Zakaz eksportu chińskich dronów do Ukrainy i Rosji wywołał zaskakujący efekt. Polska stała się czołowym odbiorcą bezzałogowców z Kraju Środka – podaje „Dziennik Gazeta Prawna”. Część z nich trafia do Kijowa, ale po chińskie komponenty chętnie sięgają także polskie służby mundurowe.
- Po wprowadzeniu przez Chiny zakazu eksportu dronów i ich części do Ukrainy i Rosji, Polska stała się głównym odbiorcą tych komponentów.
- Polska planuje w najbliższych trzech latach wydać około 15 mld zł na drony i systemy antydronowe.
- Chcesz być na bieżąco? Odwiedzaj stronę RMF24.pl.
"DGP" przypomina, że Chiny wprowadziły we wrześniu 2024 r. zakaz eksportu do Ukrainy i Rosji bezzałogowców i kluczowych komponentów do nich. Dostawy nie zostały wstrzymane, a jedynie zmieniły trasę - trafiają nad Dniepr przez Polskę.
Wzrost importu to także efekt zwiększonego zainteresowania dronami po polskiej stronie. Jak informuje dziennik, w poprzednim roku armia wykupiła dużą część dronów FPV, które były dostępne na rynku.
Prawdopodobnie wykupiliśmy rynek, bo możliwości finansowe były jeszcze na 2 tys. kompletów, ale już nie było zgłoszeń - przyznał na posiedzeniu sejmowej komisji obrony narodowej cytowany w artykule wiceszef MON Cezary Tomczyk.
To nie koniec zakupów, cytowany w materiale Tomczyk przekazał, że w ciągu najbliższych trzech lat Polska ma wydać na drony i systemy antydronowe łącznie ok. 15 mld zł.
Armia planuje m.in. zakup 10 tys. dronów kamikaze Warmate i 1,7 tys. sztuk zwiadowczych FlyEye. Dla porównania, moce produkcyjne Ukrainy mają w 2026 r. wynieść 8 mln dronów.
Chińskie konstrukcje konkurują cenowo, są czterokrotnie tańsze od produktów amerykańskich czy europejskich. W artykule wykazano jednak, że Polska może uniezależnić się od Chin. Cytowany przedstawiciel branży stawia jednak warunek - to wymaga bardziej regularnych zamówień od państwa.


