Wojna w Ukrainie dostarcza cennych wniosków dotyczących potencjalnych konfliktów, w tym z Iranem - ocenia były głównodowodzący armii ukraińskiej i obecny ambasador Ukrainy w Londynie Wałerij Załużny. Wojskowy ocenia w felietonie dla "The Telegraph", że ewentualne lądowanie amerykańskich żołnierzy w Teheranie zakończy się dla nich katastrofą.
- Według byłego głównodowodzącego ukraińskiej armii USA nie są gotowe na operację lądową w Iranie.
- Generał Wałerij Załużny zwraca uwagę na to, że obraz pola walki zmienił się diametralnie od czasu inwazji Rosji na Ukrainę.
- Ambasador w Londynie tłumaczy, że żołnierze USA mogą znaleźć się w strefach śmierci, na które nie są przygotowani.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Wynik wojny jest z reguły trudny do przewidzenia, a dzisiaj może być to szczególnie trudne. Załużny tłumaczy, że dzięki postępom technologicznym, niemal każdy kraj może sobie dzisiaj pozwolić na rozwinięcie potencjału bojowego znacznie przewyższającego jego zakładane możliwości ekonomiczne i demografię. "Potrzebna jest tylko wola polityczna" - argumentuje obecny dyplomata.
Wojna Rosji z Ukrainą pokazała to dobitnie i udowodniła, że dzisiejsze konflikty zbrojne nie przebiegają według schematu "kto ma więcej czołgów i haubic - wygrywa", ale stanowią swoiste laboratorium, w którym najważniejszą stałą jest zmiana. Wygrywa ten, kto zdoła się adaptować i kto jest zdolny do błyskawicznego wprowadzania innowacji.
Na froncie za naszą wschodnią granicą tę sytuację obserwujemy już piąty rok. Rosjanie i Ukraińcy stale prześcigają się w tworzeniu coraz bardziej wymyślnych taktyk, opartych głównie na rozwoju maszyn i sztucznej inteligencji. Drony latają w powietrzu, pływają po Morzu Czarnym i jeżdżą na lądzie. Te działania pozwalają oszczędzić ludzkie życie, a także są często wielokrotnie tańsze od tradycyjnych sposobów na rozpoznanie, obronę i atak. To dzisiaj brzmi, jak banał, ale innowacja technologiczna zmieniła obraz wojny - a Załużny tłumaczy, jak bardzo i jak wielki będzie miało to wpływ na konflikt w Iranie.
Załużny sugeruje, że USA, atakując Iran, mogły wpaść w podobną pułapkę, co Rosjanie, którzy obiecywali sobie i światu pokonać Ukrainę w ciągu dni lub nawet godzin. Wówczas, w 2022 roku wydawało się to rzeczywiście nieuniknione. "Coś poszło nie tak, jak się spodziewano" - pisze ambasador, oceniając, że - według powszechnie znanego prawa - jeśli coś może się zepsuć, to prawdopodobnie się zepsuje. Ukraińcy zaryzykowali otwartą wojnę, dzięki czemu walczą dalej, ale ich decyzja pociągnęła za sobą globalne skutki.
W Waszyngtonie, w trakcie przygotowań do ataku na Iran planiści wyszli prawdopodobnie z podobnych założeń, co ci z Moskwy. Odrąbanie głowy władzom Iranu, eliminacja Chameneiego, jego generałów, licznych zastępców i czołowych polityków, seria bombardowań strategicznych celów i brutalny pokaz siły z ogłoszonym przez szefa Departamentu Wojny Pete'a Hegsetha "całkowitym przejęciu irańskiego nieba", miał spowodować załamanie się systemu w Teheranie. Podobnie jak Rosjanie w Ukrainie, USA były przekonane, że obywatele irańscy powitają ich kwiatami i tłumnie ruszą obalać rządy ajatollahów. W pierwszych dniach operacji "Epicka furia" Donald Trump wygłosił przecież płomienne przemówienie, wzywając Irańczyków do przejęcia władzy w ramach "jedynej szansy, jaką będą mieli w historii". Odpowiedziała mu cisza.
Załużny nie ma wątpliwości - wyniku wojny, nawet takiej, w której pierwsza armia świata ściera się z osłabionymi wojskami Iranu, nie da się przewidzieć. Na polach Donbasu i Zaporoża zmienił się całkowicie sam paradygmat prowadzenia działań wojennych i sama istota zdolności bojowych.
Iran - zdaniem generała - przeszedł na strategię "na wyniszczenie". Teheran dysponuje tanimi i wysoce skutecznymi technologiami i będzie zdolny nie tylko do zadawania ciężkich strat Amerykanom, ale także, a może przede wszystkim do zniszczenia gospodarki krajów Zatoki Perskiej. Stany Zjednoczone poważnie rozważają ograniczone operacje lądowe, by zapobiec najczarniejszemu scenariuszowi i ostatecznie zmiażdżyć opór Iranu. "To będzie wielki błąd" - informuje Załużny, argumentując, że Amerykanie znajdą się w strefie śmierci.
Pisząc o "strefie śmierci", wojskowy ma na myśli, to co w raportach z frontu w Ukrainie określa się jako "szara strefa". To ziemia niczyja, między liniami wrogów. I w tym wypadku z wojny rosyjsko-ukraińskiej płynie największa zmiana. O ile bowiem w tradycyjnych podręcznikach, taką strefę wyznacza zasięg haubic (dotąd "bogów wojny" - dziś prawdopodobnie strąconych z Olimpu), o tyle w Ukrainie zony śmierci ciągną się przez dziesiątki kilometrów. "Obszar ten jest całkowicie kontrolowany przez drony, które polują na ludzi i inne maszyny" - pisze Załużny. Postawienie tam stopy przez amerykańskich żołnierzy, może zakończyć się regularną i całkowicie bezproduktywną dla USA masakrą.
Tymczasem ze Stanów Zjednoczonych płyną wieści o żołnierzach zmierzających w kierunku Zatoki Perskiej. To tysiące marines z bazy w Japonii, to także kilka tysięcy żołnierzy elitarnej jednostki 82. Dywizji Powietrznodesantowej i prawdopodobnie wielu, wielu innych, zmierzających wprost do "strefy śmierci".
Dziś, twierdzi Wałerij Załużny, istnieją trzy kraje, które są gotowe do prowadzenia nowoczesnej wojny - to Ukraina, Rosja (korzystająca od początku inwazji z irańskich technologii) i właśnie Iran.
Załużny to nie dziennikarz, analityk z ośrodka gdzieś w Europie, to nie urzędnik. Załużny to wojskowy z krwi i kości i generał, który długo skutecznie bronił kraju przez silniejszym, liczniejszym i bogatszym wrogiem. Wie, o czym mówi. Ten artykuł jest przestrogą. Tylko, że Amerykanie nie chcą słuchać.


