.


